Nie koniecznie. Nie dla każdego Jezus jest panem i zbawcą, niektórzy w ogólę w niego nie wierzą. Te zwroty po prostu powinno się pisać z dużej, ponieważ to apostrofy, więc jeśli masz choć trochę szacunku, to duża litera.
Anonim07.09.2015
A kto powiedział, że zwraca się do niego? Może tytuł jest tylko wskazówką, jakimś archetypem osoby do której mówi?
Anonim07.09.2015
Nie wiem jak tytuł ma się do treści. :[ Niby informuje o kim traktuje utwór, ale... nie pasuje ni żłoba. Myślałem o tym, że autor traktuje Jezusa jak kogoś sobie bardzo bliskiego, jak przyjaciela i powiernika.
"Nie ma cię, tylko chwilę, ja boję się, że nie ma cię już wcale" - wydaję mi się, że wspomniany chwilowy "zanik" to kryzys wiary, w którym to Bóg zniknął z życia osoby mówiącej. Ten strach zaś, że nie ma go już w ogóle to jakby...hmm... wrodzony strach przed ateizmem? Tak to odczuwam. Autor boi się, że laguna aniołów nagle zniknie z jego życia i choć serce każe wierzyć, to napotyka ostre veto rozumu.
Wszystko pięknie, ale do tego momentu: "Lecz ja się boję, boję o ciebie.". Jak można bać się o Jezusa? Jedyne w miarę logiczne wyjaśnienie to metafora, która dodatkowo potwierdzałaby tezę z przyjacielem. (chyba że apostrofa nie odnosi się do niego, a cała reszta tak?) Inne wyjaśnienie mam takie, że ma to głębsze zabarwienie - czyżby osoba mówiąca zawiodła czymś i teraz boi się o swoją relację z Bogiem? Boi się, że nie jest wystarczająco dobra? Trudno powiedzieć...
Ostatni wers to kolejna zagwozdka.Wątpię czy chodzi tu o strach ateisty, raczej jest to strach przed nieznanym. Takie półdekadenckie obawy przed kolejnym dniem, ale raczej (w moim odczuciu) niewiele mające wspólnego z (nie)wiarą. Ocena wiadoma. :)
Komentarze (15)
"Nie ma cię, tylko chwilę, ja boję się, że nie ma cię już wcale" - wydaję mi się, że wspomniany chwilowy "zanik" to kryzys wiary, w którym to Bóg zniknął z życia osoby mówiącej. Ten strach zaś, że nie ma go już w ogóle to jakby...hmm... wrodzony strach przed ateizmem? Tak to odczuwam. Autor boi się, że laguna aniołów nagle zniknie z jego życia i choć serce każe wierzyć, to napotyka ostre veto rozumu.
Wszystko pięknie, ale do tego momentu: "Lecz ja się boję, boję o ciebie.". Jak można bać się o Jezusa? Jedyne w miarę logiczne wyjaśnienie to metafora, która dodatkowo potwierdzałaby tezę z przyjacielem. (chyba że apostrofa nie odnosi się do niego, a cała reszta tak?) Inne wyjaśnienie mam takie, że ma to głębsze zabarwienie - czyżby osoba mówiąca zawiodła czymś i teraz boi się o swoją relację z Bogiem? Boi się, że nie jest wystarczająco dobra? Trudno powiedzieć...
Ostatni wers to kolejna zagwozdka.Wątpię czy chodzi tu o strach ateisty, raczej jest to strach przed nieznanym. Takie półdekadenckie obawy przed kolejnym dniem, ale raczej (w moim odczuciu) niewiele mające wspólnego z (nie)wiarą. Ocena wiadoma. :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania