Koszmarna hojność (senny drabbelek)
Zombie wrzucają mi do futerału kawałeczki czarnych jak szuwaks serc, zamiast miedziaków, z których moja matka wyrabia potem farsz do uszek z czerwonym barszczem. Tak, jestem ulicznym nocnym markiem-grajkiem, dla którego muzykowanie stało się rytuałem oraz ciężkim obowiązkiem. Dla kogo rzępolę? Dla tych zombiaków-potworniaków? Może! Z koszmaru wydostać się nie umiem. Proszę więc sąsiada, aby pożyczył mi czarnego koguta, którego pianie w końcu mnie obudzi. W ten sposób udaje mi się nagle wstać i już nie spać. Jeszcze tego samego popołudnia udaję się do miasta, gdzie rozpoczynam wakacyjną chałturę. I znów podsuwam pusty futerał niczym cygańska wróżbitka swą dłoń żebraczą.
Komentarze (4)
Dla mnie pierwszy drabbelek najlepszy.
Wszystkiego się namnożyło, skrótowo ująłeś wszelkie problemy tego świata. Brawo! Jednak najbardziej mnie ujął ostatni drabbelek o lajkach w przenośni i w realu. Pozdrawiam serdecznie!
Dzięki. Zabawa w zapisywanie najrozmaitszych, najgłupszych nawet dialogów i ćwiczenie się w szortach może być - jak widać - całkiem przyjemne i pouczające.
Witam
Czeskie mnożenie wywołuje uśmiech i postrach na przyszłość. Cóż takie czasy. Czegoż tutaj nie ma. drabelek na A ciekawy, ale lajki z kleszczami moim zdaniem najlepsze.
Pozdrawaim
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania