Jezioro
Jezioro
w półmroku,
o świcie,
układamy wiosła.
Unosimy z Krzysztofem łódkę
w stronę brzegu jeziora.
Zanurzona w mokrym piasku
cichym klekotem szoruje fale.
Pierwszy plusk wiosła
roztańczył na tafli
odbicie światła.
Płyniemy w milczeniu.
Woda, srebrzystą poświatą,
ujawnia lustrzany obraz nieba.
Łódź odpowiada na ruch ramion,
wiosła przecinają wodę.
Z dala od brzegu
zabiera nas mroczny nurt.
Nie wiemy, kiedy
woda straciła blask.
Staje się głęboka,
czarna,
jakby pod powierzchnią
otworzyła się czeluść
pochłaniająca światło.
Wiosła milkną.
Łódź już nie płynie.
Przesuwa się razem z nurtem.
Krzysztof siedzi naprzeciwko mnie.
Coraz mniej ruchu,
coraz mniej słów,
coraz mniej potrzeby,
żeby cokolwiek nazwać.
Światło nie przychodzi już z żadnego miejsca.
Jest wszędzie.
Rozproszone,
bez źródła,
jak powietrze.
Oddychamy światłem.
Na horyzoncie
pojawiają się szare budowle,
gładkie i zamknięte,
bez okien,
bez drzwi,
bez śladów ludzkiej ręki.
Pomiędzy nimi
ciemne grupy drzew.
Nie poruszają się.
Nie ma wiatru.
Nie ma fal.
Nie ma nawet odległości.
Jest tylko nurt
przesuwający łódkę
w stronę wąskiego pęknięcia
pomiędzy budowlami.
Patrzę na Krzysztofa.
Jego twarz jest spokojna.
Jakby pamięć
nie potrzebowała już obrazów,
a myśl
nie potrzebowała drogi.
To, co dawniej było wyborem,
staje się kierunkiem.
To, co było ruchem,
staje się trwaniem.
To, co było rozmową,
staje się obecnością.
Płyniemy dalej.
Nie wiem już,
czy Krzysztof jeszcze wiosłuje,
czy tylko pamięta ruch wioseł.
Nie wiem,
czy jezioro nas niesie,
czy to my przesuwamy się
przez jego ciemność.
Wiem tylko,
że światło nadal jest.
Nie odbija się już od wody.
Nie ukazuje nieba.
Nie prowadzi.
Jest materią,
w której płyniemy.
A łódź,
pozbawiona własnego ruchu,
powoli znika
w pęknięciu między światami.
Piotr Sobański
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania