Kamień, część I
Słonce zachodziło powolutku, rzucając na niewielką polanę złoty cień. W pobliskim lasku, w akompaniamencie pluskającego radośnie bagnistego strumyka, majestatycznie pląsały młode łanie. Leżący dokładnie pośrodku polany wielki kamulec pogrążony był w głębokiej kontemplacji. Po jego kamiennym wyrazie twarzy wywnioskować można było, iż jest on całkowicie obojętny wszelkim zewnętrznym bodźcom docierającym nieustannie do jego chropowatej powierzchni. Kontemplacja przedłużała się, w miarę jak Słońce w swych ognistych cichobiegach pokonywało swą odwieczna trasę.
- Fascynujące... – mruknął do siebie Kamień
- Co jest takie fascynujące? – zapytała rosnąca rzut kamieniem od Kamienia Sosna
- Nie gadam z tobą...
- Dlaczego? - zapytała zdziwiona Iglasta.
- Drzewa nie gadają – odpowiedział Kamień.
Podziwianie rosnącej trawy należało do ulubionych zajęć Kamienia. Podobnie jak filozoficzne dysputy na temat złożonej zależności mentalno-spirytystycznej Ogórka Szklarniowego często prowadzone z Wiatrem – ogólnie znanym i podziwianym włóczęgą. Niestety, nie potrafili dojść do ogólnie pojętego konsensusu, jako że Wiatr często wyrażał się w sposób zupełnie dla Kamienia niezrozumiały, w czym nie było nic dziwnego, Wiatr był człowiekiem światowym... No, może nie człowiekiem, ale na pewno światowym.
Kamień często i gęsto, zwłaszcza gęsto, rozważał wyewoluowanie w sobie pewnego rodzaju narzędzia, które pozwoliło by mu walczyć z ptakami, znacznie częściej nazywanymi przez niego ‘tą j****ą kudłatą zarazą’. W prawdzie z jednej strony ptaki nie posiadały futra, z drugiej jednak Kamień nie miał oczu które pozwoliły by mu to dostrzec.
- No naprawdę... – mruknął do siebie Kamień.
- ? – odpowiedziała mu zdziwionym szelestem igieł Sosna
- Nie twój zasmarkany interes – rzekł poirytowany wścibskością wścibskiego krzaka.
- Nie jestem krzakiem!! – oburzyła się sosna.
- Zamknij się, drzewa nie gadają! – odpowiedział oburzony Narrator.
Poirytowany Kamień wstał i odszedł w poszukiwaniu innej polany. A może dna jeziora... Wszak był on kamieniem migrującym. Idąc sztywnym krokiem przez las zastanawiał się w jaki sposób słyszy, skoro nie ma uszu. A co dziwniejsze, w jaki sposób idzie, skoro nie ma nóg...
‘Dziwny jest ten świat’ pomyślał Kamień.
-- Elbląg, 2009
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania