Kawał dziada
– Widzi Pani ten długopis w mojej dłoni?
– Widzę.
– Ten długopis jest granicą mojej godności osobistej. Proszę jej nie przekraczać.
– Czy ja jestem aż taka zła, Lumi?
– Nieeeee, wcaaaale…
I od tego momentu wiedziałam już jedno: to, co widzę i słyszę, nie zawsze musi być tym, co mi się wydaje.
A poniedziałek za tydzień zapowiadał się na mój wielki debiut.
Dwie młodsze koleżanki swoją beczką śmiechu skomponowały pracowniczy spektakl pod tytułem:
„Histeria – sezon pierwszy, odcinek drugi”.
A ja?
Człowiek po weekendzie.
Jeszcze niewinny.
Jeszcze spokojny.
I jeszcze Bossem rozanielony.
W niedzielę wieczorem obejrzałam drugą część filmu o czarownicy z Angeliną Jolie.
Lubię takie filmy. To moje guilty pleasure z dzieciństwa, które — jak widać — pozostało ze mną do dziś.
I Bogu dzięki, że pozostało.
Bo kiedy człowiek zobaczy Maleficent powstającą z martwych — z całym tym efekciarskim rozmachem — to późniejsze smarkanie, prychanie, wrzaski, krzyki i płacze w pracy nie robią już większego wrażenia.
Człowiek stoi i myśli:
„Aha. Kolejna wstaje z martwych. Rozumiem.”
A tu nagle dowiaduję się, że dwie koleżanki, z którymi integrowałam się na szkoleniu Bossa, obgadały Panią Starszą na ogólnym forum, a potem jakoś tak wyszło, że to ja znalazłam się w centrum całej historii.
Potem okazało się, że i koordynator maczał w tym palce. Podobno powiedział, że to ja — w ramach odwetu za jakąś ripostę, którą do niego tam wtedy poleciałam — stałam się kolejnym punktem programu.
Boss się z niego śmiał, a on, najwyraźniej urażony, potraktował mnie… kamykiem po głowie.
Tak.
Kamykiem. Po głowie.
Bo najwyraźniej w tej firmie konflikty rozwiązuje się metodami dyplomatycznymi.
Czyli klasycznie.
Ktoś coś powiedział.
Ktoś coś usłyszał.
Ktoś coś dopowiedział.
A Koordynator dorzucił kamyk.
A na końcu ja dostałam rolę główną.
Bez prób.
Bez castingu.
Bez zgody.
Z całego wieczoru pamiętam tylko Bossa, który przez kilka godzin patrzył mi w oczy, ja patrzyłam jemu, a on oznajmiał:
„Ciekawe, kto się będzie dziś całował…”
A ja wtedy nie wiedziałam, że następnego dnia raczej nie będę miała czasu na takie romantyczne rozważania.
I tak oto poniosłam konsekwencje za dwie koleżanki, które podczas integracji zrobiły taki show, że spokojnie mogłyby dostać własny program telewizyjny.
Jedna po chemioterapii.
Druga samotna matka, wdowa…
A ja sobie myślę:
Dziewczyny, ja rozumiem, że życie jest trudne.
Ale po co jeszcze robić z niego telenowelę?
A Koordynator ?
Kawał dziada. I tyle.
No i wzięłam to wszystko na klatę.
Bo po takim poniedziałku człowiek już nie walczy.
Człowiek tylko patrzy.
Oddycha.
Poprawia skrzydła.
I czeka, kto następny powstanie z martwych.
Maleficent miała rogi.
Ja mam długopis.
I jak widać…
też wystarczy.
Komentarze (20)
Lumi, ty jesteś zwyczajnie zajebana w tym Bossie. chłop wchodzi ci do każdego tekstu nawet jak nie ma tam nic do roboty xd
On tam był 😉
no był. ale ja nie pytałem czy był
To się nazywa syndrom sztokholmski...
Coś w Tam jest :)
Myślicie?? Nie znam się na Was chłopach totalnie 😇😇😇
nie "nas chłopów", każdy mówi za siebie.
Sori ,Mężczyźni są dla Mnie totalnie niepojeci rozumem ☺️
a ja cały czas o jednym konkretnym xd
NinjaC oni muszą być razem
NinjaC ?
JagVetInte w sensie teraźniejszym czy przyszłym ?
Lumi, nic, nic. będę śledził ten twój pamiętnik ;)
NinjaC tak to wygląda?
Lumi, dla mnie trochę tak to wygląda. czytam cię bardziej jak pamiętnik niż literaturę i wcale mi to nie przeszkadza.
NinjaC Boss też mnie czyta 😂
Też znałam jedna taką co wpadła w atak histerii bo powiedziałam jej że nie potrzebuję żadnego sztucznego biustu za 20 tysięcy bo ja pracuję na chleb dla moich dzieci ,histeryczka wciskała mi sztuczny biust a kiedy usłyszała że lubię siebie taką jaką jestem to wpadła w szał jak jakaś opętana ,wyzywała ,darła się ,kląła i rzucała o podłogę wszystkim co miała pod reką.To było straszne .Z drugiego końca hali przyleciał kierownik bo taki był krzyk
...miała na imię Karolina
najmniejsza, i co z tym kierownikiem?
było coś?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania