Kiedy mgła opada

Gdy wiatry jeszcze w lesie śpią,

a księżyc ziewa w chłodną noc,

gdy mgły jak ciche dłonie drżą —

wracam tam, gdzie pierwszy głos.

 

Gdzie ścieżki miękkie od poranka

niosły nas przez trawy szum,

a twoja dłoń — niepewna, wiotka —

uczyła serce prostych słów.

 

Pachniało sianem, mlekiem, ciszą,

i lipą, co kwitnęła w krąg,

a świat był tylko jedną chwilą,

co nie zna granic ani rąk.

 

Śmiałaś się lekko — jakby lato

na twoich ustach miało dom,

i każde „zaraz” było światem,

który nie pytał nigdy: „skąd?”.

 

Pod starym płotem, przy strumieniu,

gdzie cień w zieleni miękko spał,

uczyliśmy się — bez imienia —

jak bardzo można kogoś znać.

 

I choć dziś czas jak rzeka płynie,

rozmyte ślady, gasi ton —

tamta dziewczyna wciąż w dolinie

nosi mój pierwszy, cichy dom.

 

Bo pierwsza miłość nie przemija —

jak łąka trwa pod warstwą dni,

i nawet jeśli świat ją mija,

ona — w pamięci — wiecznie brzmi

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania