Kieliszki Wina i Czerwone Pomadki -- fragment

Był to jednak surowy instynkt, wiedział, że nie jest pierwszą osobą przedstawioną swoim ludzkim słabościom w obecności obsmarowanej krwisto czerwoną pomadką lwicy. Lwy mogły się chować pod naciskiem jej oczu, jak każdy inny spotkany ze źrenicami ostrzejszymi niż sztylety–ona sama była sztyletem z zębami i umiejętnościami, której jedynie najbardziej wyszkoleni żołnierze mogli zazdrościć… mniej, spotkani z kimś kogo nie mógł pokonać sam żywioł, a żywioł ubrany w chęć, pasje, talent, talent który spotykał się z dyscypliną i surową umiejętnością, ponieważ on sam nigdy nie był wystarczający, gdy nie było czegoś, co mogło udowodnić, że istniał.

Talent bez umiejętności był beztalenciem.

Wyszczerzyła zęby jakby naprawdę była lwem patrzącym na gazelę, czy kota, który miauknięciem starał się imitować jej nieistniejący, morderczy w swej ciszy ryk, niepokonany, spotkany nawet twarzą w twarz z pumą, czy tygrysem.

Lew wciąż był lwem. Najsilniejszym czy też nie, lew ukoronowanym lwem pozostawał i żadne słowo, żadna moc zmienić tego nie mogła. Nie Bóg, nie los, nie czas, a miejże Boża ręko nas w opiece, gdy już kiedyś przeznaczenie lwicy padnie!

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania