kądziel i wrzeciono
u podnóża góry wziąłeś głęboki wdech
nie wystarczyło by wejść na szczyt
ginął w chmurach
a ty bałeś się że zmylisz drogę
na dole stała matka
chusta spłowiała w słońcu
od długiego czekania
bolał krzyż
nie miej jej za złe pewności że wrócisz
bez chwały
za to z rozbitym kolanem
z jednej krwi jesteście
i jednej miłości
utkani z przędzy
która się plącze i rwie
wchłania wodę i brud
napotkany po drodze
Komentarze (6)
Miej za złe. Trzeba wierzyć w zdobyte szczyty. Albo przynajmniej udawać. To tak na marginesie wersu.
Udany wiersz, Iga.
Tjeri - dziękuję!
Matka nie wierzy w sukces, a wieszczy powrót z podkulonymi ogonem? E nie, to byłoby zbyt proste. Ona podświadomie czuje, że w razie porażki zwróci się do niej. W końcu są z jednej przędzy utkani.
Lubię!
Cicho_sza - Tobie również dziękuję!
https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=Jacek+Lech+Me%C5%BCzyzna+nigdy+nie+p%C5%82aze
Wiersz z dobrą klamrą kompozycyjną. Tutaj po prostu wszystko do siebie pasuje. Przesłanie piękne. Pozdrawiam! :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania