Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Klucz do róży - Rozdział 1
Rozdział 1
- Rozalia! Gdzie jesteś?! – Nawoływała Mama Rose. Z wyrzutami sumienia, zignorowałam ją.
W tej chwili miałam ważniejsze sprawy na głowie. Mianowicie rozprawiałam się z pewnym ignorantem odpowiedzialnym za zniszczenie róż Mamy. Był to Tobby. Mały, pulchny obżartuch, ubrany w piżamę z naszego sierocińca. Już od tygodnia go śledziłam bo był moim pierwszym i jedynym podejrzanym. Jak tego dokonałam? Dziecinnie proste. Nasz mały Tobby nigdy nie wchodzi w głąb ogrodu. Zawsze siedzi na ławce i obżera się słodyczami. Jednak od kilku dni zaczął chodzić za dom, gdzie kwitły najpiękniejsze róże. Dałam mu szansę i poprzestałam na obserwacji. Jednak dzisiaj przebrała się miarka. Ten mały prosiak chował w różach woreczki ze słodyczami bo Mama ostrzegła go, że jego obżarstwo zaczyna być niezdrowe. Więc nasz mały cwany lis wymyślił sobie, że będzie po cichu podjadał w ogrodzie. Był to idiotyczny pomysł z uwagi na to, że ogród za domem to ukochane miejsce Mamy Rose, a żeby było zabawniej przedzierał się przez róże i chował słodycze w dziurach muru – przy okazji niszcząc kwiaty.
Tak więc dobrnęliśmy do teraźniejszości, w której stoję naprzeciw małego, zapłakanego Tobby’ego, niższego ode mnie o jakieś pół metra. Wpatruję się w niego moim firmowym, świdrującym spojrzeniem, ale jakoś nie jest mi go szkoda.
- Co się stało Tobby? Czemu płaczesz? Czyżbyś się mnie bał? – Zapytałam udając nieświadomą powodu jego łez. – Hm, wiesz dobrze, że nabroiłeś. Niestety nie mam dla ciebie dobrych wieści. Za chwilę pójdziesz ze mną prosto do Mamy Rose. Przyznasz się do swojego nieposłuszeństwa i wandalizmu wobec jej ukochanych róż. Zrozumiałeś Tobby? – Spytałam nadal wiercąc mu dziurę w brzuchu. Nasz mały prosiak jednak tylko kiwnął szybko swym świńskim ryjkiem i zaczął spazmatycznie szlochać. Niestety szczęście dzisiaj nie było po jego stronie, ponieważ jak już można było zauważyć – nie przepadam za nim. Na swoją obronę – mam powody. Nasz mały jegomość nie jest taki niewinny i bezbronny jak mogłoby się wydawać. Często wszczyna bójki wśród innych dzieci, kłóci się – choć często nie ma racji – no i oczywiście podkrada dzieciom ich słodycze.
Złapałam Tobby’ego za jego tłusty nadgarstek, aby mieć pewność, że nie ucieknie i poszliśmy na przód domu. Mama Rose nadal tam stała i mnie nawoływała. Gdy nas zobaczyła jej twarz wyrażała jednocześnie ulgę i zdziwienie. Byłam blisko z Mamą i dobrze wiedziała, że nie przepadam za Tobby’m. Dlatego też od razu zrozumiała, że coś jest na rzeczy.
- Rozalio, co się stało? Czy Tobby znów coś przeskrobał? – Zapytała zaniepokojona.
- Niestety tak Mamo. Pamiętasz, jak ostatnio zastanawiałyśmy się kto niszczy twoje róże? Otóż obserwowałam podejrzanego już od tygodnia, aby się upewnić i złapałam sprawcę na gorącym uczynku. Nasz kochany Tobby złamał twój zakaz związany ze zmniejszeniem ilości słodyczy, a na domiar złego ukrywał smakołyki w dziurach muru. Oczywiście aby się tam dostać musiał przebrnąć przez twoje róże, ale jak taki słoń w składzie porcelany mógłby pomyśleć o czymś takim jak jakieś kwiatki, nieprawdaż Tobby? – Spytałam winowajcę, który czmychnął za plecy Mamy niemalże dławiąc się szlochem.
- Oj nie Tobby! Miarka się przebrała. Ostrzegałam cię co będzie jeśli złamiesz mój zakaz. Jutro piszę do Mamy Miry i poproszę ją o przydzielenie ci twojej własnej Mamy, która będzie cię pilnować. Całą dobę. – Oznajmiła Mama. Oczywiście reakcja Tobby’ego była do przewidzenia - wybuchnął płaczem. Jednak Mama stała tylko niewzruszona i patrzyła na lament prosięcia.
- No dobrze. W takim razie skoro już wszystko ustaliliśmy, Rozalia idzie się przyszykować do snu, a Tobby idzie ze mną. Dopóki nie przyjedzie twoja prywatna mama, ja będę cię pilnować. Całą dobę. - Oznajmiła z jednym z jej kochanych uśmiechów na co Tobby zaserwował nam kolejną falę szlochu.
*
Jak co wieczór weszłam do dziewczęcego pokoju Numer 6 na parterze wypełnionego szeregami piętrowych łóżek i szafek z nocnymi lampkami. Pod łózkami znajdowały się szuflady na nasze rzeczy.
Zza drzwi dolatywały dźwięki żarliwych rozmów. Gdy tylko stanęłam w drzwiach oblepiły mnie przerażone oczy rówieśniczek. Gdy jednak zobaczyły, że to tylko ja, odetchnęły z ulgą i wróciły do rozmów.
- Rozalia, chodź tu szybko i opowiadaj jak tam ci poszło z Tobby’m! – zawołała jedna z moich przyjaciółek Abby. Siedziała na samym końcu pokoju przy łóżku wraz z resztą moich przyjaciółek: Lindą oraz Katherin. Ogólnie uważałam się za przeciętniaka. Nie byłam ani popularna, ani nielubiana. Co nie oznacza, że mi to przeszkadza. Lubię swoje życie i choć dla większości jest to dziwne to już tego nie zmienię.
Podeszłam do przyjaciółek i usiadłam na krawędzi łóżka. Gdy opowiedziałam im o całej sytuacji śmiały się w niebogłosy. Żałowały, że nie widziały miny Tobby’ego. Nie miałyśmy jednak zbyt dużo czasu na pogaduszki bo nagle Mama wpadła do pokoju, który w sekundę z głośnego kurnika zmienił się w cichą przestrzeń. Nie zapowiadała ona jednak nic dobrego.
- No moje kochane papużki, jesteście tak głośne, że słychać was na trzecim piętrze. Dzisiaj nie mam już siły się na was złościć, ale żeby mi to było ostatni raz, dobrze? – spytała Mama, na co chórem odpowiedziałyśmy „Tak Mamo Rose”.
Gdy wyszła zapaliłyśmy lampki nocne i plotkowałyśmy o Tobby’m oraz o tym, jaką Mamę mu przydzielą.
- Może będzie tak oschła, że w końcu go wychowa!
- A może będzie za miękka i Tobby owinie sobie ją wokół pulchnego palca!
- A może chodźmy już spać? – Spytała zniecierpliwiona Scarlett - istna hrabina naszego sierocińca. – Wiem, że ekscytujecie się całą tą sytuacją, ale jestem naprawdę zmęczona.
- Czym? Siedzeniem? – Spytała Linda.
- Nie, Lindo. Dzisiaj miałam bardzo pracowity dzień – odparła oburzona Scarlett. – Mama Rose kazała mi podlać wszystkie kwiatki na parapetach z parteru. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mnie to zmęczyło – dokończyła. W pokoju zapadła cisza po której nastąpiło chichotanie. Nie chcąc doprowadzić do kłótni wróciłyśmy do swoich łóżek i zgasiłyśmy lampki nocne. Już po chwili wszystkie zapadłyśmy w głęboki sen. Z jednym wyjątkiem. Scarlett, która przez dłuższy czas wierciła się nie znając powodu naszego rozbawienia. No cóż, nie każdy rodzi się inteligentny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania