Judasz
Przyśnienia faza, coś przebiło się przez czoło. Inny wymiar, judasz z drzwi. Widok był zamazany, jakby zachód rozproszył się w tangu z mgłą. Wieczorem czuć było spaleniznę, przedarła się przez zapory bezpieczeństwa.
Wychodzi.
Brunatne budynki, w jednym my. Nie wiem kim są my. Ja jestem, blok surowy, szary, lokalizacja nie mój kraj, ani ten drugi. Gorąco wskazuje skóra. Uruchomiona klimatyzacja, krople potu, błyszczyk rozmazany po ciele. Gwiazda ukropu, fleszy brak.
Rozmowy, kilka zdań.
Wyrasta w oddali fala ognia, znikają domy. Biegnie dwóch chłopców, płoną. Krzyczą o pomoc. Wpadają do budynku, chcę...
Za późno, jeden leży twarzą do ziemi, zgasł sam. Zgubiłam ślady tego co pobiegł po schodach. Budynki są pułapkami kryzysów.
Uciekamy nie wiem gdzie, ostanie co widzę wypalenie źrenicy Judasza. Pożoga.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania