Julia, Diana i tajemnica lustra Tolemac - Rozdział 4

WYJAŚNIENIA

Z samego rana, zaraz po śniadaniu Merlin zabrał dziewczyny do pomieszczenia pod zamkiem. Był tam pewien kociołek, w którym czarodziej tworzył swoje zaklęcia oraz eliksiry.

Zobaczcie moje panienki. W tym kamiennym kociołku tworzę najróżniejsze eliksiry. Na miłość, na szczęście, na bycie niewidzialnym, a nawet, na katar. Diana zaśmiała się.

Na prawdę? Można stworzyć eliksiry na wszystko? - Julia podeszła bliżej.

Tak, moja panienko. Tylko czarodziej może bawić się magią. Dla takich dzieweczek, jak wy, było by to niebezpieczne.

Merlinie, mógłbyś zrobić dla nas kilka tych eliksirów? - Diana zaczęła z uśmiechem oglądać półki z buteleczkami.

Oczywiście, mogę wam zrobić kilka eliksirów, lub wybrać któryś z gotowych. Macie tutaj kilka fiolek… Dzięki temu, będziecie potrafiły czytać w myślach; ten, posłuży wam, do bycia niewidzialnymi; a dzięki temu, znajdziecie prawdziwą miłość. - Merlin wymieniał tak dalej, aż w końcu dodał:

Ale pamiętajcie, możecie wziąć tylko jeden łyk eliksiru na raz. Inaczej pojawią się skutki uboczne. Eliksirów możecie używać tyle, na ile wam starczy.

Przez jakiś czas czarodziej tłumaczył siostrom jak używać eliksirów. Mówił, ile czasu i w jaki sposób działa każdy z nich. Później czarodziej pokazał im inne magiczne przedmioty. W swojej piwniczce miał dużo takich rzeczy. Na przykład stał tam wielki, metalowy kocioł, służący do tworzenia mikstur i eliksirów. W pomieszczeniu znajdował się również duży, drewniany regał z książkami o niezrozumiałych nazwach. Obok niego, na ciemnej, kamiennej ścianie wisiała półka, na której umieszczone był różne słoiki. Niektóre z nich był puste. W wielu znajdowały się kły, a w niektórych jakiś proszek. W jednym była sierść, a w innym substancja przypominająca krew. Ogólny wygląd tego pomieszczenia przyprawiał o dreszcze. Dziwne, że Merlin tak bardzo lubił tam przebywać.

Minęło dużo czasu, ponieważ zbliżała się powoli pora obiadowa. Siostry spakowały do toreb kilka fiolek eliksirów, a potem wróciły do komnat, żeby się przebrać i udać do jadalni. Po posiłku król zatrzymał je w komnacie.

Jak smakował posiłek panienki? - Powiedział król przechadzając się po pomieszczeniu.

Był bardzo dobry. - Jednym głosem odpowiedziały siostry.

Dobrze. - Uśmiechnął się szeroko, pokazując tym rząd górnych zębów.

Za kwadrans udamy się z rycerzami na objazd terenu wokół Camelot. Chcemy wybrać się nad źródło wody, płynącej ze skał.

On mówi o wodospadzie? - Zapytała szeptem Diana.

Chyba tak, cicho. - Odpowiedziała Julia.

Czy panienki chciałyby pojechać z nami? - Ciągnął Artur.

Oczywiście, będziemy zaszczycone!

W takim razie za kwadrans bądźcie pod stajnią. Wyposażymy konie i wyruszymy. - Król znów się uśmiechnął.

Pół godziny później Julia, Diana, rycerze i król byli już w podróży. Siostry miały na sobie długie suknie. Szata Julii była bordowa, a Diany ciemnozielona. Każda miała włosy splecione w warkocz. Siostry idealnie dopasowały się do życia w średniowieczu. Jechały na białym koniu, za królem, który był na czele orszaku. Dalej jechali rycerze, ich zbroje lśniły w blasku zachodzącego słońca.

Orszak jechał za jeziorem i przez las. Będąc na plaży, pod klifem, król się zatrzymał. Pomógł Julii i Dianie zejść z konia, ponieważ przy ich wzroście miały z tym mały problem. Wszyscy rycerze usiedli na ziemi, w okręgu, a dla króla i bliźniaczek pozostawiono szczególne miejsce na skale. Artur rozpalił ogień na wcześniej przygotowanych przez rycerzy gałęziach i dosiadł się do sióstr. Rycerze opowiadali siostrom o różnych przygodach i walkach, jakie ich spotkały. Mówili także o ich wuju, ale po chwili król zmienił temat.

Po niedługim czasie zaczęło się ściemniać. Słońce zaszło, a na niebie zaczęły pojawiać się zarysy gwiazd. Blask księżyca oświetlał zbroje rycerzy, którzy zaczynali już przygotowywać konie do jazdy. Król Artur szedł w kierunku morza. Odwrócił się w stronę sióstr i zachęcił je ruchem ręki, żeby poszły za nim. Gdy dziewczyny były już kawałek od niego, król zaczął mówić.

Przejdźmy się kawałek panienki. - Artur zwolnił kroku i zaczął iść wzdłuż brzegu morza.

Chcę wam coś powiedzieć. Ostatnio rozmawiałem z Merlinem. - Ciągnął król brodząc butami w mokrym piasku. Nagle przerwał. Odwrócił się i spojrzał w stronę lasu. Chwilę stał w bez ruchu, a potem usłyszał szelest. Zaczął biec w stronę rycerzy.

Szpieg! Zwiadowca! Gońcie go! - Krzyczał pokazując ręką na miejsce, w którym przed chwilą kogoś zobaczył.

Sir Parsiwal! Jedź do zamku z panienkami! Reszta, ruszajcie!

Artur biegł coraz szybciej, w przeciągu kilku chwil dosiadał już konia. Bliźniaczki również zaczęły biec, ale długie suknie im to utrudniały. Przyjaciel króla pomógł im wsiąść na konia i pojechał z nimi do zamku najkrótszą drogą.

Nazajutrz król wezwał Julię i Dianę do swojej komnaty. Siostry nie były jeszcze nawet po śniadaniu, gdy przyszedł Merlin i oznajmił im to wezwanie.

Podejdźcie do mnie panienki. - Król Artur zszedł z tronu i powolnym krokiem zaczął zbliżać się do malutkiego okna. Siostry zrobiły to, o co król je poprosił.

Wczoraj, o wieczornej porze, nad morzem, nie dokończyłem tego, co chciałbym wam przekazać. Rozmawiałem z Merlinem. Opowiedział mi o tym, co mu mówiłyście o waszym wuju.

Mina króla zrobiła się poważna. Serca sióstr zaczęły bić szybciej. Julia spuściła wzrok i wpatrywała się w deski skrzypiące pod jej stopami, zaś Diana rozglądała się po całej komnacie, jakby chciała uciec.

Merlin prosił, żebym wam o tym nie mówił, ale uważam, że powinnyście coś wiedzieć. Więc czynię swoją powinność. Jak już wiecie, wasz wuj zamierzał skraść nasz skarb.

Po minie króla było widać, że rozmowa na ten temat nie przynosi mu zbyt wiele radości.

Skazałem go na spalenie na stosie nie tylko przez to. Okazało się, że Antonio miał trójkę dzieci z Panią Jeziora, ale jedno znaleziono zamordowane. Merlin dowiódł, że była to sprawa waszego wuja. Nie wiemy dlaczego, ale czarodziej przypuszcza, że Antonio nie chciał zostawić po sobie żadnego śladu. Później zaginęło drugie dziecko, tym razem dzieweczka. Znaleziono ją martwą. Kolejna siostra trafiła do pilnie strzeżonego miejsca, ale po długim czasie wyszła na wolność i wiodła spokojne życie. Była to jedna z waszych przodków. Właśnie z jej rodu się wywodzicie. A jej ojcem był Antonio. Wasz przodek, a nie wuj.

Czyli to wszystko było ukartowane? Historia naszej rodziny jest najzwyczajniej wymyślona? - Zapytała Julia łamiącym się głosem.

Bardzo mi przykro. Jedyną osobą, która może wam powiedzieć więcej na temat waszych prababek i pradziadów jest Melania Potocka. Siostra Antoniego. Kiedyś widywano ją na zamku i po śmierci Antoniego doszły mnie słuchy, że znów tu była. - Odpowiedział Artur siadając na brzegu ławy.

Po śmierci?! To on nie żyje?! - Zapytała Diana, wyraźnie zdenerwowana, że Merlin nic im o tym nie powiedział.

Merlin wam nie powiedział? Nie wiem kiedy dokładnie zginął, ale kilkanaście wschodów słońca przed waszym przybyciem doszły mnie słuchy o Melanii. Czyli zginął niedługo przed waszym przybyciem.

Ale to nie możliwe! Dzień przed tym, jak tu dotarłyśmy przywieziono lustro! Od wuja! On musiał wtedy żyć! - Krzyknęła Diana.

Wiem, że to wydaje się wam skomplikowane. Rozumiem sytuację, w której się znajdujecie. Prawdopodobnie ktoś wiedział o śmierci Antoniego i o tym, że jesteście jego potomkami. Prawdopodobnie dlatego wysłał wam lustro, bo portal otwiera się tylko przed osobami, mającymi moją krew. Antonio był moim bratem. Ta osoba wiedziała, że otworzycie lustro i albo chciała, żebyście się tego dowiedziały, albo miała niecne zamiary i chciała sprowadzić na was zgubę.

Bliźniaczki nie wierzyły własnym uszom. Usiadły na drewnianej ławie i obie schowały twarz w dłoniach. Nigdy wcześniej się tak nie czuły. Historia ich rodziny prawdopodobnie była zmyślona. Ich wuj okazał się ich przodkiem i zarazem mordercą. Są spokrewnione z Królem Arturem, a ich przyjaciel - Merlin, nie wiadomo dlaczego zataił przed nimi prawdę. Artur objął Julię ramieniem. Dziewczyna płakała. Diana szybkim krokiem wyszła z sali i udała się do komnaty Merlina. Mocno pukając w drzwi, stawała się coraz bardziej zła. W końcu czarodziej otworzył. Julia wparowała do komnaty i nie zwracając uwagi na to, że w środku jest Pani Jeziora, zaczęła krzyczeć:

Dlaczego nas okłamałeś?! Nie powiedziałeś o tym, kim naprawdę był nasz wuj! A raczej przodek! Nie miałyśmy pojęcia o naszym pochodzeniu! On był bratem króla! A ty o wszystkim wiedziałeś!

Przepraszam. Uważałem, że nie jesteście jeszcze na to gotowe. Nie powinienem był zataić prawdy, ale miałem wizję. Ujrzałem płaczącą Julię obejmowaną przez Artura. Słyszałem tylko część rozmowy. Gdy król mówi, że Antonio był jego bratem. Wiedziałem wtedy, że to on musi wam powiedzieć prawdę. Zakazałem więc mu to powiedzieć, bo wiedziałem, że kilka dni będzie rozmyślać, czy powinien to zrobić i w końcu podejmie dobrą decyzję. Stało się to w odpowiednim czasie, bo akurat teraz Pani Jeziora wróciła z podróży i tylko dziś będzie na terenie zamku. Jutro znów wyjeżdża. Ta sytuacja została zaplanowana i nie powinienem jej zmieniać, jeśli właśnie tak postanowił los, nawet jeśli mam dar i wcześniej już ją widziałem. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

Diana usiadła obok Pani Jeziora i przez długi czas rozmawiała z nią o przeszłości. O Antonim, reszcie jej dzieci, oraz innych przodkach. Z każdym zdaniem wypowiadanym przez tą kobietę złość w Dianie malała. Pani Jeziora miała w sobie bowiem coś, co uspokajało. Nie tylko na zewnątrz była piękna. Jej wnętrze było jeszcze wspanialsze. Spokój i opanowanie tej kobiety było tak duże, że prawie niemożliwe. Miała też ogromną cierpliwość i wrażliwość. W czasie rozmowy Diany i Pani Jeziora, Merlin udał się do komnaty Króla, który siedział tam z płaczącą Julią. Czarodziej wytłumaczył jej to samo, co Dianie. Dziewczyna nadal płakała. To było dla niej za dużo. Po kwadransie do komnaty przyszły również Diana i Pani Jeziora. Merlin ponownie przemówił:

Zobaczcie panienki. Gdybym wcześniej wam o tym powiedział, Pani Jeziora nie byłoby z nami tutaj. Diana nie zdążyłaby z nią porozmawiać, bo do tego czasu już byście mnie znienawidziły i odeszły na zawsze z zamku. Nasz najmniejszy ruch i wszystko co robimy ma przyczynę i skutki. Nie zawsze są one dla nas dobre. Zapamiętajcie to.

Przepraszam Cię Merlinie. Nie miałam o tym pojęcia.

Diana spuściła głowę i wolnym krokiem ruszyła do ławy, żeby usiąść obok Julii.

Nie jestem zły. Wiem, że to jest dla was trudne. Idźcie do swoich komnat i prześpijcie się. Jutro rano będzie wam lżej.

Tym zdaniem Merlin zakończył całą rozmowę. Wszyscy rozeszli się, a Julia i Diana nie mówiąc o tej sytuacji nic do końca dnia, położyły się spać. Dziewczynom śniły się smoki.

ROZDZIAŁ 5

WOJNA I PORWANIE

Nazajutrz siostry obudziło głośne wołanie: „Uciekać! Ratować się! Chować się do podziemi! Sasi nadjeżdżają!”. Dziewczyny od razu poznały głos króla. Już chciały podbiec do okna, gdy do pokoju wparował Merlin. Powiedział, że za chwilę przyjdzie po nie Sir Parsifal i zabierze je w bezpieczne miejsce. Dziewczyny kiwnęły głowami, a Merlin wyszedł. Diana spojrzała na Julię i powiedziała, że muszą pomóc. Dziewczyna odpowiedziała uśmiechem, Diana szybko złapała któryś eliksir, włożyła pod sukienkę i obie ruszyły biegiem. Chciały udać się do stajni i pomóc w opatrzeniu koni. Gdy były już obok niej nagle straciły nad sobą panowanie. Ktoś zawiązał im oczy i wziął na ręce. Porwano je. Dziewczyny szarpały się i wyrywały, niestety bezcelowo. Po chwili Dianie zadano cios w głowę i dziewczyna straciła przytomność, następnie to samo stało się z Julią.

Dziewczyny obudziły się dopiero w lochu. Było tam ciemno i zimno. Ściany obrośnięte były mchem, a na ziemi leżało siano. Julia otworzyła oczy i momentalnie się zerwała. Ból po zadanym ciosie przeszył jej głowę. Chwilę potem zbudziła się Diana. Usiadła na wilgotnym sianie i spojrzała na siostrę. Dziewczyna pomyślała, dlaczego je porwano. Zapytała o to strażnika, który stał obok kraty odwrócony do nich tyłem. Diana wstała i podeszła do wysokiego, zbudowanego mężczyzny.

Przepraszam, ale chciałabym wiedzieć, dlaczego nas porwaliście i gdzie jesteśmy. - Powiedziała ironicznym tonem krzyżując ręce. Mężczyzna odwrócił się, zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. Podszedł bliżej, przyłożył dłoń do kraty i powiedział:

Ponieważ jesteście rodziną króla, głupie dziewki. Musimy mieć broń, ponieważ Artur ma liczniejsze siły zbrojne. Więc teraz mając was jako zakładniczki, mamy przewagę. - Strażnik uśmiechnął się ironicznie i odwrócił.

Czyli, że po prostu jesteście zbyt słabi, żeby walczyć jak mężczyźni i musicie posłużyć się jakimiś dziewczynkami! - Diana zaczęła drażnić strażnika. Momentalnie mężczyzna odwrócił się w jej stronę i złapał ogromną dłonią za szyję. Delikatnie uniósł do góry, aż dziewczyna się zaczerwieniła. Puścił, a Diana upadła na ziemię.

Nie waż się nas obrażać, bo żeby mieć przewagę wystarczy nam tylko jedna z was. - Ukucnął do jej poziomu i wycedził przez zaciśnięte zęby.

Po kwadransie strażnik zawołał je i wsunął pod kratami talerz z jabłkami i starym chlebem oraz dwa kielich wody. Diana spojrzała na jedzenie i powiedziała:

Skoro jesteśmy takie ważne, to skąd mam wiedzieć, że to nie jest zatrute? - Wstała podniosła kielich, obejrzała go i zanim strażnik się odwrócił kilkoma szybkimi ruchami wlała do niego dyskretnie kilka kropel eliksiru.

Jeszcze przed chwilą groziłeś, że mnie zabijesz, a prawda jest taka, że jestem wam potrzebna. I dobrze o tym wiecie, więc żądam, żebyś spróbował to przede mną. - Ciągnęła dziewczyna zbliżając się do krat. Podała kielich strażnikowi, a on patrząc złowieszczo wziął łyk napoju. Po chwili upadł nieprzytomny na ziemię.

Tak! Udało się! Diana, jesteś genialna! - Julia poderwała się i podeszła do siostry.

Jasne, tylko najpierw trzeba otworzyć kraty. - Diana podeszła bliżej krat i zaczęła przez nie wyglądać. Przy pasie strażnika zauważyła klucz. Próbowała go dosięgnąć, ale mężczyzna był za daleko. Po chwili przybiegła grupka strażników, a Diana momentalnie odsunęła się od krat.

Co się stało?! Otrułyście go?! - Do krat podbiegł jeden z mężczyzn.

Nie... Po prostu upadł, nie wiemy co się stało. - Powiedziała Julia patrząc w dół.

Właśnie. Moja siostra ma rację. - Diana usiadła pod ścianą i patrzyła przez zakratowane okienko.

Przez kilka godzin nic się nie działo. Julia rzucała kamykami do celu, a Diana bawiła się sianem. Siedząc tak bez ruchu, Dianę zaczął boleć kręgosłup. Przesunęła się troszeczkę, tak, że promienie słoneczne zaczęły padać prosto na nią. Nagle od jej szyi odbiło się dziwne światło. Dziewczyna spuściła wzrok i zobaczyła, że światło odbija się od kamienia w naszyjniku, który nadal na sobie miała! To był ten naszyjnik, który dostała od smoka! Diana podeszła do siostry i szeptem powiedziała jej o tym, co przed chwilą odkryła. Odwróciła się tyłem do strażników i delikatnie wyciągnęła wisior spomiędzy warstw sukni. Otworzyła go i cichutko wypowiedziała tekst zapisany w środku. Nic się nie stało. Powtórzyła tę czynność jeszcze kilka razy. Po chwili siostry usłyszały krzyki i piski. Harmider i nieład były wszędzie. Strażnicy zaczęli się niepokoić. Ciągle się odwracali i patrzyli przez zakratowane okienka. Na uliczkach nagle dało się zauważyć ogień. Podpalona chatka, uciekający ludzie, przerażenie i poprzewracane wózki. Przyleciał smok. Nagle siostry usłyszały cichy głos, mówiący, żeby szybko się położyły. Żaden strażnik, ani inni więźniowie tego nie zrobili, więc można było wywnioskować, że tylko one usłyszały ten głos. Po kilku chwilach przez okienko wtargnął ogień. Wszyscy strażnicy uciekli, a po chwili ogień się ugasił. Dziewczyny usłyszały głos, mówiący, żeby odsunęły się od okienka. Siostry, wykonując polecenie, kucnęły pod kratami i skuliły się. Po chwili ściana została wyważona. Cegły runęły na ziemię, a dziewczyny zobaczyły smoka, czekającego na nie przed lochami. Były uradowane. Udało im się uciec! Siostry weszły na smoka i wzbiły się w powietrze. Widziały ataki Sasów na pobliską wioskę, uciekających ludzi i jedną wielką rzeź. To było straszne, jak Ci ludzie bezlitośnie mordowali, torturowali i niszczyli wszystko na swojej drodze. Dziewczyny były zmęczone, zasnęły podczas podróży.

Reszta podróży minęła bezproblemowo. Siostry obudziły się gdy było już ciemno, więc nie widziały nad czym lecą. Ujrzały tylko dużą grupę osób z pochodniami. Każda osoba miała przy sobie kilka rzeczy. Dziewczyny uznały, że to pewnie osoby, które uratowały się z najazdów, ponieważ wcześniej, gdy było jeszcze jasno, widziały wszędzie spalone i zniszczone wioski oraz ruiny miasteczek. Diana zapytała Julię:

Tak w ogóle, to wiesz gdzie lecimy?

Nie. Myślałam, że Ty wiesz. - Odpowiedziała zaspana Julia przecierając oczy.

Smoku. Dokąd zmierzamy? - Diana uniosła brwi i lekko wyprostowała się. Nagle obie siostry usłyszały ten sam kobiecy głos, co wcześniej, w lochach.

Zmierzamy do pobliskiego miasteczka, w którym wam pomogą. Niestety, nie mogę zanieść was do samego Camelot, ale tutaj odpowiednio się wami zajmą.

Bliźniaczki nie odpowiedziały, ponieważ smok momentalnie poderwał się do góry, żeby nie zahaczyć o szczyt góry osłaniającej miasteczko, a potem zaczął lecieć w dół. Byli już kawałek od miasteczka, więc musiał bezpiecznie odłożyć siostry na ziemię. Dziewczyny podziękowały i udały się do bramy. Powitano je tam chłodno. Nie było tam żadnej radości. Jedzenia było mało, wręcz wcale. Jedynym pożywieniem były zgniłe jabłka znajdujące się w wielkiej beczce stojącej w centrum placu. Na obrzeżach znajdowały się drewniane szopy i chaty. Pod zadaszeniami i ruinami siedzieli ludzie ze swoimi jedynymi kosztownościami, owinięci opończami i kocami. Było zimno, smutno i szaro. Ale czego się spodziewać po ludziach, którzy kilka chwil temu przeżyli napad. Wielu z nich miało rany, krwawili. Jedynie wody było pod dostatkiem, ponieważ niedaleko znajdowało się źródło. Mężczyzna pilnujący wejścia do miasteczka podszedł do nich i zapytał co tu robią. Powiedziały, że uciekły z lochów i chcą na jakiś czas zostać. Odpowiedział im, że to niemożliwe, bo brak już miejsc.

W zamian za nocleg będziemy pomagać. Opatrzymy rany, albo przyniesiemy więcej wody ze źródła. - Powiedziała Julia z nadzieją, że nie będą musiały spać pod gołym niebem w takie zimno.

Dobrze. O poranku zaczniecie pracę, a teraz musicie zadowolić się nie koniecznie przyjemnymi warunkami do spania. - Odpowiedział mężczyzna, otwierając im ogromne drzwi.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania