Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klub Żółwi Lądowych Część Pierwsza

Wiesz co? - Felicjan gwałtownie postawił na stole szklankę z herbatą - Ty to masz dobrze. Nie masz żadnych obowiązków, nie musisz chodzić do pracy, nie płacisz podatków. Życie jak w Madrycie!

Średniej wielkości żółw lądowy patrzył na niego swoimi inteligentnymi oczami. Uważnie go słuchał, a tak przynajmniej się wydawało.

- Nawet nie masz pojęcia, jak ciężko jest funkcjonować! - żalił się Felicjan - Każdy człowiek musi harować jak wół, żeby coś mieć. Musi pójść do pracy, musi zarobić, kupić dom. Chyba, że chce mieszkać na ulicy! Tobie to wszystko jedno, skorupę dostałeś za darmo. To się nazywa mieć szczęście! Nie musiałeś nic robić! Nie płacisz za światło, ogrzewanie, ciepłą wodę... Nie masz problemów, właściwie. Twoim jedynym zmartwieniem jest to, w jaki sposób podnieść się, gdy się przewrócisz na plecy!

Felicjan usłyszał stłumiony chichot. Odwrócił się.

- W drzwiach stał jego syn, Feliks. Przyprowadził ze sobą kilku kolegów. Każdy wydawał się być niezwykle rozbawiony. Szkoda, że nie widział siebie w momencie, gdy energicznie wymachiwał rękami, mówiąc do żółwia.

- Cześć, tato - Feliks podszedł do ojca i lekko cmoknął go w policzek - Co robisz?

- A nie widać? - zdenerwował się Felicjan - Rozładowuję emocje!

- Wyżywa się pan na tym biednym stworzeniu? - zachichotał Robert.

- Nie pyskuj!

Żółw spoglądał na swojego właściciela z zaciekawieniem. Wyglądało to naprawdę komicznie.

- To biedne stworzenie zawsze mnie wspiera! Poniekąd - Felicjan poklepał zwierzę po skorupie - Słucha mnie, nigdy mi nie przerywa.

Chłopcy popatrzyli na siebie z rozbawieniem. Feliks uśmiechnął się do taty.

- Oczywiście. To twój najlepszy przyjaciel.

- Właśnie!

Felicjan trochę się uspokoił. Uważnie przyjrzał się kolegom syna.

Chłopak miał bardzo fajnych przyjaciół. Mili, sympatyczni, zabawni. No i przystojni.

Ciężko w to uwierzyć, ale w niemal całej Warszawie bardzo sławny był właśnie jeden z nich, Tomek. Szczególną popularnością cieszył się wśród starszych panów, których zresztą sam uwielbiał. Zawsze potrafił ich rozbawić, rozmawiał z nimi, tych odważniejszych zapraszał nawet na imprezy albo po prostu zabierał ich do restauracji lub na kawę. Świetnie się wówczas bawili. Niektórzy robili sobie z tego żarty, mówiąc na przykład, że Tomek najpierw oczarowuje i mami starszych panów, a potem zaciąga ich do łóżka. Nie była to prawda, jednak chłopak miał już za sobą pierwszy, poważny związek z 52-letnim, bardzo przystojnym panem Mikołajem. Mógł więc śmiało mówić, że ma pewne doświadczenie.

Felicjan zwrócił się do syna.

- Nie wziąłeś ze sobą Tomasza?

- Nie, zaraz tu przyjdzie. Chcieliśmy zabrać go z jego domu, ale powiedział, że musi coś przygotować - tajemniczo uśmiechnął się Feliks.

- Aha. To dobrze - zamyślił się mężczyzna.

Zerknął na kolegów syna. Chłopcy bawili się z żółwiem, co chwilę któryś opowiadał mu żart, a potem wszyscy wybuchali śmiechem. Gad również wyglądał na bardzo zadowolonego i leniwie spoglądał to na jednego, to na drugiego chłopaka jakby z lekkim rozbawieniem.

- Jak on ma właściwie na imię? - zagadnął Robert.

- Kto? - nieprzytomnie spytał Felicjan.

- Żółw.

- Aha... W zasadzie to nie ma. Pierwotnie miał się nazywać Edmund, ale nie mogłem się przyzwyczaić i cały czas mówiłem na niego po prostu żółw. Tak zostało.

Chłopcy zachichotali.

- Edmund - zaśmiał się Filip - Dobre! Serio!

Zadzwonił dzwonek. Feliks poszedł otworzyć.

W drzwiach stał szeroko uśmiechnięty Tomek.

- Cześć i czołem! Co tam?

- E, nic. Chłopaki bawią się z Mundem.

- Kim? - zdziwił się Tomek.

- Z żółwiem. Tak go nazywam. Mund.

- O matko... - zaśmiał się chłopak - To brzmi jak jakieś niemieckie słowo! Tata w domu?

- Pewnie. Przed chwilą urządził żółwiowi wykład na temat życia - westchnął Feliks - A teraz obserwuje chłopaków.

- Uuu...

- Co?

Tomek wybuchnął śmiechem.

- Uważaj, bo coś czuję, że niedługo będziesz mieszkał w specyficznym haremie!

- Haha, baaardzo śmieszne - mruknął Feliks - Właź.

Tomek wszedł do domu, uprzednio dokładnie czyszcząc buty. Był dobrze wychowany, dzięki czemu zyskiwał w oczach starszych panów.

- Co tak szykowałeś? - spytał Feliks.

- Coś bardzo fajnego - tajemniczo uśmiechnął się chłopak.

Weszli do salonu. Felicjan przyglądał się kolegom syna, bawiącym się z żółwiem. Mężczyzna dziwnie wyglądał, był jakby smutny.

- Dzień dobry - przywitał się Tomek - Jak się pan ma?

Felicjan natychmiast się ożywił, a jego twarz rozjaśnił uśmiech.

- Witaj! Wszystko dobrze, dziękuję. A u ciebie?

- Też w porządku. Mam coś dla pana.

Tomek dał mu znak ręką. Mężczyzna wstał i pozwolił zaprowadzić się do kuchni.

- Co tam masz?

Chłopak uśmiechnął się i wyciągnął z kieszeni spodni drobny, srebrny naszyjnik.

- To dla pana.

Felicjan wpatrywał się w błyskotkę z lekkim szokiem.

- Ależ nie trzeba było - zarumienił się - Ile to musiało kosztować...

- To prawda, nie był tani. Ale pan jest tego wart.

Tomek uśmiechnął się zachęcająco.

- Przepraszam, ale nie mogę tego wziąć - powiedział wreszcie Felicjan.

- Niech pan przyjmie to ode mnie, bardzo proszę.

Mężczyzna westchnął. Patrzył to na naszyjnik, to na Tomka. Nie wiedział, co zrobić. Nagle coś przyszło mu do głowy.

- Dlaczego mi to dajesz? - spytał - Czym sobie zasłużyłem? Uratowałem ci życie?

Tomek spoważniał.

- Tak. Żeby pan wiedział.

- Nie rozumiem...

- Można powiedzieć, że w pewnym sensie mnie pan uratował. Bardzo mi pan pomógł w najtrudniejszej chwili w moim życiu. Nie wiem, jak bym sobie poradził po rozstaniu z Mikołajem, gdyby nie pan. To było dla mnie ciężkie przeżycie. Bardzo go kocham i ta sytuacja mnie zdołowała. Czułem się wtedy po prostu porzucony, jak stary, nikomu niepotrzebny rupieć. To pan udowodnił mi, że są ludzie, którzy mnie potrzebują. Pokazał mi pan, że moje życie ma sens. Dzięki panu uwierzyłem, że jeszcze znajdę swoją wielką miłość.

Felicjan słuchał tego z nieukrywanym wzruszeniem. Nie potrafił przykryć tego maską niedostępności czy czegoś innego. Chciał za wszelką cenę sprawiać wrażenie człowieka twardego i silnego, ale nie zawsze mu się to udawało.

- Naprawdę? - spytał cicho.

- Tak. Wiem, że to tylko naszyjnik, ale proszę to wziąć jako dowód ogromnej wdzięczności. Bardzo pana proszę.

Felicjan wreszcie nieśmiało wyciągnął dłoń po błyskotkę. Patrzył przy tym w oczy Tomka. Lśniły jak dwa brylanty.

- Dziękuję - mężczyzna przycisnął naszyjnik do piersi - To dla mnie ważne.

- To ja dziękuję - uśmiechnął się chłopak.

Stali tak jeszcze przez chwilę, patrząc na siebie z zadowoleniem, gdy do kuchni wszedł roześmiany Feliks.

- Oj, przeszkadzam wam? - spytał - Co robicie?

- Powiedzmy, że spłacam dług wdzięczności - Tomek puścił mu oko.

- Rozumiem. Dobra, chodźcie do pokoju. Robię herbatę. Dla wszystkich.

 

Feliks zaparzył czarną, angielską herbatę z pomarańczą. Żółw został natomiast poczęstowany wodą.

- Pyszne! - zachwycał się Filip - Jaka dobra!

- Dziękuję - chłopak uśmiechnął się skromnie - Tata nauczył mnie, jak robić idealnego earl greya. To mistrz parzenia herbaty.

Mężczyzna chyba nie słyszał tej uwagi. Przyglądał się, jak żółw powoli pije wodę z talerzyka.

- On jest taki słodki! - emocjonował się Robert.

Felicjan spojrzał na niego zszokowany.

- Nie pan! Żółw! Przepraszam... - wybełkotał chłopak.

Ktoś zapukał do drzwi.

- Ja otworzę - pan Larson wstał.

Na zewnątrz stał wysoki, młody chłopak. Miał jasnobrązowe włosy i orzechowe oczy, ubrany był w skórzaną kurtkę, białą koszulę i czarne spodnie.

- Hej! Nie przeszkadzam?

Felicjan obejrzał się za siebie i wyszedł z domu, zamykając drzwi.

- Cześć! Oczywiście, że nie. Tylko nie mogę cię teraz zaprosić, w środku jest mój syn i jego koledzy.

- Rozumiem - chłopak uśmiechnął się szeroko - Może mógłbym przyjechać wieczorem? Wymyśliłbym jakieś fajne zajęcie... - zamruczał.

- No, mam nadzieję - Felicjan przytulił się do niego - Jaki ty jesteś kochany, Tadziu...

- Ty też. Przyjadę wieczorem.

- Będę czekał!

Chłopak delikatnie pocałował go w usta i jeszcze raz mocno przytulił.

- Kochanie, prosiłem cię, żebyś nie jeździł na motocyklu - powiedział zdenerwowany Felicjan - To jest niebezpieczne.

- Skarbie, ja jeżdżę na tym od lat! Można powiedzieć, że akurat pod tym względem mam doświadczenie. Nie bój się!

- Ale ja się martwię! A jak będziesz mieć jakiś wypadek? Coś ci się stanie? Może do końca życia będziesz sparaliżowany, może będą musieli cię karmić przez sondę, a może całe życie spędzisz w szpitalu?! - panikował Felicjan - A co, jeśli coś ci się stanie z mózgiem? A jeśli stracisz pamięć? A jeśli...

- Kochanie, uspokój się - Tadeusz objął go ramieniem - Nie masz się czego bać, naprawdę. Znam się na prowadzeniu motocykla...

- Ale...

- Nie martw się! Obiecuję, że będę na siebie bardzo uważać. Przysięgam!

Felicjan dokładnie mu się przyjrzał. Nie wyglądał na przekonanego.

- No dobrze... Ale uważaj na siebie, proszę cię.

- Obiecuję.

Chłopak pocałował go i przytulił. Wreszcie oderwał się od niego, z wyraźnym ociąganiem i jakby bólem.

Odjechał na motocyklu. Felicjan patrzył na to z niepokojem. Nie miał pojęcia, jak przekonać Tadeusza, żeby przestał używać tego niebezpiecznego transportu.

Wrócił do domu z tęsknym spojrzeniem. Tak bardzo chciał, żeby ukochany znowu go przytulił...

- Kto to był? - zainteresował się Feliks.

- Eee... Listonosz! - zawołał mężczyzna.

- Ten żółw jest genialny! - zaśmiał się Robert - Muszę namówić tatę, żeby mi takiego kupił.

- Miło mi - uśmiechnął się Felicjan - Edmundowi też.

Ponownie rozległ się dzwonek do drzwi. Mężczyzna groźnie na nie spojrzał.

- Czy ktoś się uwziął?

Poszedł otworzyć. Na zewnątrz stali jego koledzy, radośni i pełni energii.

- Siemano! Cześć, Feluś! - zawołał Robert, wymachując w powietrzu dwoma butelkami wina.

- A ty co? - zainteresował się gospodarz.

- Jak to co?! Przyszliśmy, żeby zrobić ci coś w rodzaju przyjęcia. Na początek.

- Nie rozumiem...

- Nie pamiętasz? - zdziwił się Łukasz - Przecież dzisiaj jest rocznica. Mija 45 lat od dnia, w którym się wszyscy poznaliśmy! Jesteś tak zapracowany, że zapomniałeś!

- O, przepraszam...

- Przestań! Chcemy, żebyś się rozerwał.

- No dobra, to chodźcie.

Chłopcy poszli na górę, do pokoju Feliksa, razem z żółwiem. Całe szczęście, że nie byli obecni na ,,przyjęciu" starszych przyjaciół.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Kocwiaczek rok temu
    Tekst ciekawy, błędów nie widzę chociaż gubię się nieco w imionach. Trochę chaotyczna historia bo żaden wątek nie został dokończony jednak z przyjemnością przeczytam dalsze rozdziały bo mnie zaintrygowałaś.
  • Klaudunia rok temu
    Dziękuję!
    Chyba faktycznie dużo imion. To początek, więc na razie nie nie jest jasne : )
  • Damn, kolejne opowiadanie zaczynasz?! OK, przekonaliście mnie wszyscy... Czas nauczyć się pisać dwa lub więcej opowiadań naraz! Jeśli chodzi o sam tekst to mnie też zaciekawił. Czekam na dalsze rozdziały :)
  • Klaudunia rok temu
    Dziękuję : )
    Początek wyglądał tak, jakby to miała być krytyka! Bardzo mi miło. Potrafię pisać mnóstwo opowiadań naraz
  • Dekaos Dondi rok temu
    KLauduniu→Przeczytałem→Ciekawie się zapowiada i zgodnie z tradycją→uciachnięty koniec jak trzeba.
    Dialogi też → na luzie i fajne.
    Jeno o zgroza→64 x się:)) To mi przeszkadzało trochę w czytaniu→dlatego→ 4+→Pozdrawiam:)
    P.S→Tylko bardzo nieładnie zaniedbywać Milicjanta:)
  • Klaudunia rok temu
    Spokojnie, dbam o Milicjanta : )
    Mam przypływ weny, ciągle nowe pomysły. Miło mi ; )
    Jakie 64?
  • Klaudunia rok temu
    A, za dużo ,,się"?
  • Dekaos Dondi rok temu
    Klauduniu →Właśnie:) →W mym odczuciu, rzecz jasna:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania