Klątwa Aurora fanfik HP

Rozdział 1 .

Od kilku lat, gdy zostałem aurorem czekałem z niecierpliwością na takie zadanie, pomyślałem, czytając list, który sowa dostarczyła mi zaraz przy porannej kawie.

Moim zadaniem miało być rozwiązanie problemów w szkole magii Hogwarcie, pod koniec roku szkolnego do ministerstwa zaczęły przychodzić sowy o niepokojących rzeczach dziejących się w tamtejszym lesie, gajowy szkoły niejaki Thomas Victis został zaatakowany, przez jak to określił„Demoniczną zjawę". Zwierzęta na terenie lasu zachowywały się bardzo agresywnie, w trosce o bezpieczeństwo uczniów należało rozwiązać problem

„Nareszcie jakieś konkretne zlecenie od ministerstwa"-pomyślałem.

Dwudziestosześcioletni auror z paroma latami pracy nie mógł, zbyt często liczyć na ciekawe zlecenia, moje najczęściej ograniczały się do prostych interwencji przy włamaniach do sklepów z zakazanymi magicznymi przedmiotami, czy rozprawienie się ze złośliwymi klątwami, oraz przeklętymi przedmiotami

„No i będzie okazja, by zobaczyć Hogwart"-pomyślałem z zadowoleniem.

Odkąd przeprowadziłem się do Londynu, nie miałem takiej okazji, a podobno szkoła robi ogromne wrażenie.

Został mi dzień na przygotowanie, wyjąłem z szafy swoją czerwoną szatę aurora z obszytą złotym materiałem peleryną, podobno bardzo dobrze komponowała się z moimi kruczoczarnymi włosami, i brązowymi oczami. Sprawdziłem różdżkę ukrytą w drewnianym futerale oraz spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy do kufra. Na okres mojej pracy miałem zająć jedną z komnat w zamku. Zadanie miało zostać rozwiązane możliwe jak najszybciej, najlepiej do rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego.

Teleportowałem się w okolice zamku następnego dnia rano by przy krótkim spacerze podziwiać jego majestatyczny wygląd. Opisy z ksiąg były czystą prawdą zamek był fenomenalną magiczną budowlą. Na miejscu miał na mnie czekać jeden z nauczycieli, gdy przybyłem w okolice jeziora nieopodal zamku i podziwiałem piękno jego tafli  zobaczyłem zbliżającą się osobę na miotle, gdy podleciała bliżej, wylądowała zgrabnie blisko mnie. Była to młoda dziewczyna nieprzecietnej urody o czarnych włosach z zielono srebrzystymi pasemkami, czarna szata wyglądała bardzo gustownie na jej szczupłej figurze.Jej zielone oczy, wpatrywały się we mnie badawczo krótką chwilę

-Witam w zamku Hogwart, jestem Clara Zigen nauczycielka eliksirów oraz opiekunka jednego z domów w szkole magii, domyślam się, że jesteś Jael, auror wysłany z ministerstwa magii do pomocy przy naszym małym problemie

-We własnej osobie miło mi Cię poznac- uśmiechnąłem sie

- Nie rozumiem, po co przysyłają nam aurora, kadra nauczycielska w szkole potrafiłaby sama rozwiązać ten problem, mam nadzieje że nadęty minister magii nie lekceważy naszych umiejetnosci- powiedziała z lekkim uśmieszkiem

- Z pewnością jesteście doświadczonymi czarodziejami, nie wątpię, ale ministerstwo chcę, by sprawa została rozwiązana byle szybko, by nie opóźnić rozpoczęcia roku szkolnego, a co o was myśli sam minister, nie mam pojęcia, gdyż nie widuje go zbyt często. A teraz może opowiesz mi o szczegółach tego, co się dzieje w lesie?

- Dobrze przejdziemy do konkretów, gdy dotrzemy do chaty gajowego Hogwartu. Masz swoją miotłę? Chyba wolisz podziwiać to miejsce z lotu ptaka, niż iść na piechotę zgadza się?

- Masz racje, nie mógłbym sobie tego odmówić- Vocatio ! Krótkim zaklęciem przywołałem miotłę.

- Leć za mną, pokaże Ci przy okazji okolice zamku- mówiac to szybko oderwała się od ziemi -I nie zostawaj w tyle!

* Vocatio -zaklęcie teleportujące przedmioty oznaczone wcześniej przez czarodzieja istnieje limit przedmiotów które można oznaczyć

Rozdział 2

Lot zapierał dech w piersiach, jezioro odbijało promienie słońca niczym lustro, a od widocznego z oddali zamku nie można było oderwać wzroku. Umiejętności Clary do lotu na miotle były niesamowite, ciężko było dotrzymać jej kroku, raz po raz obracała się, by upewnić się czy aby na pewno za nią nadążam. Po kilku minutach wylądowaliśmy na skraju lasu nieopodal chaty leśniczego

-Muszę przyznać, że znakomicie sobie radzisz w locie, pewnie grywasz też w quidlicha czyż nie?-Zapytałem z ciekawością

-Dziękuje za komplement, zanim zostałam nauczycielką eliksirów, uczyłam latania na miotle, ale quidlich nigdy mnie nie interesował-Odparła krótko

-A jeśli pozwolisz, że zapytam, co jest w kręgu Twoich zainteresowań?-Popatrzyłem na nią, opierając miotłę na ramieniu

-Jesteś bardzo dociekliwy Jael

-Dlatego zostałem Aurorem-Zaśmiałem się lekko

-Jesteśmy na miejscu mam nadzieje, że Thomas jest w chacie-Zapukała do drzwi

Otworzył nam muskularny łysy mężczyzna ubrany w skórzaną kurtkę koloru ciemnego brązu z naszytymi niedbale łatami. Chata była bardzo skromnie wyposażona kilka półek kominek stare dębowe łóżko ze słomianym posłaniem. Obok drzwi wejściowych oparta o ścianę była kusza a zaraz obok miecz

-O witam pani psor, właśnie wróciłem, z krótkiego spaceru może kawki? Zapytał uprzejmie

-Nie dziękuje, dziś muszę Ci kogoś przedstawić, to jest Jael, auror przysłany z ministerstwa magii do pomocy z problemami w zakazanym lesie-wskazała na mnie dłonią

-Witam Thomasie, chciałbym, żebyś opowiedział mi, co dzieje w lesie, i co niepokojącego zauważyłeś i co Cię zaatakowało

Thomas westchnął głęboko, usiadł przy stole, zamyślił się na chwile, popatrzył w okno i wreszcie zaczął

-Bardzo złe rzeczy się dzieją bardzo złe oj tak, niektóre zwierzęta niemagiczne i te magiczne zachowują się jak by cos w nie wstąpiło, odłączają się od stada i rzucają się na wszystko, co zobaczą. Trzeba trzymać sie traktów, jeśli chce się przejść przez zakazany las-zamilkł na chwile

-A co Cię zaatakowało? W liście od ministerstwa, który dostałem wspomniano o tym

-Oj tak ten przeklęty upiór, w lesie jest pewne miejsce, kamięnny krąg ze znakami runicznymi nie znam się na nich, ale przechodząc tamtędy nagle, zrobiło się ciemno i zerwał się wiatr,

wtedy zobaczyłem to przy ścieżce, wyglądało jak śmierć na chorągwi czarny płaszcz na starcie kości.

-Co było dalej?

-Rzuciło się to ścierwo na mnie, zacząłem uciekać czułem, że się zbliża prawie mnie dorwało, ale gdy przeskoczyłem strumyk, zorientowałem się, że już mnie nie goni-głos lekko mu się łamał opowiadając to

-Wiec miałeś dużo szczęścia Thomasie dobrze że nie probowałeś strzelać do niego z kuszy-wtrąciła Clara-Strata gajowego bolała by dyrektora

-Nawet bym nie zdążył jej załadować pani psor. Do tego wilki z czerwonymi ślepiami goniły mnie aż do chaty, psiakrew

Zamyśliłem się to, co mówił gajowy, było zbyt mało szczegółowe

-Widziałeś cos jeszcze? Jakieś niepokojące przejawy magii?

-Nic poza tą szkaradną kreaturą i nagłą ciemnością-odparł krótko

-Thomas jest charłakiem, myślisz, że dlaczego nosi ze sobą kusze i to żelastwo?-Clara rzuciła mi pytające spojrzenie

-Rozumiem, wiec będę musiał zbadać to na własną rękę i sam poszukać śladów magii

-Dobrze, ale będziesz musiał wziąść kogoś do pomocy, dyrektor prosił, żebyś nie pracował sam i najlepiej porozmawiał ze wszystkimi nauczycielami, którzy zostali pilnować Hogwartu, dopóki nie wyjaśni sie co sie tam dzieje

-Oczywiście najpierw i tak chciałem rozpakować swoje rzeczy w zamku mój kufer ma przyjść dopiero jutro rano

-Panie Jael niech pan uważa na to, co się czai w lesie i nie traktować tego lekko. Jestem gajowym kilkanaście lat i nigdy czegoś takiego nie widziałem- wtrącił poważnym głosem Thomas

-Nigdy nie lekceważę zagrożenia to ważna zasada dla aurora, może dlatego wciąż żyje, chociaż ostanimi latami nie miałem trudnych zadań-Uścisnąłem mu dłoń

-Dziękuje za pomoc jeśli pan coś sobie przypomni lub wydarzy się coś podejrzanego proszę dać mi znać-Uscisnałem mu dłoń

Profesor Claro czy może mnie teraz pani zaprowadzić mnie do zamku i wskazać komnatę?-Zapytałem się możliwie uprzejmie

-Tak, chodźmy, zamek Hogwart dawno nie gościł w swoich murach aurora, wieża Gryfindoru byłaby w sam raz.-Popatrzyła z sarkastycznym uśmieszkiem i wyszła z chaty.

Udając się do zamku, pomyślałem, że wypytam Clare o dyrektora szkoły, gdyż jedyne co wiedziałem to, że zastąpił on odchodzącego na emeryturę w ubiegłym roku mistrza transmutacji Viktora Alduma. I że wybrał go, sam minister magii.

-Pozwolisz Claro, że zapytam o obecnego dyrektora Hogwartu? Jak sprawuje się na tak poważanym stanowisku?

-Blackarm? Cóż, jeśli mam go opisać jak najkrócej to powiem, że to zasiedziały w swoich papierzyskach służbista, dawniej był naczelnym sekretarzem ministra magii. Nawet jako dyrektor często wykonuje jakieś wyliczenia i raporty na rzecz ministra-odparła szorstko

-Czyli zgaduje, nie jest to dla uczniów i nauczycieli poważny autorytet

-Chyba jedynie dla kujonów z Ravenclawu oni uwielbiają siedzieć nosem w książkach, dla moich podopiecznych z domu Slytherina dyrektor powinien być wybrany z szanowanego rodu czarodziejów oraz mieć odpowiednią moc na to stanowisko

-Ile jest domów w Hogwarcie?-zapytałem

-Cztery -Slytherin,Ravenclaw,Hufflepuff i Gryffindor . Slytherin to moi podopieczni-Odparła z nieukrywaną dumą

-A co z Twoim przedmiotem? Alchemia i eliksiry nie mają przed Tobą tajemnic?

- Oczywiście, jestem ekspertką w tej dziedzinie, dlaczego pytasz?

- Jeśli potrzebna mi będzie jakąś mikstura, mógłbym się do Ciebie zgłosić? Co prawda umiem uwarzyć podstawowe wywary, ale do poziomu eksperta mi daleko na przykład eliksir skupienia i koncentracji Venator potrafiłabyś go wykonać?- zapytałem, patrząc w jej oczy

-Z łatwością, ale wymaga to trochę składników i czasu, ale jeśli potrzebujesz rzadkich wywarów, będziesz musiał wydać parę galeonów, składniki do nich nie są tanie, a szkoła ma ograniczone zasoby.

Doszliśmy do długiego drewnianego mostu zakrytego drewnianym daszkiem. „Im bliżej tego zamku jestem, tym bardziej wydaje się przytłaczająco wielki" pomyślałem.

Rozdział 3

Szliśmy razem mostem potem wzdłuż murów aż wreszcie doszliśmy do dziedzinca. Pustka tak wielkiego zamczyska była troche przytłaczającająco mistyczna. W roku szkolnym napewno jest tu gwarno.Weszliśmy do srodka szkoły, kamienne korytarze z wysokimi sufitami pełne obrazów emanowały tajemniczoscią. Przed wysokimi schodami czekał na nas podstarzały mężczczyzna z brązowo siwymi włosami ubrany w niebiesko biały kubrak, zmarszczki na jego twarzy były bardzo wyraziste a w spojrzeniu widac było dostojeństwo.Widząc nas skłonił sie lekko.

-Oto pan Jarvis Mortei woźny Hogwartu. Oprowadzi Cię po najważniejszych częsciach zamku i pokaże Twoją komnate.Jarvisie to jest Jael auror który ma tu zadanie do wykonania-przedstawiła mnie Clara

-Witam szanownego Pana-skłonił sie raz jeszcze

-Mniemam że Hogwart podoba sie panu?

-Tak oczywiscie jest urzekający- odparłem

-Zostawię was teraz drodzy panowie, muszę wrócic do swoich obowiązków- wtrąciła Clara i udała się do wyjścia

-Tak jest oczywiście pani profesor-skinał głową -Proszę za mną panie Jael

-Zamek został zbudowany jak zapewne panu wiadomo pod koniec wczesnego średniowiecza, około 993 roku naszej ery przez czarodzieja architekta oraz czterech najsłynniejszych czarodziejów wszech czasów: Godryka Gryffindora, Helgę Hufflepuff, Rowenę Ravenclaw oraz Salazara Slytherina. Znakomite osobistosci i potężni czarodzieje.Od tego momentu zamek stał sie najlepszą szkołą magii na świecie.

Nie wiedziałem że czeka mnie teraz godzinny wykład na temat hisotrii zamku przeplatany postojami przy każdym portrecie dyrektorów Hogwartu.A było ich co najmniej z dziesięciu. Lecz nie mogłem mieć tego Jarvisowi za złe

był bardzo uprzejmy tylko trochę przynudzał.

Nasza wędrówka zapoznawcza zakończyła sie w wielkiej sali.

- Oto najwieksza sala użytkowa w szkole , mieszczą sie tu stoły dla każdego z domów Hogwartu oraz nauczycieli jedzą tutaj wszelkie posiłki. Oprócz tego przeprowadza sie tutaj ceremonie przydziału i egzaminy.Magiczne zaklęcie lustra, pokazuje faktyczny stan nieba nad zamkiem wspaniały widok nieprawdaż?-Klasnął w dłonie energicznie

Przy jednym ze stolików nauczycieli pojawilo sie kilka bardzo apetycznie wyglądających dań i deserów

-Proszę usiąsć i się częstować, pana komnata jest tak jak pokazywałem możliwie najblizej tej sali jeśli jednak nie mógłby pan trafić prosze odwiedzić mnie w mojej izbie- skłonił się nisko.

-Dziękuje Jarvisie bardzo wielu rzeczy sie dzieki Tobie dowiedziałem-usmiechnąłem sie w podziękowaniu

-Skłonił sie jeszcze raz i ruszył do wyjscia.

Popatrzyłem z apetytem na jedzenie, nałożylem troche ciasta i nalałem kawy z imbryka była wyśmienita.Pogrążyłem sie na chwile w myślach wpatrując sie w magicznie zawieszone nad głową chmury.Nagle drzwi otworzyły się, do sali szybkim krokiem weszła niska dziewczyna o złotych długich spiętych włosach, i dużych niebieskich oczach. Jej szaty koloru turkusowego opięte były szerokim skórzanym pasem ze złotą klamrą.Gdy mnie zobaczyła przy stole zatrzymała się z zakłopotaniem w miejscu jednak po chwili podeszła i przedstawiła się.

-Jesetm Sisiri Rones uczę zaklęć w Hogwarcie oraz opiekuje sie uczniami Hufflepuffu dla przyjaciół Sisy -uśmiechneła się szeroko

-Jael Stanger,auror.

Cięsze sie żę mogę Cię poznać może się przysiądziesz? -zaprosiłem ją uprzejmie

-Bardzo chętnie dziekuje, nikt mi nie powiedział kiedy masz dotrzeć do Hogwartu w naszej szkole dawno nie działo się nic złego nawet w zakazanym lesie, więc może dobrze że przysłano nam kogoś do pomocy zwłaszcza że nauczyciele mają teraz dużo pracy

-A czym sie teraz zajmujecie?-zapytałem

-Trzeba uporządkować papiery z ocenami, egzaminami , wyzerować punkty domów. Jednym słowem pełno papierkowej roboty, nowy dyrektor ceni sobie porządek w archiwum. A Ty co powiesz o swojej pracy lubisz być aurorem?

"Hmm dobre pytanie" pomyślałem.

-Owszem, ale czasami wiąże się to z dużym ryzykiem kładzie się wtedy swoje życie na szali ostatnio jednak trochę się nudzę zlecenia które dostawałem były mało angażujące.-odpowiedziałem po krótkim namyśle

-Hah, nauczyciel tutaj rzadko narzeka na nudę nie masz pojęcia co młodzi adepci magii potrafią wymyśleć i wyczarować spójrz na przykład na to-machnęła różdżką i przywołała wisiorek z lazurytu.

-Niby tylko zwyczajny kamień a każda dziewczyna która go założy nie będzie w stanie obgadywać tej która go wykonała. Nie wiem kto go stworzył ale odczarowanie tego zajęło mi tydzień wyobrażasz sobie?

Bardzo przyjacielska z niej dziewczyna pomyślałem słuchając jeszcze kilku historii o wybrykach uczniów.

-Jedyne czego w tym roku żałuję to tego że Hufflepuff nie wygrał pucharu domu , pomagam moim podopiecznym jak mogę ale zawsze od kilku lat wygrywał Slytherin lub Ravenclaw-Popatrzyła smutno przed siebie

-Jestem pewien że w tym roku w końcu się uda widzę że wkładasz w to dużo serca-pocieszyłem ją

- Oczywiscie nawet co roku dla ucznia który zdobył najwięcej punktów dla Hufflepuffu, zaklinam jakiś magiczny drobiazg, w tym roku na przykład był to pierścień który magicznie prasuje każde ubranie tego który go nosi. Niezła oszczędność czasu czyż nie?- zaśmiała się rozbawiona

- Uczniowie muszą Cię uwielbiać za pomysłowość-uśmiechnąłem się

- Słuchaj Sisy czy w szkole jest nauczyciel wróżbiarstwa?

-Naturalnie że jest, a czemu pytasz?

- Zanim udam się do zakazanego lasu chciałbym sprawdzić czy ta sprawa ma głębsze korzenie niektórzy lekceważą wróżby i spojrzenia w przepowiednie ale nawet nie wiesz ile spraw aurorzy rozwiązali z pomocą przepowiedni.A ja zawsze zaczynam zadania od sprawdzenia najprostszych wskazówek, jeśli oczywiscie to możliwe.Byłbym wdzięczny jeśli mnie do niego zaprowadzisz - poprosiłem uśmiechając się

-Nie ma sprawy i mam coś dla Ciebie, jeśli kiedykolwiek zgubisz się w zamku użyj tego-wyciągnęła kawałek pergaminu, to prosta mapa którą sama zrobiłam, pokazuje wszystkie miejsca w zamku i to gdzie Ty się znajdujesz.

-Bardzo Ci dziękuje Sisy jesteś bardzo pomocną osobą -uśmiechnąłem się do niej

. PS jeśli ktoś przeczytał proszę o komentarz to jest testowe parę rozdziałów by sprawdzić czy komuś się podoba

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania