Kilka sekund na peronie
Na starym dworcu kolejowym czas płynął wolniej niż gdziekolwiek indziej. Zegar wiszący nad peronem tykał głośno, jakby każde jego uderzenie chciało przypomnieć, że sekundy są policzalne, nawet jeśli ludzie udają, że nie mają znaczenia.
Piotr siedział na ławce, ściskając w dłoniach smycz. Na jej końcu leżał zmęczony pies, stary kundel o siwej kufie i czujnych oczach.
- Myślisz, że zdążymy? - zapytał Piotr cicho, bardziej do siebie niż do zwierzęcia.
Pies uniósł głowę i machnął ogonem, jakby odpowiedź była oczywista.
- Zawsze tak robisz - westchnął Piotr. - Udajesz, że wszystko będzie dobrze.
Obok nich przystanęła starsza kobieta z walizką.
- Ładny pies - powiedziała z uśmiechem. - Widać, że wierny.
- Bardziej niż ja sam - odparł Piotr. - Czeka ze mną tu już trzeci dzień.
Kobieta uniosła brwi.
- Na kogo pan czeka?
Piotr spojrzał na zegar.
- Na kogoś, kto obiecał wrócić. Mówił, że to tylko kilka minut... kilka sekund.
Pies nagle wstał i napiął smycz.
- Co jest? - Piotr podążył wzrokiem za jego spojrzeniem.
Na końcu peronu pojawiła się sylwetka mężczyzny biegnącego w ich stronę.
- Piotr! - krzyknął przybysz. - Przepraszam... zgubiłem się w czasie.
Pies zaszczekał radośnie, jakby wiedział od początku.
Starsza kobieta uśmiechnęła się pod nosem.
- Widzisz - powiedziała. - Czasem wystarczy pies i kilka sekund nadziei.
Zegar na dworcu tyknął kolejny raz, ale tym razem nikt już nie zwracał na to uwagi.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania