Jeszcze raz

Myślałam, że ogród nauczył się zimy.

Że korzenie zapomniały, jak brzmi deszcz,

A pod ziemią śpi już tylko cisza.

 

Lecz pewnego dnia

Ktoś uchylił okno w mojej klatce piersiowej

I martwe gałęzie wypuściły zielone światło.

 

Ptaki wróciły do gniazd,

Które przecież spłonęły dawno temu.

Nosiłam ten cud ostrożnie,

Jak płomień ukryty w dłoniach,

Bo bałam się, że wiatr pamięta moje imię.

 

I pamiętał.

 

Teraz jesteś jak przypływ,

Który cofa się, zanim zdążę zanurzyć stopy.

Jak księżyc odwracający twarz,

Gdy morze najbardziej go potrzebuje.

Im bardziej próbuję dosięgnąć światła,

Tym dłuższy cień zostawiasz między nami.

 

A we mnie wszystko znowu uczy się umierania.

Nie od razu.

Najpierw milkną ptaki.

Potem więdnie zapach deszczu.

Na końcu serce udaje kamień,

Choć w środku wciąż jest mokrą ziemią.

 

Najbardziej boli nie to, że odchodzisz.

Boli, że obudziłeś we mnie wiosnę,

A teraz zostawiasz ją samą

Pośrodku kolejnej zimy.

 

I stoję między porami roku,

Nie umiejąc wybrać,

Czy bardziej wierzyć pąkom,

Czy temu, jak łatwo mróz

Uczy je ciszy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania