Kieszonkowy tłumacz
Po dwóch tygodniach spędzonych w Kolumbii naszła pora wracać do domu. Wsiadłem do taksówki i zacząłem szukać kieszonkowego tłumacza, bo nie znałem praktycznie ani jednego słowa po hiszpańsku.
- ¿Dónde? - spytał kierowca.
Ja jednak wciąż szukałem tłumacza w plecaku.
- ¡Dile a la mierda a dónde ir o salir del auto, idiota blanco! - wrzasnął zdenerwowany kierowca, wyjmując cygaro z ust.
W końcu znalazłem tłumacza, wyjąłem go i powiedziałem: Na lotnisko, proszę. Tłumacz powtórzył to w języku hiszpańskim.
- ¿Qué?
Powiedziałem to jeszcze raz, tłumacz ponownie przetłumaczył.
- ¿Qué? No entiendo!
I jeszcze raz.
- No entiendo!
W końcu zdenerwowany powiedziałem coś, co urządzenie przetłumaczyło na: Jódete, pendejo!
No i niestety, to akurat zrozumiał.
Komentarze (14)
Jaki stąd wniosek? Uczyć się języków.
No i dalej jest nieźle.
Zgrabne mini.
Tomku ode mnie 5.
Dzięki
http://www.opowi.pl/szalony-dondi-i-literkowa-zapraszaja-do-a56616/
Nie reklamuj tego pod moim tekstem
Pułkownik Marian Bońka Tomuś, przypominam ci, że prymitywnie reklamowałeś swoje teksty u każdego i wszędzie, więc przymknij koparkę.
Bo co mi zrobisz?
Weź udział w konkursie.
Można coś wygrać...
Nie mam zamiaru
Wal się zawalidrogo.
AlaOlaUla nawzajem :)
?
Czemu spamujesz tekst.
bogumil1 bo tylko tyle potrafi
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania