Poprzednie części: kiedy patrzę na świat
kiedy wstaję, ranną szosą
Kiedy wstaję,
Ranną szosą
Chadzam boso.
Ciepłą od słońca,
Chłodną od wieczoru.
Kałuże roztrącam palcami.
Napotykam, mijam
Ludzi wszelakich.
Omijam, przechodzę,
Butów nie nakładam,
Lecz rosą poranną
Stopy ochładzam.
I dobro, i zło
W ludziach się mieszają.
Wysoko głowy
Ludzie swe trzymają.
Ja chadzam z rana,
Z wieczora patrzę jeno.
Taka sama jestem,
Nie lepsza, nie gorsza,
Nie z Wenus, nie z Marsa,
Żywy człowiek tylko,
Co lubi czasami
Chodzić krętymi ścieżkami.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania