Kasztanienie

I jeśli kasztany, to bez dziurawicy po gwoździach, bez wykałaczki. Przecież już ktoś, kiedyś amputował odnogi świata, wszczął śledztwo pod kątem lubieżnej pantery lub znalazł swój sposób na to, by zachować godność i imię bez utraty środków do życia. Środków czystości, które są środkiem akceptacji społecznej i środek staje się centralnym punktem życia człowieka, wokół którego organizuje wszelkie decyzje.

 

( I to mnie czasem wkurwia. I śmieszy każde hasło na temat wolności, bo wolności kończy się na liście zakupów, paragonie, wydatkach i opłatach. Jestem posłuszny. Jestem usłużny i bardzo się staram. To tylko namiastka. To tylko pokaz. Przejdziesz nie jestem jeszcze, ani wcale, wyłącznie trochę, zdarza się, że dobitnie. Ale na koniec tygodnia, czy mogę powiedzieć, że zrobiłem coś wartościowego?)

 

Spromieniałem wcześniej. Wydłubałem spod krzesła co lepsze, chociaż nie było to wiele, bo ledwie podłoga, trochę światła a cylinder, ten żółty, który zakłada horyzont o wschodzie, pomarszczył się trochę, gdy przeszło po nim kilka chmurek.

Ale nie będę już biegał, czy skakał, jeśli powietrza ma braknąć, mogę przetrzymać to w płucach, ale to tylko krótki moment, nim ciało będzie się telepać, skroń mocniej walić, brzuch zaciśnięty, mocniej i mocniej i wszystko mówi, żebym oddychał. Wtedy nie walczę z ciałem, a wolę posłuszeństwo. Wtedy nie jest mi obcą metafizyka, bo wcale jej nie znam.

 

(Kiedy brakuje wielkich myśli i głębokość refleksji można zmierzyć długością palca w dupie, wtedy właśnie palec w dupie staje się najbardziej metafizycznym elementem poezji. Jest doświadczeniem, które wcale nie musi być ani miłe, ani czułe, tym bardziej urocze i słodkie. Jednak jest doświadczeniem, które w człowieku coś powoduje. I ten powód następnie próbuje urosnąć do rangi poezji)

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania