Poprzednie częścikiedy patrzę na świat

kiedy wstaję, ranną szosą

Kiedy wstaję,

Ranną szosą

Chadzam boso.

Ciepłą od słońca,

Chłodną od wieczoru.

Kałuże roztrącam palcami.

Napotykam, mijam

Ludzi wszelakich.

Omijam, przechodzę,

Butów nie nakładam,

Lecz rosą poranną

Stopy ochładzam.

I dobro, i zło

W ludziach się mieszają.

Wysoko głowy

Ludzie swe trzymają.

Ja chadzam z rana,

Z wieczora patrzę jeno.

Taka sama jestem,

Nie lepsza, nie gorsza,

Nie z Wenus, nie z Marsa,

Żywy człowiek tylko,

Co lubi czasami

Chodzić krętymi ścieżkami.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania