Julia, Diana i tajemnica lustra Tolemac - Rozdział 3
PANI JEZIORA
Następnego dnia rano siostry poszły na spacer. Udały się nad jezioro, które widziały wczoraj. Ale tym razem na drugą stronę, chciały poznać mieszkańca chatki naprzeciwko. Spotkały tam kobietę o jasnej cerze i długich, falowanych, blond włosach. Wyglądała bardzo delikatnie. Miała na sobie zwiewną, białą suknię ozdobioną złotogłowiem. Jednym słowem – była piękna. Kobietę nazywano Panią Jeziora. Nikt nie znał ani jej prawdziwego imienia, ani nazwiska. Wiadomo było tylko, że jest matką zastępczą jednego z rycerzy Okrągłego Stołu – Sir Lancelot'a.
Kobieta stała schylona nad doniczkami. Posadzone były tam buraki. Obok nich rosło kilka jabłoni, a na ścianie domku pięła się winorośł.
Dzień dobry panienki, co tu robicie? - Powiedziała kobieta nawet nie odwracając głowy.
Zwiedzałyśmy zamek i zobaczyłyśmy Pani domek. Byłyśmy po prostu ciekawe. - Odpowiedziała Julia ze spuszczoną głową.
Dobrze, nie przejmujcie się. - Kobieta podniosła głowę i spojrzała na siostry. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Macie chwilę czasu, panienki? - Powiedziała kobieta podlewając wiaderkiem pierwszą doniczkę.
Tak, nie mamy nic do roboty. Pomóc Pani?
Jak się nazywacie? - Kobieta nadal pochylała się przy doniczkach.
Jestem Julia, a to moja siostra Diana. - Kobieta podniosła wzrok, a Julia wskazała ręką na Dianę.
Dobrze. Usiądźcie. - Pani Jeziora wskazała ręką na masywną, drewnianą ławkę stojącą obok niej.
Siostry usiadły na wskazanym miejscu i zaczęły się rozglądać. Przeszyły wzrokiem całe jezioro i teren wokół chatki.
Chcę poprosić was o przysługę. Na zachodzie Sasi atakują naszą ludność. Muszę pomóc tym, którzy przeżyli najazd. Potrzebuję pożywienia. Widzicie, że uprawiam tu buraki, jabłka i winogrona. Potrzebuję kilku ryb i chciałabym, żebyście je dla mnie złowiły.
Dobrze, pomożemy pani. Ale jak je złowić? - Zapytała Diana zaglądając przez szparę w drzwiach do wnętrza chatki.
O lewą ścianę w chacie oparte są trze dzidy, którymi złapiecie kilka ryb na płyciźnie. Kawałek dalej wisi siatka, a łódka stoi przy drzewie. - Powiedziała kobieta pokazując dłonią na drzewo stojące kilkadziesiąt metrów od chatki.
Zanim dziewczyny złowiły pierwszą rybę minęło dobre kilka chwil. Nigdy nie robiły tego w taki sposób, więc sprawiło im to trudność. Dziewczyny płynęły właśnie łódką na środek jeziora, gdy stało się coś niezwykłego. Diana zarzuciła sieć i chwilę czekała, aż napłyną do niej ryby. Julia pomogła siostrze ją wyciągnąć. Była bardzo ciężka. Nagle siostry zobaczyły w sieci coś dziwnego. Duża istota podobna do człowieka miotała się z całych sił. Miała rybi ogon pokryty łuskami oraz szarawą skórę. Syrena – pomyślały obie siostry w jednej chwili. Dziewczyny nie miały czasu, żeby przyjrzeć się nimfie, ponieważ po kilku chwilach zaczęła ona szarpać się coraz bardziej i wciągnęła je do wody. Po krótkiej chwili Julia i Diana straciły przytomność. Myślały, że to już koniec. Utoną. Utopią się.
Stało się coś nieprawdopodobnego. Nie zginęły. Julia otworzyła oczy. Delikatnie ją zapiekły. Była pod wodą. Oddychała. Podniosła rękę i dotknęła nią swoją twarz. Poczuła coś chłodnego, twardego. Miała na twarzy maskę z tlenem. Leżała na czymś co przypominało łóżko. Dziewczyny znajdowały się w królestwie wodnych nimf. Jeżeli te stworzenia ich nie zabiły to czego mogą chcieć? Diana również się już obudziła. Po chwili podpłynęło do nich kilka nimf. Ku zdziwieniu sióstr, one znały ich język. Wytłumaczyły siostrom, że ludzie zabiliby je, gdyby dowiedzieli się o ich istnieniu oraz że oprócz nich o nimfach wie tylko Merlin. Poprosiły je, żeby nic nikomu nie mówiły, a w zamian obdarowują je dużym zapasem ryb. Władca wszystkich syren podpływa z siostrami do ich łodzi. Zostawia je tam i dziękuje im. Zapasy, które dostały od nimf i ryby, które złowiły same powinny wystarczyć Pani Jeziora. Dziewczyny odpłynęły, kierując się w stronę brzegu.
Dziękuję wam serdecznie panienki. W zamian za pomoc weźcie z mojej chaty co tylko chcecie. - Pani Jeziora była bardzo uśmiechnięta wypowiadając te słowa. Zaczęła pakować surowe ryby do drewnianych koszy.
Julia i Diana powoli weszły do chatki i zaczęły przeglądać półki. W chatce nie było czysto. Rzeczy były porozrzucane i wszędzie się walały. Pani Jeziora od dłuższego czasu zajmowała się pomaganiem ludziom, którzy przeżyli różne najazdy – Było to widać. Na pierwszej z nich stało kilka flakoników z różnymi płynami. Na kolejnej były tylko przyrządy do roślin. Dalej stała wielka szafka z różnymi księgami. Od magicznych zwierząt po uprawę buraków. Julię zainteresowała księga o tytule „Magiczne wieże Camelot”, ale Diana odmówiła. Po bezcelowym szukaniu czegoś bardzo interesującego dziewczyny zauważyły leżący w kącie dziennik. Otworzyły go. Na pierwszej stronie widniało nazwisko „Antoni Potocki”. Dziewczyny były w szoku. Co dziennik ich wuja robi w Camelot, w chatce Pani Jeziora?! Dziewczyny wzięły dziennik i wróciły na zamek.
Wieczór był chłodny i deszczowy. Drzewa poruszały się niczym fale, słońce zachodziło za wzgórzami. Piękny krajobraz dopełniały duże krople deszczu tworzące smugi na horyzoncie. Po przygodzie z jeziorem suknie sióstr były przemoczone, więc musiały założyć coś innego. Julia otuliła się wełnianą narzutą , a pod nią ubrała ciepłą, szarą sukienkę. Zaś Diana założyła szarą, wełnianą szatę oraz okryła się kocem. Dziewczyny siedziały w swojej komnacie, przy kamiennym kominku w którym żarzyło się drewno. Czytały dziennik swojego wuja, który podarowała im Pani Jeziora. W pierwszej części dziennika jest napisane „Camelot. Moja ukochana Dame du Lac, Dama Jeziora. Moi bracia Artur i Merlin. Piękne życie. A ja to zepsułem. Nie jestem godny, by nazywać ich braćmi. Poddałem się.” Dziewczynom przeszedł już pierwszy szok, chciały tylko dowiedzieć się więcej. Jak najwięcej.
Nowy dzień, nowe przygody. Siostry bardzo długo siedziały przy kominku. Nie ze względu na to, że czytały, ponieważ wuj nie zapisał dużej ilości dziennika, lecz dlatego, że nie był w stanie zasnąć. Rozmyślały i wymieniały się wszystkimi obawami oraz pomysłami. Dziewczyny wstały wcześnie rano. Nadal padał deszcz. Było jeszcze ciemno, ale w miarę ciepło. Siostry narzuciły wełniane szaty i wybrały się na spacer. Wyszły z zamku i kilka razy okrążyły jezioro. Światło księżyca pięknie odbijało się od tafli wody. Okolica wprost lśniła. Pani Jeziora jeszcze spała, ponieważ godzina była wczesna. Jakoś 4 nad ranem. Po owym spacerze dziewczyny usiadły pod drzewem w ogrodzie. Wsłuchiwały się w odgłosy świata budzącego się do życia. Dawno nie przeżyły tak wspaniałego poranka. Gdy zbliżała się pora śniadania Julia i Diana wróciły do swoich komnat. Po drodze spotkały Merlina, który szedł tam, żeby je obudzić. Ku jego zaskoczeniu siostry wracały z ogrodu.
Witajcie moje panienki, tak wczesna pora, a wy już nie w łożach? - Merlin ukłonił im się i szeroko uśmiechnął.
Dzień dobry. Nie mogłyśmy spać, więc poszłyśmy do ogrodu. Chyba nie zrobiłyśmy nic złego...
Oczywiście, że nie, Diano. Możecie wychodzić kiedy chcecie, tylko nie oddalajcie się zbytnio od zamku.
Skąd wiedziałeś, że to ja? - Diana szeroko otworzyła oczy.
Intuicja. - Odpowiedział Merlin puszczając oko do Diany.
Na śniadanie podano to, co poprzednio. Po posiłku dziewczyny poszły z Merlinem na spacer. Chciały go zapytać o wuja.
Przepraszam, Merlinie. Mogę o coś zapytać?
Oczywiście.
Znasz może Antoniego z rodu Potockich?
Nie przypominam sobie tego nazwiska, ale owszem, znam kilku Antonich.
Wysoki mężczyzna, przy kości, ciemne włosy. - Julia powiedziała cicho rozglądając się po lesie.
Już wiem! Stary Antonio... Byliśmy przyjaciółmi. Nie widziałem go tutaj od wieków.
Niczego nie rozumiem. To nie możliwe! - Julia usiadła na skale z wrażenia. Schowała twarz w dłoniach i szeptała coś sama do siebie.
Ten człowiek to nasz wuj, od którego dostałyśmy lustro, a macocha nie pozwalała nam się do niego zbliżać! Mówiła , że jest bardzo cenne! Byłyśmy wczoraj u Pani Jeziora i dostałyśmy od niej jego dziennik! - Powiedziała Diana prawie wykrzykując ostatnie słowa.
Możecie mi go pokazać? - Zapytał Merlin przygryzając wargę i ściągając brwi.
Siostry poszły do komnaty Julii. Czarodziej w bardzo szybkim tempie przeczytał cały dziennik i w końcu przemówił:
Dziewczęta, posłuchajcie. Wasz wuj miał coś za skórą… Wyrzucili go z zakonu Rycerzy Okrągłego Stołu, ponieważ narozrabiał. Wasza macocha chyba miała o wszystkim pojęcie i dlatego zabraniała wam się zbliżać do lustra! Może nie chciała, żebyście odkryły tajemnice i przeszłość waszego wuja.
Ale skąd ona miałaby o tym wiedzieć?
Tego nie wiem, ale wasz wuj... - Merlin nieco się zająknął.
Nasz wuj? - Diana nalegała by mówił dalej.
Dobrze, wszystko wam opowiem. Antonio był bardzo dobrym i oddanym rycerzem. Pewnego dnia zakon udał się na poszukiwanie jednego z symboli chrześcijaństwa – Świętego Graala.
Wow! I co? Znaleźliście go? - Julia wzdrygnęła się i podskoczyła.
Nie my, tylko oni. Ja nie należę do rycerzy. Ale owszem, udało się. Znaleźli owy kielich, z którego Jezus prawdopodobnie (jak mówią opowieści z Biblii i Testamentów) korzystał podczas Ostatniej Wieczerzy ze swoimi uczniami. Antonio pewnej nocy zakradł się do naszego sejfu. Chciał ukraść Świętego Graala i uciec z nim do swoich czasów, gdy przyłapał go na tym Sir Lancelot. Antonio uciekł, ponieważ skazano go na spalenie na stosie. Po całym incydencie odkryto, że była w to zamieszana przyrodnia siostra Artura – Morgana. Chciała ona doprowadzić do zguby Artura i przejąć jego koronę. Prawie jej się to udało, gdy na jaw wyszedł romans Sir Lancelot'a i Ginewry. Morganę skazano na śmierć, a Lancelot'a i Ginewrę na wygnanie. Niestety nie zabito przyrodniej siostry Artura. Udało jej się uciec. Po odkryciu owego romansu Zakon Rycerzy rozpadł się. Po kilku latach, gdy nie było już ani Ginewry, ani Lancelot'a Król Artur postanowił odnowić Zakon Rycerski.
Naprawdę? Nie sądziłam, że mój wuj mógł mieć z tym coś wspólnego! Miliony razy czytałam te opowieści, ale myślałam, że król zmarł po odkryciu tego romansu. - Powiedziała podekscytowana Julia.
Oczywiście, że nie. Król Artur nadal z nami jest i rządzi królestwem.
Merlinie, mam pewne pytanie… - Zaczęła Julia.
Tak, nadal mamy Świętego Graala… Jest w ukryciu. Chyba chciałabyś go zobaczyć, prawda? - Czarodziej uśmiechnął się.
Oczywiście. To moje marzenie! - Odpowiedziała Julia patrząc na czarodzieja.
Dziewczyny zaczekały w swoich komnatach, a Merlin udał się do Króla. Nie wierzyły w to, że kiedykolwiek zobaczą Graala. Sama myśl o tym wydawała się śmieszna.
Witaj Merlinie. Z jaką sprawą przybyłeś?
Witaj Arturze. Chodzi o te dwie panienki, które nie dawno przybyły do Camelot. Pamiętasz jeszcze tego zdrajcę Antoniego?
Oczywiście, że pamiętam, ale co to ma wspólnego z tymi panienkami?
To jest ich wuj! Przybyły tutaj przez portal w lustrze, dostanym od owego wuja. Więc Julia, jedna z nich, bardzo interesuje się historią średniowiecza i jej największym marzeniem jest zobaczenie Świętego Graala, którego trzymamy w sejfie.
Merlinie. Niedawno Graal prawie został ukradziony, a ty chcesz pokazać gdzie go trzymamy obcym dziewczętom? Tylko proszę, miej je na oku.
Dobrze Arturze. Dziękuję serdecznie za pozwolenie. - Merlin szeroko się uśmiechnął, ukłonił i wyszedł z sali tronowej. Długimi oraz bogato zdobionymi korytarzami doszedł do komnaty Julii i Diany.
Przepraszam dziewczęta, byłem u Króla Artura i wyraził on zgodę na zobaczenie przez was Świętego Graala.
Co?! Naprawdę?! - Julia wytrzeszczyła oczy i uśmiechnęła się tak szeroko jak jeszcze nigdy.
Tak. Wyraził zgodę. - Merlin odwzajemnił uśmiech.
Bardzo ci dziękuję Merlinie, jesteś wspaniały. - Powiedziała zduszonym głosem dławiąc się swoimi łzami.
Merlin odpowiedział uśmiechem i złapał Julię za ramię. Po chwili szli już w kierunku podziemi. Ściany były bardzo grube, obrośnięte mchem. W dość dużych odstępach rozmieszczone były pochodnie. Zanim doszli do skarbca pokonali dziesiątki korytarzy. Julia nie mogła się doczekać. Była tak szczęśliwa jak chyba nigdy. Uśmiech sam malował jej się na twarzy. Diana nie była tak podekscytowana, ale cieszyła się na widok radości swojej siostry. Nagle czarodziej zatrzymał się.
- Jesteśmy na miejscu, panienki. - Merlin wyciąga ze swej kieszeni duży klucz i zbliża się do masywnych, drewnianych drzwi. W środku skarbca dziewczyny ujrzały dużą, pozłacaną skrzynię. Merlin podszedł do niej i kazał dziewczynom się odsunąć. Julia nie mogła już wytrzymać i pewnie zaraz zaczęłaby skakać ze szczęścia, gdyby nie okoliczności. Czarodziej wziął pęk kluczy i otworzył skrzynię. W środku dla bezpieczeństwa, znajdowała się druga, mniejsza skrzynka. Merlin włożył klucz w dziurkę, przekręcił i otworzył skrzynkę. Blask Świętego Graala wprost zamurował dziewczyny.
Podejdźcie tu panienki, nie bójcie się. - Merlin zachęcił siostry ruchem dłoni. Dziewczyny podeszły do skrzynki z relikwią i przyglądały jej się uważnie. Przecież to był jeden z symboli chrześcijaństwa!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania