Kamień z serca
Kilkakrotnie słyszałem w różnych sytuacjach powiedzenie „Z samochodu cieszysz się dwa razy, gdy go kupujesz i jak sprzedajesz”, tylko w moim przypadku uczucie radości z posiadania auta dopadło mnie między dwoma tymi ważnymi wydarzeniami. Chociaż na samym początku przysporzyło mi sporo zmartwień, lecz zakończenie okazało się, przynajmniej dla mnie, szczęśliwe.
Wezwanie na komendę policji do wydziału dochodzeniowego było kompletnym zaskoczeniem, jednak z drugiej strony wszystkie złe wiadomości są równie niespodziewane bez względu, czego dotyczą. Wyznaczonego dnia poprosiłem o urlop na żądanie i punktualnie, co do minuty wstawiłem się na komendzie. Oficer dyżurny poprzez kraty odebrał ode mnie wezwanie i dowód osobisty. Następnie gdzieś dzwonił, chwilę porozmawiał i kazał mi czekać. Minęło półgodziny, jak do niego podszedł, od strony zaplecza, mężczyzna po cywilnemu. Chwilę rozmawiali między sobą i dyżurujący wskazał ręką na mnie. Wejście w kratach stanęło otworem i gościu w zwykłych ciuchach nakazał mi wejść. Zgodnie z poleceniem miałem iść przodem i z tyłu dostawałem wskazówki o wszystkich zmianach kierunku. Wszędzie gdzie były zamknięte przejścia, lub wmontowane w poprzek korytarzy kraty zatrzymywałem się przed nimi i policjant w cywilu otwierał kluczami zamki, a ja dopiero wtedy mogłem przemieszczać się dalej. Przez takie utrudnienia droga w czasie została sporo wydłużona.
Zaraz po wejściu do pomieszczenia polecono mi zająć niewygodne krzesełko przy biurku. Natomiast ten, co mnie wprowadził zajął wygodny fotel pod ścianą po drugiej stronie. Ponownie nastąpiło ustalanie mojej tożsamości, tylko tym razem bardziej szczegółowo. Zaraz po tym wstępie musiałem okazać prawo jazdy, dowód rejestracyjny samochodu i jego ubezpieczenie. Tylko nie widziałem, dla czego skoro na wezwaniu o zabraniu ze sobą dokumentów pojazdu nic nie wspomniano.
Długo trzymano mnie w nieświadomości o przyczynie wezwania i dopiero po wyczerpaniu pytań listy nieważnych i mało istotnych, padło zapytanie. Czy konkretnego dnia o dokładnej godzinie, przejeżdżałem własnym samochodem przez miejscowość o nazwie nic mi nie mówiącej.
- Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ moja praca polega na ciągłym przemieszczaniu się własnym samochodem po całej Europie. Podczas jazdy stale korzystam z GPS i często nawet nie wiem, kiedy przekroczyłem granicę jakiegoś państwa należącego do wspólnoty, a co dopiero przejazdy przez miasta. Proponuję sprawdzić zarejestrowane przez system śledzenia społeczeństwa, sygnał z mojego telefonu i będzie wiedział pan gdzie w danym czasie byłem, nawet kilka lat wstecz.
- Na pana miejscu nie dowcipkowałbym – powiedział policjant i dodał.
- Ciąży na panu zarzut potrącenia wózka dziecięcego na przejściu dla pieszych przy zielonym świetle. Dziecko wypadło z wózka i doznało poważnych obrażeń. Posiadamy zeznania matki dziecka i babci, które zapamiętały numer rejestracyjny samochodu w kolorze białym. Tak się składa, że pana pojazd posiada wszystkie te cechy.
Momentalnie poczułem się jakby ktoś kopnął mnie w brzuch, z nerwów cały się spociłem. Spokojne słowa policjanta wywołały efekt niesamowity, nagle brakło mi tchu i głowa strasznie zaczęła boleć. Przed oczami widziałem tylko przewrócony wózek dziecięcy, pełno krwi, a w uszach słyszałem czyjś głośny krzyk. Jak to możliwe? Przy myciu auta nie zauważyłem nawet najmniejszej rysy na lakierze, która by mnie zaniepokoiła. Policjant w tym momencie okazał trochę taktu, wręczył mi w rękę plastikowy kubek z wodą i czekał jak dojdę do siebie.
Trochę czasu minęło jak uspokoiłem się na tyle, że mogłem powiedzieć.
- To nie ja, musiała nastąpić jakaś pomyłka, te panie się mylą.
Funkcjonariusz wziął z biurka kilka kartek w rękę i podszedł do ksero. Skopiował kartkę po kartce i mi je wręczył. Oryginały z powrotem położył na blacie biurka. Z czytaniem nie miałem problemu, ponieważ zeznania były w języku polskim, a mimo to nie potrafiłem uwierzyć w napisane słowa.
- Tłumacz musiał coś przekręcić – powiedziałem do policjanta.
- Nic nie było tłumaczone, ponieważ mówimy o wypadku w Polsce, który się zdarzył prawie trzysta siedemdziesiąt kilometrów stąd – odpowiedział mi funkcjonariusz.
- Dziesiątki tysięcy kilometrów przejeżdżam po najbardziej zatłoczonych miastach Europy bez najmniejszego wykroczenia, a tu taka wpadka, w średnio wielkim mieście – mówiłem w szoku.
Policjant widocznie doszedł do wniosku, że ze mnie nic w tym momencie nie wyciśnie, dlatego powiedział.
- Proszę iść do domu, jak pan sobie coś przypomni, to proszę powiadomić mnie na ten telefon – oznajmił wręczając karteczkę.
Wyjścia z komisariatu i przejścia do domu nie pamiętam, tak bardzo sytuacja mnie wytrąciła z równowagi. Kilka godzin przesiedziałem, zrobiło się późno, potem bardzo późno. Nastawał świt, a ja spokojnego miejsca nie znalazłem. Koniecznie musiałem zobaczyć miejsce wypadku, poszedłem do samochodu i wprowadziłem do GPS dane adresowe z protokołu policyjnego. Minęło kilka godzin i dojeżdżałem do miejsca zdarzenia. Automatycznie zwolniłem i starałem się sobie cokolwiek przypomnieć. Niestety miejsce z niczym mi się nie kojarzyło. Nawigacja informowała mnie o dojeżdżaniu do celu, czekał mnie ostatni skręt w prawo na skrzyżowaniu. Dojeżdżając światła się zmieniły, stanąłem, jako pierwszy na czerwonym. Z prawej strony mam kamienicę, sygnalizator świetlny wiszący i dodatkowo pionowy, obok niego słupki wmontowane w chodnik połączone łańcuchami. Zmiana świateł zapala się zielone bez strzałki kierunkowej, jej brak oznacza, że skrzyżowanie nie jest bezkolizyjne. Bardzo powoli ruszam, zaledwie po dwóch metrach widzę wchodzącego zza narożnika budynku, z półtorametrowego, przylegającego do fasady domu chodnika, na przejście przechodnia. Widok mam dodatkowo utrudniony przez rosnący pod ścianą krzew, hamuję i przepuszczam pieszego. Zaraz za skrzyżowaniem w miejscu bezpiecznym parkuje auto i wracam na felerne skrzyżowanie. Przez dłuższy czas obserwuję zmiany świateł, lecz jest to niewystarczające. Dlatego przechodzę przez przejście i patrząc z drugiej strony ulicy, obserwuję dwa sygnalizatory i szybko wyłapuję błąd. Podczas co drugiej zmiany świateł kierowcy skręcający w prawo i piesi dostają jednocześnie zielone. Zdecydowana większość kierowców przy skręcie w prawo ostro hamuje i powoli przejeżdża przejście. Nagle jeden pojazd szybko pokonuje zakręt, ostro hamuje i śmiga dalej. Pierwsze, o czym pomyślałem to, że kierowcy, z mojej Małopolski, zbyt brawurowo jeżdżą. Jednak wbrew pozorom tablica rejestracyjna samochodu informowała o zarejestrowaniu auta na Węgrzech. Powoli stojąc na chodniku oswajałem się z odkryciem, w tym czasie zauważyłem samochody z Niemiec, Czech, Słowacji, Litwy przejeżdżające z rejestracjami na początkową literę K. Każdy samochód tablice miał inne, lecz trochę podobne i to mi nasunęło pewną myśl. Była już godzina przedpołudniowa, więc przedzwoniłem do Policjanta, który wczoraj mnie przesłuchiwał.
- Dzień dobry – powiedziałem jak odebrał połączenie i dodałem.
- Wczoraj byłem u pana, całą noc nie spałem i rano zjawiłem się na skrzyżowaniu, na którym doszło do wypadku. Niestety nic sobie nie przypomniałem, lecz przy okazji zauważyłem podobne początkowe oznaczenia tablic rejestracyjnych z krajów unijnych. Mam prośbę czy mógłby pan sprawdzić czy w którymś kraju nie ma podobnego auta o takich samych numerach rejestracyjnych jak moje.
Dzięki policjantowi dowiedziałem się, że jego działanie nie ograniczyło się tylko do mnie, sprawdził dokładnie zapisy monitoringu ze wszystkich kamer filmujących skrzyżowanie. I na dodatek od teraz wie, że każdy kraj europejski wystawia własne tablice rejestracyjne, na których tylko uzgodniony jest emblemat unijny, a pozostałe litery i cyfry już nie. Niedługo przy takiej polityce może okazać się, iż obok siebie na parkingu będą stały identyczne dwa, lub więcej samochodów z takimi samymi rejestracjami z różnych krajów.
Natomiast nasz kraj dalej wyróżniać się będzie złą widocznością na skrzyżowaniach, spowodowaną brakiem zachowania trójkąta widoczności, a także łukach dróg i zakrętach. Jednak w zamian za to doskonale widoczne będą przy drogach liczne krzyże, upamiętniające miejsca tragedii.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania