kiedy słońce staje się deszczem
między nami
padało słońce
rzęsiście
promienie
wydobyły każde słowo
schowane głęboko pod językiem
grzaliśmy się ogniem
czułych zdań
chowając na później
wszędobylski dotyk
na wieczornej łące
świeciliśmy jaśniej niż gwiazdy
choć od nieba woleliśmy
zapach kaczeńców
podarłeś na strzępy nagie myśli
kiedy zranione słowa
broczyły niedowierzaniem
zamiast gwiazd
lodowaty księżyc
za mało miejsca na dłoni
by zacisnąć ból
Komentarze (1)
robisz jeden błąd... dopowiadasz tam, gdzie powinno być miejsce dla czytelnika, na jego obraz...
między nami
padało słońce
rzęsiście
między nami padało słońce – bez rzęsiście
promienie
wydobyły każde słowo – słowa, bez każde
schowane głęboko pod językiem – bez głęboko, bo pod językiem już nam, czytelnikom, mówi jasno
grzaliśmy się ogniem
czułych zdań – bez czułych, bo kiedy grzeją, wiadomo jakie
chowając na później
wszędobylski dotyk - bez wszędobylski, jakoś trywializuje
na wieczornej łące
świeciliśmy jaśniej niż gwiazdy – tutaj, ta strofoida odstaje: łąka, gwiazdy, niebo, kaczeńce...
choć od nieba woleliśmy
zapach kaczeńców
podarłeś na strzępy nagie myśli – bez nagie
kiedy zranione słowa – bez zranione
broczyły niedowierzaniem - płynęły niedowierzaniem
zamiast gwiazd
lodowaty księżyc
za mało miejsca na dłoni - bez na dłoni
by zacisnąć ból
Jak uważasz, ale ja bym tak napisała...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania