już jesień
kiedy się boję wstrzymuję oddech
babcia wiedziała że nóż ostrzem do góry przyciąga nieszczęście
a swędząca lewa dłoń czyjeś myśli
przyglądam się dłoni ale to odcisk
moja mięta walczy z jesiennym chłodem
liście zwijają się pod szybą jak stare dłonie
jedna łodyga zielonego pomidora
uparcie wypuszcza kwiat
pomyliła pory roku
nie poprawiam jej
niektórych rzeczy nie należy zawracać z drogi
znowu przybyło kwiatów do podlewania
wszystko czego nie można stracić trzeba podlewać
za oknem mały ptak przesiada się
z gałęzi na gałąź nie odlatuje
może czeka na wiosnę może lubi wracać
wieczorem wyjmuję z książki fotografię
która robi za zakładkę
przyglądam się jej dłużej niż ostatnio
na parapecie ten sam ptak
pił gęstą od cukru herbatę
kupiłam cukier na wszelki wypadek
zawsze mam jakiś wypadek
na wszelki wypadek
w domu pachnie jabłkami
choć żadnego nie kroiłam
zamykam oczy udaję martwą
to uśmierza ból
zaciskam oczy coś uparcie się tli
i nie pozwala zasnąć
Komentarze (6)
Mam takie odczucie, że poprzednie Twoje wiersze były lepsze. Wydawały się być bardziej skondensowane i okrojone. Ten jest przegadany dla mnie i zbyt długi… Ale może to moje odczucie… pozdr
Ty jak coś napiszesz, to ręce nie tylko opadają, ale odpadają 😒
Aisak nie musisz się zgadzać z moim zdaniem … ani prowokować
Bernadetta12345
Dobrze, ale żeby mi to było ostatni raz.
Aisak 🙈🙈🙈
Bernadetta12345
😆
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania