Kiedy lustro patrzy

Ciemność zapada.

Przechodzę obok lustra

i odwracam wzrok.

 

W półmroku szkło żyje własnym życiem.

Zbiera cienie z kątów korytarza,

niespiesznie układa je w postać,

której nie chcę znać.

 

Boję się, że zobaczę w nim upiora.

Bo jeśli tam stoi

i czeka tylko na konfrontację?

Jeśli ma moją twarz

tylko bardziej prawdziwą?

 

Zaparzam melisę.

Siadam jeszcze na chwilę.

Noc jeszcze młoda,

a cisza gęsta jak atrament,

drżąca w płomieniu świec.

 

Sięgam po pióro, coś zaczyna układać się we mnie.

Papier przyjmie każde kłamstwo,

każdą historię o odwadze,

której dziś nie mam.

 

Obieram kurs w stronę słów

i wyruszam w nieznane.

 

Wersy przychodzą same,

jakby wyłaniały się z cienia.

Podążam za nimi.

Prowadzą, jakby znały drogę do miejsc,

których sama boję się dotknąć.

 

Bo łatwiej spotkać upiora między słowami,

niż w lustrze własnej prawdy.

 

Ale moje lustro jest cierpliwe.

Czeka.

Wie, że kiedyś będę musiała spojrzeć

i zobaczyć, kogo tak naprawdę unikam.

 

Ciemność zapadła.

Przechodzę znów obok lustra.

Tym razem

to ono patrzy na mnie,

jakby wiedziało.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania