Julia, Diana i tajemnica lustra Tolemac - Rozdział 5
PORWANIE
Nazajutrz siostry obudziło głośne wołanie: „Uciekać! Ratować się! Chować się do podziemi! Sasi nadjeżdżają!”. Dziewczyny od razu poznały głos króla. Już chciały podbiec do okna, gdy do pokoju wparował Merlin. Powiedział, że za chwilę przyjdzie po nie Sir Parsifal i zabierze je w bezpieczne miejsce. Dziewczyny kiwnęły głowami, a Merlin wyszedł. Diana spojrzała na Julię i powiedziała, że muszą pomóc. Dziewczyna odpowiedziała uśmiechem, Diana szybko złapała któryś eliksir, włożyła pod sukienkę i obie ruszyły biegiem. Chciały udać się do stajni i pomóc w opatrzeniu koni. Gdy były już obok niej nagle straciły nad sobą panowanie. Ktoś zawiązał im oczy i wziął na ręce. Porwano je. Dziewczyny szarpały się i wyrywały, niestety bezcelowo. Po chwili Dianie zadano cios w głowę i dziewczyna straciła przytomność, następnie to samo stało się z Julią.
Dziewczyny obudziły się dopiero w lochu. Było tam ciemno i zimno. Ściany obrośnięte były mchem, a na ziemi leżało siano. Julia otworzyła oczy i momentalnie się zerwała. Ból po zadanym ciosie przeszył jej głowę. Chwilę potem zbudziła się Diana. Usiadła na wilgotnym sianie i spojrzała na siostrę. Dziewczyna pomyślała, dlaczego je porwano. Zapytała o to strażnika, który stał obok kraty odwrócony do nich tyłem. Diana wstała i podeszła do wysokiego, zbudowanego mężczyzny.
Przepraszam, ale chciałabym wiedzieć, dlaczego nas porwaliście i gdzie jesteśmy. - Powiedziała ironicznym tonem krzyżując ręce. Mężczyzna odwrócił się, zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. Podszedł bliżej, przyłożył dłoń do kraty i powiedział:
Ponieważ jesteście rodziną króla, głupie dziewki. Musimy mieć broń, ponieważ Artur ma liczniejsze siły zbrojne. Więc teraz mając was jako zakładniczki, mamy przewagę. - Strażnik uśmiechnął się ironicznie i odwrócił.
Czyli, że po prostu jesteście zbyt słabi, żeby walczyć jak mężczyźni i musicie posłużyć się jakimiś dziewczynkami! - Diana zaczęła drażnić strażnika. Momentalnie mężczyzna odwrócił się w jej stronę i złapał ogromną dłonią za szyję. Delikatnie uniósł do góry, aż dziewczyna się zaczerwieniła. Puścił, a Diana upadła na ziemię.
Nie waż się nas obrażać, bo żeby mieć przewagę wystarczy nam tylko jedna z was. - Ukucnął do jej poziomu i wycedził przez zaciśnięte zęby.
Po kwadransie strażnik zawołał je i wsunął pod kratami talerz z jabłkami i starym chlebem oraz dwa kielich wody. Diana spojrzała na jedzenie i powiedziała:
Skoro jesteśmy takie ważne, to skąd mam wiedzieć, że to nie jest zatrute? - Wstała podniosła kielich, obejrzała go i zanim strażnik się odwrócił kilkoma szybkimi ruchami wlała do niego dyskretnie kilka kropel eliksiru.
Jeszcze przed chwilą groziłeś, że mnie zabijesz, a prawda jest taka, że jestem wam potrzebna. I dobrze o tym wiecie, więc żądam, żebyś spróbował to przede mną. - Ciągnęła dziewczyna zbliżając się do krat. Podała kielich strażnikowi, a on patrząc złowieszczo wziął łyk napoju. Po chwili upadł nieprzytomny na ziemię.
Tak! Udało się! Diana, jesteś genialna! - Julia poderwała się i podeszła do siostry.
Jasne, tylko najpierw trzeba otworzyć kraty. - Diana podeszła bliżej krat i zaczęła przez nie wyglądać. Przy pasie strażnika zauważyła klucz. Próbowała go dosięgnąć, ale mężczyzna był za daleko. Po chwili przybiegła grupka strażników, a Diana momentalnie odsunęła się od krat.
Co się stało?! Otrułyście go?! - Do krat podbiegł jeden z mężczyzn.
Nie... Po prostu upadł, nie wiemy co się stało. - Powiedziała Julia patrząc w dół.
Właśnie. Moja siostra ma rację. - Diana usiadła pod ścianą i patrzyła przez zakratowane okienko.
Przez kilka godzin nic się nie działo. Julia rzucała kamykami do celu, a Diana bawiła się sianem. Siedząc tak bez ruchu, Dianę zaczął boleć kręgosłup. Przesunęła się troszeczkę, tak, że promienie słoneczne zaczęły padać prosto na nią. Nagle od jej szyi odbiło się dziwne światło. Dziewczyna spuściła wzrok i zobaczyła, że światło odbija się od kamienia w naszyjniku, który nadal na sobie miała! To był ten naszyjnik, który dostała od smoka! Diana podeszła do siostry i szeptem powiedziała jej o tym, co przed chwilą odkryła. Odwróciła się tyłem do strażników i delikatnie wyciągnęła wisior spomiędzy warstw sukni. Otworzyła go i cichutko wypowiedziała tekst zapisany w środku. Nic się nie stało. Powtórzyła tę czynność jeszcze kilka razy. Po chwili siostry usłyszały krzyki i piski. Harmider i nieład były wszędzie. Strażnicy zaczęli się niepokoić. Ciągle się odwracali i patrzyli przez zakratowane okienka. Na uliczkach nagle dało się zauważyć ogień. Podpalona chatka, uciekający ludzie, przerażenie i poprzewracane wózki. Przyleciał smok. Nagle siostry usłyszały cichy głos, mówiący, żeby szybko się położyły. Żaden strażnik, ani inni więźniowie tego nie zrobili, więc można było wywnioskować, że tylko one usłyszały ten głos. Po kilku chwilach przez okienko wtargnął ogień. Wszyscy strażnicy uciekli, a po chwili ogień się ugasił. Dziewczyny usłyszały głos, mówiący, żeby odsunęły się od okienka. Siostry, wykonując polecenie, kucnęły pod kratami i skuliły się. Po chwili ściana została wyważona. Cegły runęły na ziemię, a dziewczyny zobaczyły smoka, czekającego na nie przed lochami. Były uradowane. Udało im się uciec! Siostry weszły na smoka i wzbiły się w powietrze. Widziały ataki Sasów na pobliską wioskę, uciekających ludzi i jedną wielką rzeź. To było straszne, jak Ci ludzie bezlitośnie mordowali, torturowali i niszczyli wszystko na swojej drodze. Dziewczyny były zmęczone, zasnęły podczas podróży.
Reszta podróży minęła bezproblemowo. Siostry obudziły się gdy było już ciemno, więc nie widziały nad czym lecą. Ujrzały tylko dużą grupę osób z pochodniami. Każda osoba miała przy sobie kilka rzeczy. Dziewczyny uznały, że to pewnie osoby, które uratowały się z najazdów, ponieważ wcześniej, gdy było jeszcze jasno, widziały wszędzie spalone i zniszczone wioski oraz ruiny miasteczek. Diana zapytała Julię:
Tak w ogóle, to wiesz gdzie lecimy?
Nie. Myślałam, że Ty wiesz. - Odpowiedziała zaspana Julia przecierając oczy.
Smoku. Dokąd zmierzamy? - Diana uniosła brwi i lekko wyprostowała się. Nagle obie siostry usłyszały ten sam kobiecy głos, co wcześniej, w lochach.
Zmierzamy do pobliskiego miasteczka, w którym wam pomogą. Niestety, nie mogę zanieść was do samego Camelot, ale tutaj odpowiednio się wami zajmą.
Bliźniaczki nie odpowiedziały, ponieważ smok momentalnie poderwał się do góry, żeby nie zahaczyć o szczyt góry osłaniającej miasteczko, a potem zaczął lecieć w dół. Byli już kawałek od miasteczka, więc musiał bezpiecznie odłożyć siostry na ziemię. Dziewczyny podziękowały i udały się do bramy. Powitano je tam chłodno. Nie było tam żadnej radości. Jedzenia było mało, wręcz wcale. Jedynym pożywieniem były zgniłe jabłka znajdujące się w wielkiej beczce stojącej w centrum placu. Na obrzeżach znajdowały się drewniane szopy i chaty. Pod zadaszeniami i ruinami siedzieli ludzie ze swoimi jedynymi kosztownościami, owinięci opończami i kocami. Było zimno, smutno i szaro. Ale czego się spodziewać po ludziach, którzy kilka chwil temu przeżyli napad. Wielu z nich miało rany, krwawili. Jedynie wody było pod dostatkiem, ponieważ niedaleko znajdowało się źródło. Mężczyzna pilnujący wejścia do miasteczka podszedł do nich i zapytał co tu robią. Powiedziały, że uciekły z lochów i chcą na jakiś czas zostać. Odpowiedział im, że to niemożliwe, bo brak już miejsc.
W zamian za nocleg będziemy pomagać. Opatrzymy rany, albo przyniesiemy więcej wody ze źródła. - Powiedziała Julia z nadzieją, że nie będą musiały spać pod gołym niebem w takie zimno.
Dobrze. O poranku zaczniecie pracę, a teraz musicie zadowolić się nie koniecznie przyjemnymi warunkami do spania. - Odpowiedział mężczyzna, otwierając im ogromne drzwi.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania