Klepsydra
Gdy wyjeżdżałem, śnieg zaczynał żartować
– przy pomniku Kiepury spóźniony autobus
przepraszał, że oddycha.
Zjawiła się ona i podała mi kartkę:
numer telefonu i narysowane serduszko.
Nie było już z nią przystojnego Hiszpana.
Byłem tylko ja, zmarznięty,
z biletem w dłoni i zbyt ciężką walizką.
Autobus odjechał.
Z ciszą zniknęły zachwyty,
a okna pozbyły się szyb - napisz do mnie.
Wbrew pozorom życia nie rozpisano na role,
gramy tylko siebie. Oczekiwanie na ostatnie
ziarnko piasku to sens istnienia.
Wszystko już było, ale pragnienia pozostają
te same. Liczy się wielkość. Udeptana chwała,
miejsca na cokołach, owacje
i tłumy wielbicieli.
Plotki w kronikach towarzyskich pozwalają
samotność pokryć mgłą, wykopać za okno,
roztopić w morzu alkoholu.
Nad ranem zbieram rozrzucone zdjęcia,
pieczołowicie ułożone już nie gryzą.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania