"...już idę, Panie"
Dedykowane: śp. mojemu Ojcu oraz Panu Eligiuszowi Wilińskiemu
Jak ktoś Kochany lecz nieoczekiwany
spada potrzaskiem Dzień Pański
ościeniem przybija do siebie -
W rajskich Ogrodach maki rozhuśtane
furtka do nieba uchylona
w sieni stąpanie Boga bezszelestne...
*
Po krokach Go rozpoznać
w sobie usłyszeć
wybiec Mu z krzykiem naprzeciw -
Uśmiechu błysk zniewalający
ten przesłoneczniony - z aury najzłocistszej
zawołał Bóg po imieniu:
chodź ze mną - MOJE DZIECKO!
I już skorupka z gliną zadeptana - -
na rajskiej lipie rozśpiewana dusza
- - -
Aniołów odlot prześwietlony
ślady niebiańskich piór
cirrusów jarzące stosiny...
3.02.1994 - 2.03.2001
Komentarze (6)
Pięknie napisane.
Tak jakoś to powróciło :( Bardzo dziękuję.
Cudowny utwôr emanujący miłością, wrażliwością i pięknem! Tytuł nasunął mi pewne, zapewne bardzo odległe, skojarzenie z "You Want It Darker", Leonarda Cohena.
Nie wiem, czy dotyczy to tylko Leonarda Cohena? Zacytowane słowa pochodzą z ostatnich słów wypowiedzianych tuż przed odejściem przez mojego Powinowatego, oficera Wojsk Polskich w II RP - majora Władysława Borowika. Przypuszczalnie mógł wypowiedzieć się podobnie na to Boże wezwanie Pan Eligiusz, który zmarł w kościele w pierwszy piątek miesiąca po spowiedzi. Natomiast mój Tata? Trzykrotnie odpowiedział Niewidzialnemu: "tak, tak, tak", uczynił znak krzyża, po czym uśmiechnięty zasnął. Było to w samo południe; z pobliskiego kościoła odezwała się sygnaturka na Anioł Pański.
Dedykacje zawsze pozostają tajemnicą i są niedostępne dla czytających. Są jak ptaki, które umierają bliżej nieba.
Pozdrawiam ciepło
:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania