Kiedy rozum śpi, budzą się demony
Programując program do liczenia mamony,
Ogarnął mnie sen i obudził demony.
A co, gdybym helikopter jaki potrzebował?
Czy byłbym tak zdolny, bym go skonstruował?
Albo maverick'a czy inne rakiety,
Już na samą myśl doznałem podniety!
Niemal pewnym będąc w tym sennym nałogu,
Żem zdolnym na tyle, by dorównać Bogu!
Wtem, ni stąd, ni zowąd, nagle zesztywniałem,
Gdyż za próżność i pychę paraliżu dostałem!
Łkając wniebogłosy, płakać w śnie począłem,
Prostując swe nogi nieopatrznie pod stołem...
A tam kable uszkodzone, bo „zabrakło kasy”,
Dotknąłem stopą plusa, zwierając do masy...
Niczym światło jutrzenki, niczym blask pioruna,
Sen straszny przerwała krótka spięcia łuna.
„Wybacz, Boże kochany, mnie nędznej miernocie.
Obiecuję, że już więcej nie zasnę w robocie!”
„I jeszcze jedno Tobie wyznać muszę:
To, co niszczy obwody, ratuje mi duszę.”
I tak dziękowałem Bogu za pomocną rękę,
Że przebłyskiem swej Łaski zakończył mi mękę.
Komentarze (2)
To prędzej czy później, na swej skórze odczuje.
Bo Bóg jest Bogiem zazdrosnym
Kto tego nie rozumie, ma żywot żałosny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania