Klatka
Jestem w złotej klatce niczym ptak. Tylko że moja klatka nie jest taka złota jak u tego ptaszka – bardziej przypomina zimny metal, którego nie da się dotknąć zimą, bo jest tak zimny, ale nie da się go dotknąć również latem, bo cię poparzy.
W takiej klatce każda pogoda jest nie do wytrzymania, więc to nic dziwnego, że gdy tylko jest okazja, próbuję się wydostać.
Nigdy skutecznie.
Zawsze dodają kolejne pręty i wzmacniają poprzednie tak, bym na zawsze tkwiła tylko w nich. Mówią, że to dla mojego dobra, abym nic sobie nie zrobiła.
Ale jak mam się nauczyć latać, skoro nigdy nie wolno mi było wyjść z tej klatki?
Nigdy mi nic nie wolno, tak naprawdę nie mam kontroli nad swoim życiem. Chociaż marzę o wielkim niebie, gdzie mogę beztrosko latać, to nigdy nie widziałam go w pełnej okazałości – tylko skrawkami, tylko to, co mi pokazali. Nawet gdy jestem z nimi w pokoju, to rozmawiają tak, jakby mnie tam nie było. Mówią, na jakie studia pójdę, gdzie będę pracować i mieszkać, jaki będzie mój mąż i moje dzieci.
Z każdym ich zaplanowanym krokiem ja tracę kolory. Już nie przypominam tego ptaka, którym byłam w dniu złapania, kiedy byłam pełna kolorów i życia. Nie jestem tym, czym byłam przed klatką – chociaż czy ja kiedykolwiek doznałam tej wolności?
Bo zawsze byłam w klatce, tyle że metalowych prętów było mniej, dało się oddychać.
W rozmowach o mnie zapominają uwzględnić moją opinię i moje potrzeby, a z każdym ich planowaniem dokręcają kolejne pręty. W pewnym momencie nie widzę już w ogóle nieba ani światła – słyszę tylko głosy. Głosy, od których można zwariować.
Komentarze (1)
Dobrze napisane. Nie wiem, na ile to fikcja, a na ile zapis osobistych przeżyć, w każdym razie życzę wszystkiego dobrego. Taki stan może się wydawać permanentny, gdy się w nim tkwi, ale nie zawsze tak jest.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania