Kabaret uwodzenia

Lubię chłopów męskich. Takich, co to sygnetem błysną ci w oczy i rzucą od niechcenia, że szampan się chłodzi, a płatki róż już pływają w wannie, bo koleżanka przyjedzie i nie może się przecież zawstydzić. Łyka taki jak pelikan te tabsy witalijne i zdawać by się mogło, że starszy pan tę swoją babę to naprawdę mocno kocha.

A baby są zajebiste! Takie uczuciowe, ciepłe, wierzące w te chłopskie zapewnianki, że tęskni, że kocha i że żyć bez niej nie może.

Gdybym tak mogła zajrzeć w głąb owego amanta, to pewnie bym padła. Na kolana!

Tyle zachodu, tyle starań, ten flakon oliwki pachnącej sandałem… iiii guzik wart cały ten zachód!

Rozbierze ją zębami, kwiatami natrze, sam spłonie rumieńcem i… w minutę padnie.

A później szukasz tej bardotki, bluzki podartej, chcesz zabrać nogi za pas i, jak Janka, pierścieniem zakręcić, na konia wskoczyć i w mig zniknąć.

Bo chłop to jednak ma fantazję. Szkoda tylko, że czasem więcej jej w przygotowaniach niż w samym finale.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania