kapcie, które urządziły sobie wtorek
kapcie
stały pod łóżkiem
lewy
prawy
i nic
czyli
podejrzanie normalnie
aż rano
lewy powiedział:
– dzisiaj
nie chodzę
prawy:
– ja też
– to co robimy?
– wtorek
nie wiedziałem
że wtorek
można robić
ale kapcie
już wiedziały
wyszły
bez stóp
przez przedpokój
do kuchni
tam
czajnik
gotował
wodę
na wczoraj
a zegar
zamiast tykać
przestawiał
meble
stół
o minutę w lewo
krzesło
o pół wspomnienia
szafkę
aż do dzieciństwa
w szafce
siedział
mały chłopiec
i jadł
okruchy czasu
– co robisz?
spytałem
– czekam
aż będę dorosły
– długo jeszcze?
– jakieś trzydzieści lat
kapcie
spojrzały na siebie
i nagle
zaczęły rosnąć
rosły
rosły
aż zrobiły się
tak wielkie
że mogłem
wejść do jednego
całym sobą
wszedłem
i znalazłem się
na plaży
morze
było z papieru
piasek
z cukru
a fale
przychodziły
w kopertach
jedna fala
wręczyła mi list:
„drogi człowieku,
jesteś właśnie
po drugiej stronie
swojego własnego
chodzenia.”
wróciłem
wieczorem
kapcie znów były
pod łóżkiem
małe
spokojne
niewinne
tylko teraz
kiedy je zakładam
czuję pod stopami
lekki szum morza
i czasem
bardzo cicho
jeden kapcień
mówi do drugiego:
– jutro?
a drugi:
– nie
jutro
to już
za daleko
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania