Kanibale
Gdzieś na wyspie pod palmami
trwa zebranie kanibali
wódz Unkunda z kością w dłoni
wciąż opieprza swych wałkoni
Nasze plemię wciąż się stacza
Przez jedzenie z McDonalda
Nikt się nas już dziś nie boi
Zmienić trza to drodzy moi
Bracia zacni powiem wprost
Na fast food’y macie post
W dzień i w nocy zakazuję
Tknąć burgera choćby chu... yghe em
Czarni chłopcy oniemieli
Ludzi teraz będą jedli?
Przecież ludzi trzeba ganiać
I do gara trza ich wsadzać
Straszna wrzawa rozgorzała
Czarni nie chcą zmieniać jadła
Wtem nastała głucha cisza
Żona wodza właśnie przyszła
Ta na lunch dla męża wniosła
Happy meal’a jedną z potraw
A Unkunda tak jak stał
Wziął od żony no i zjadł
Kanibale oniemieli
Wcale długo nie myśleli
Gar natychmiast wręcz sprawili
No i wodza tam wrzucili
Morał z tego chyba jasny
Wódz powinien obraz własny
Jako przykład wszystkim dać
I być wzorem swoich praw
Co jest w zupie kanibali
Wszystkie dzieci już poznały
Pływa w garze hipokryta
Gdyż nie pozbył się złych przywar
Komentarze (11)
Thx.
Fajnie, że zajrzałaś, dzięki za kom, pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania