Kłamałam
Nie powinnam była kłamać.
Ale kłamałam
bo łatwiej było powiedzieć „nic”,
niż przyznać, że wszystko we mnie krzyczy Twoim imieniem.
Mówiłam, że nie tęsknię
a przecież tęsknota siedziała we mnie jak cierń,
cichy, uparty,
nie do wyjęcia.
Kłamałam
Gdy mówiłam, że nie kocham.
Bo miłość we mnie nie gaśnie,
ona szarpie, drży, powraca jak burza.
Od początku było w Tobie coś znajomego
coś, co nie pytało o zgodę,
tylko przyszło i zostało.
Jakbyśmy kiedyś już stali naprzeciw siebie
w innym czasie,
w innym życiu,
i nie zdążyli się wtedy rozstać naprawdę.
A teraz…
los prowadzi nas krętymi drogami,
jakby chciał sprawdzić,
ile wytrzyma serce.
I moje nie wie już nic.
Jest we mnie hałas
myśli rwą się jak wiatr przez szczeliny,
nie dają spać,
nie dają oddychać spokojnie.
Nie wiem, co zrobić z tym uczuciem,
które nie chce być ciche.
Ale wiem
spotkamy się.
To nie jest nadzieja.
To coś cięższego.
Pewność, która przychodzi bez pytania.
Więc idź przez swoje dni
a ja będę i tak przy Tobie,
niewidzialnie, uparcie,
jak coś, czego nie da się już cofnąć.
Bo jesteś we mnie
nie w słowach,
nie w obietnicach,
tylko głęboko,
tam, gdzie nie sięga żaden rozsądek.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania