Kaftany bezpieczeństwa.
Ludzkie twarze zakrwawione
upadają kolejno na ziemie
ciało się nie słucha.
Całe poranione.
Martwa krew buzuje we mnie.
Czuje się dziwnie.
To dzieło stworzeniem Boga?
Palcem niech tylko kiwnie
i zaraz zniknie cała trwoga!
Bezlitośni ludzie
w kaftanach bezpieczeństwa
cicho uczestniczą w tym brudzie
nie przyznając się do oszczerstwa.
Ja się boję.
Obchodzi to ich czasem?
Na granicy śmierci stoję
ze sztucznym na twarzy grymasem.
Dosyć już milczenia
uwolnijmy się z tego więzienia,
które się nazywa
(pseudo) Matka Ziemia.
Polityczna zamieć
na świecie się kreuje
nie dajmy się obezwładnić
sztuczności która nas szantażuje.
Ja tego za grosz nie kupuje
własną ścieżkę do pokoju buduję,
a to co fałszywe stanie mi na drodze,
świetlistą jak gwiazdy poezją dyskryminuje.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania