Kiedy krzyczą anioły - Rozdział III
- Tuż po splunięciu miasta - zaczął - ziemię ogarnął jeszcze większy błagam. Kilka dni po całej aferze odłączono całą wodę w mieście. Tak samo było z prądem. Wszyscy oszaleli. Radia nie działają, nie ma żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Wszystkie telefony, o ile jeszcze działają, ją podsłuchiwane przez państwo. - mówił, spuszczając co chwila wzrok, który promieniował smutkiem - Ci... ludzie... zakażeni. Te bezuczuciowe... - opanowała go złość, jednak zamiast strachu poczułam przygnębienie. - eh... opanowały całe miasto. Rząd je popiera i robi z nich niewolników. Mają parcie na tą całą sytuacje, mówią że jeśli nie będziemy się ich trzymać, to umrzemy. Kłamią. Moja matka o tym nie wiedziała. Chciała pójść pod dom prezydenta i... zabili ją. Słyszałem też, że wszystkich zakażonych chcą ich wykorzystać jako żołnierzy podczas wojny. Mężczyzn, kobiety, dzieci. Wszystkich. Sami chcą tak bardzo zachować swoje emocje, że wydają miliony na niedziałające lekarstwa. Pozostali zdrowi cywile oszaleli, próbują zdobyć jedzenie na wszelkie możliwe sposoby. Sam.. nie jadłem od czterech dni. Zostały mi ostatnie resztki jedzenia. - po wypowiedzeniu tych słów przypomniałam sobie o pustce wypełniającej mój żołądek. Spod podartej bluzki wystawały moje kości, poryte tylko cienką warstwą skóry. Tak bardzo pragnęłam pożywienia..
Nie mówił już nic, tylko podał mi kawałek chleba. Zycie go zajmowało mi wiele czasu, w tym co chwila się dławiłam. Dziwne. Zapomnieć jak sie je. Poczuć smak czegoś, co nie smakuje jak powietrze. Zadziwiająco wyjątkowe. Zobaczyłam jego oczy na moim ciele, oczy które przemawiały współczuciem. A tak bardzo mi go brakowało.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania