KANAŁ (Rozdział II - "Ta fraza nie została odnaleziona")

  Nie przejmował się tym tajemniczym telefonem sprzed dwóch dni. To, co usłyszał od nieznajomego niskiego głosu brzmiało prędzej jak jakieś śmieszne zaklęcie, niż coś, czego powinien się przestraszyć. Wbrew pozorom śmieszków, którzy wybierali losowe numery z książek telefonicznych i dzwonili pod nie ''dla beki'' nie brakowało. Mikołaj nie połączył tamtej akcji z dziwnym ogłoszeniem o loterii, na które trafił zaledwie parę minut wcześniej. Uważał za zbieg okoliczności to, że dwie nietypowe sytuacje zdarzyły się w jego życiu prawie w tym samym czasie.

 

  Niedziela. Czyli jedyny dzień w tygodniu, w którym mógł się porządnie wyspać. Po pobudce o jedenastej pierwszy raz od dawna czuł się w pełni gotów do działania. Posprzątał mieszkanie, zmył zalegające w zlewie naczynia i zrobił zakupy w lokalnym spożywczaku. Po południu zamierzał zobaczyć się ze swoim przyjacielem – dwudziestojednoletnim Antkiem Michalskim, z którym znał się od gimnazjum. Umówił się z nim na siedemnastą. Mieli spotkać się na popularnym skwerze zlokalizowanym w samym centrum Olkucka. Kwieciński wyszedł więc już godzinę wcześniej. Nie, żeby być na miejscu szybciej, ale żeby przy okazji trochę sobie pospacerować. Pogoda tego dnia była wyjątkowo sprzyjająca wszelkim aktywnościom na świeżym powietrzu. Temperatura znacznie wzrosła, śnieg zaczął pomału topnieć, a promienie słońca starały się przedzierać przez chmury.

 

  Mikołaj, tuż przy wyjściu z bloku, spostrzegł Agnieszkę otwierającą skrzynkę na listy przypisaną do jej mieszkania. Wyciągnęła z niej parę kopert i reklamy w formie ulotek.

 

  – Dzień dobry, jak pani dzionek mija? – zagaił.

 

  – O, dzień dobry –odpowiedziała, zakluczając skrytkę. – Na pewno lepiej niż w piątek – uśmiechnęła się, tym razem szczerze. 

 

  – To się cieszę... A jak z mężem?

 

 – A wie pan? Szkoda strzępić ryja – rzekła, krzyżując ręce. – Policjant zabrał go na wytrzeźwiałkę. Wrócił po prawie dobie. Podobno proponowali mu tam rozmowę z psychologiem, który namawia do rozpoczęcia terapii, ale on, jak to on, odmówił. Powiedziałam mu wszystko co odwalał w domu, jak się zachowywał i jakie głupoty mi gadał, gdy był pod wpływem. Stwierdził, że "to nieprawda" – wykonała gest cudzysłowu – No i... finalnie nie odzywamy się do siebie od wczoraj, bo się na mnie obraził. Klasycznie – wyjaśniła. – Rozwalił się na łóżku w pokoju dla gości i sobie tam leży w nieskończoność...

 

  – Obraził za wytykanie jego błędów? – zdumiał się, unosząc brwi. – Masakra... – podsumował.

 

  – No jasne! On taki jest – wyjaśniła. – Nie przyjmuje do wiadomości, że może robić coś źle. Uważa, że jest idealny. Normalnie zero wad, nie?

 

  – Współczuję pani...

 

  – No... Ja już mam tego dość – westchnęła. – Męczę się z tym człowiekiem. Próbowałam wysłać go na odwyk, ale nic z tego. Na terapię grupową tak samo się nie zgodził. Nie da się przemówić mu do rozsądku. Po prostu się nie da. Coraz częściej zastanawiam się po prostu nad wzięciem rozwodu, bo tak się nie da żyć – przyznała.

 

  – To to chyba faktycznie jest najlepsze możliwe rozwiązanie, skoro on nie widzi problemu i postrzega siebie jako ideał – potwierdził.

 

  – No właśnie, dlatego... 

 

  Nie dokończyła, bo jej wypowiedź przerwała radosna melodyjka z dzwonka w telefonie, która rozniosła się po niemal całej klatce schodowej.

 

  – Halo, Kasia? – odebrała i przyłożyła składaną komórkę do ucha. – Słuchaj, już idę! – poinformowała. – No, dobra, to pa! – szybko rozłączyła się i schowała ją tylnej kieszeni spodni. – Przepraszam najmocniej, ale muszę iść – oznajmiła. – Obiecałam koleżance, że jej w czymś pomogę. Do widzenia!

 

  – Jasne, bez problemu. Do zobaczenia! 

 

  Oboje ruszyli w przeciwne strony. Mikołaj podczas drogi cieszył się wolną niedzielą i tym, że nareszcie spotka się z Antkiem. Jego przyjaciel właśnie zakończył semestr zimowy na studiach. Przerwę międzysemestralną przeznaczył na odpoczynek, psychiczne nastawienie się na kolejne miesiące dość ciężkiej nauki i podróż z drugiego końca Polski, bo aż z Wrocławia, do Olkucka. Kwieciński pokonywał następne kilometry pieszo. Mimo że nie było już tak zimno jak przedtem, to niestety nieprzewidywalna Matka Natura nie odpuściła i w mgnieniu oka zamieniła iście wiosenną aurę w zamieć śnieżną, bo czemu by nie? A tak już się ładnie zapowiadało. Chmury zszarzały i zgęstniały. Łyse drzewa kołysały się tak, jakby miały się zaraz przewrócić. Pojedynczy przechodnie uciekali do otwartych restauracji, sklepów czy kamienic, a samochody na drodze zwalniały ze względu na ograniczoną widoczność. Mikołaj wpadł w pośpiechu na pomysł, że uda do uwielbianej przez niego knajpy na starówce. Płatki śniegu wbijały się w jego twarz. Ledwo mógł złapać oddech, bo wiatr wiał mu centralnie w usta. Zmrużył powieki i nagle zauważył rysującą się sylwetkę budynku z naprzeciwka, w którym mieściła się ta pizzeria. Była niedaleko.

 

  Wbiegł do środka jak poparzony, zamykając za sobą przeszklone drzwi z napisem ''Darmowe Wi-Fi u nas!'', co powoli stawało się standardem i było jedną z przyczyn sukcesywnego umierania kafejek internetowych. Wystrój wnętrza był utrzymany w kontrastujących kolorach – czerni i żółci z elementami bieli. W powietrzu unosił się przyjemny zapach serwowanych tam pozycji z menu. Na czarnych ceglanych ścianach były porozwieszane zdjęcia z początków funkcjonowania restauracji i sztuczny bluszcz, od rogu do rogu. Oprócz zwykłych białych krzeseł znajdowała się tam też żółta sofa z niskim długim stolikiem, a klimat budowały kuliste lampy o różnych wielkościach wiszące nad każdym miejscem. Puste pod względem ilości klientów pomieszczenie kończyła wyłożona ciemnymi kaflami lada z drewnianym blatem i neonem w kształcie logo.

 

  Kwieciński czekał cierpliwie na przyjaciela, którego powiadomił już o zmianie planów. Zamówił także dwie pizze. Michalski zaparkował autem tuż przed wejściem. Wszedł do środka, a za nim fala chłodu z dworu. Zdjął z głowy czapkę uszatkę, odsłaniając charakterystyczne kręcone brunatne włosy. Był nieznacznie wyższy od Mikołaja. Miał śniadą, jakby opaloną karnację, intensywnie orzechowe oczy i lekką nadwagę, a kawałek jego twarzy o niezbyt ostrych kształtach pokrywała podłużna blizna usytuowana na lewym policzku. Nie była widoczna z daleka. Aby ją w ogóle dostrzec, trzeba było przyjrzeć się jej z bliska. Powstały w wyniku wypadku na rowerze ślad z czasem zbladł tak, że Antek aż momentami o nim zapominał.

 

  – Siema – odparł, przecierając materiałem flanelowej koszuli okulary z drucianymi oprawkami. – Pogoda trochę do dupy, we Wrocławiu to już wiosnę mamy – zaśmiał się po rzuceniu żartobliwym tekstem, nakładając je na nos i siadając koło Mikołaja.

 

  – A weź. Lubię zimę, ale bez przesady...

 

   Rozmawiali długo. O swoich sprawach, pracy, studiach i znajomych. Tych nowych i starych. Przez ostatnie miesiące ich kontakt utrzymywał się wyłącznie dzięki pisaniu na komunikatorach czy wysyłaniu SMS-ów. Dla nich obu więc spotkanie te było fajną odskocznią od codzienności. Mikołaj przestał myśleć o tym, że następnego dnia czekała go robota na kasie i odliczanie do końca zmiany, a Antek, że za kilkanaście godzin zaczynał letni semestr na uczelni. Rozmowa zboczyła na poważniejsze tory, kiedy Kwieciński opowiedział mu o ogłoszeniu promującym loterię, która ni stąd ni zowąd zagościła na ekranie jego telewizora. Wiedział, że bezsensownym byłoby zapytanie się, czy cokolwiek na ten temat słyszał, skoro mieszkał na stancji multum kilometrów od Olkucka. Zamierzał spytać się o to na przykład koleżanek albo kolegów z pracy, ale kompletnie wyleciało mu to z głowy. Na szczęście Michalski był tym typem osoby, który prawie nie rozstawał się z laptopem – i to nie dlatego, że był od niego uzależniony, czy coś w ten deseń, ale dlatego, że lubił być na czasie i dowiadywać się bieżących nowinek z kraju i ze świata. Korzystał z publicznie dostępnych sieci lub, w razie potrzeby, swojego modemu USB.

 

  – To znajdź w internecie czy coś o tym wiadomo – zaproponował Mikołaj, stukając palcami o szklankę.

 

  – Dobra – odpowiedział i opalił przeglądarkę.

 

  <-  -> | ⟳ | ⌕ Szukaj: loteria z wygrana 10mln zl olkuck

 

  "Ta fraza nie została odnaleziona."

 

  – Okej, to... inaczej...

 

<-  -> | ⟳ | ⌕ Szukaj: loteria organizowana przez urzad miasta olkuck

 

  "Ta fraza nie została odnaleziona."

 

<-  -> | ⟳ | ⌕ Szukaj: loteria zorganizowana przez urzad miasta olkuck, w ktorej do wygrania jest 10 milionow zlotych

 

  "Ta fraza nie została odnaleziona." 

 

  – Co jest grane? Nic, poważnie? – niedowierzał Antek. – Powinny przynajmniej wyskakiwać jakieś artykuły niezwiązane z tym wyszukiwaniem. Przecież nie wpisuję ciągu losowych liter z klawiatury, a normalne zdanie. Może się... nie wiem... przewidziałeś, czy coś? Bo serio, to niemożliwe, że nic nie ma w necie.

 

  – No tak, przysięgam!

 

  – To... nie wiem – przyznał. – Dziwne... i to strasznie...

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania