Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 10

Rozdział 10

Czułam, że długo spałam, lecz nadal byłam niewyspana. Otworzyłam oczy, ale kosztowało mnie to wiele bo czułam, jakby były z ołowiu. Rozejrzałam się i zrozumiałam, że jestem w pokoju Mamy Rose. Nagle zalała mnie fala wspomnień z naszego pokoju. Nagle znów zaczynałam ciężko oddychać, lecz wtedy poczułam ukłucie. Okazało się, że to Mama Rose podała mi środki uspokajające bo już po chwili poczułam się trochę lepiej. Spojrzałam w stronę ukłucia. Mama Rose patrzyła na mnie zmartwionym wzrokiem.

- Witaj Rozalio. Jak się teraz czujesz? – Zapytała.

- …Fizycznie dobrze, ale psychicznie jest gorzej – przyznałam. Zrobiłam krótką przerwę i dokończyłam szlochając. – Przepraszam Mamo. Nie chciałam cię martwić, ale ten widok, to wszystko. Nie wiem kto zrobił coś tak okropnego, ale na pewno nie jest normalny – Znów zrobiłam przerwę po czym kontynuowałam. – Chcę cię prosić tylko o jedno. Pozwól mi pójść na jutrzejszą imprezę pożegnalną. Tak strasznie się na nią cieszyłam i nie zniosłabym tego, gdyby mnie ominęła. Zresztą, dobrze mi to zrobi. Chociaż odgonię złe myśli – dokończyłam. Mama Rose patrzyła na mnie chwilę po czym przytaknęła głową na znak zgody. Ucieszyłam się. Szkoda by było, gdyby cały nasz plan poszedł na marne. I wtedy coś sobie uświadomiłam.

- Mamo, co z dziewczynami? Gdzie one teraz są? Jak się trzymają? – Zalałam ją pytaniami.

- Są całe i zdrowe kochanie. Widziały łazienkę tylko z pokoju. Reszty nie zobaczyły bo siedziały przy tobie. Abby też nie zdążyła bo była zajęta tobą. Zaraz przyniosę ci jedzenie, a jak tylko będziesz gotowa pomogę się ubrać – wstała i skierowała się w stronę drzwi na dwór, ale przystanęła i dodała. – Ach, zapomniałabym. Przespałaś resztę wczorajszego dnia, dziś jest pożegnalna impreza – skończyła po czym wyszła. Zostałam sama z myślami. Chciało mi się płakać, krzyczeć i zamknąć w tym pokoju na zawsze. Lecz wiedziałam, że nie czas na to. Mogłam przeżyć tę traumę później, jednak teraz musiałam być silna i skupić się na planie.

Położyłam się i na chwilę zamknęłam oczy. Wtedy poczułam dziwną woń. Tak słodką, że aż mdłą, duszącą. Po chwili nie wiedziałam już gdzie jestem i co się dzieje. Po prostu zapadłam w słodko duszący sen.

*

Powoli otworzyłam oczy. Chciałam się ruszyć, lecz poczułam, że coś mi przeszkadza. Wtedy byłam już w pełni przytomna. Zrozumiałam, że jestem związana, a usta zaklejono mi taśmą. Ktoś ubrał mnie w suknię od Mamy Rose, ale nie to mnie aktualnie najbardziej obchodziło. Na początku znów prawie zaczęłam panikować, lecz wtedy usłyszałam głosy i muzykę. Odwróciłam się w jej stronę i już wiedziałam gdzie jestem. Znajdowałam się pod furgonetką. Tą samą, która stała przy różanym labiryncie i wejściu na pożegnalną imprezę. Teraz byłam już w pełni skupiona. Czułam jak adrenalina buzuje w całym moim ciele.

Zaczęłam poluzowywać sznury. Na szczęście okazało się, że wiązał je człowiek z niskimi umiejętnościami do wiązadeł. Gdy uwolniłam już ręce i nogi czekało mnie zerwanie taśmy. Zrobiłam to szybko i boleśnie. Klej był tak mocny, że nie wiedziałam czy kiedykolwiek odrosną mi włosy w tym miejscu. Oprócz muzyki nie słyszałam żadnych kroków ani rozmów więc powoli wysunęłam się spod furgonetki i pędem rzuciłam się w stronę wejścia do różanego labiryntu. Przyznam, że widok od środka był oszałamiający. Ten cudowny zapach róż i te cudownie rozwinięte kwiaty. Stan spisał się doskonale.

Nagle usłyszałam szelest liści. Powoli się odwróciłam i ujrzałam jednego z organizatorów w wejściu do labiryntu.

- Ojej… - wydusiłam z siebie i pędem rzuciłam się w głąb labiryntu. Z tego co słyszałam organizator postanowił pójść w moje ślady, ale nie był tak szybki. Pomimo utrudnienia w postaci sukni byłam o wiele do przodu. Jednak w pewnym momencie potknęłam się i upadłam. Spojrzałam o co zahaczyłam. Niestety to nie był mój szczęśliwy dzień. Nade mną stał wysoki zbudowany mężczyzna ubrany cały na czarno. Był łysy i pokryty licznymi bliznami. Postanowiłam, że powoli się wycofam, gdy poczułam, że dotknęłam czegoś metalowego. Kątem oka dostrzegłam, klucz! To musiał być klucz otwierający furtkę do ogrodu!

Nadal będąc pod wpływem adrenaliny jedną dłonią schowałam klucz w ukrytej kieszeni sukni, a drugą złapałam kupkę piachu. Gdy mężczyzna zaczął się do mnie zbliżać dostrzegłam cały arsenał broni na jego pasku. Kiedy miał już sięgać po jedną z nich rzuciłam mu piaskiem prosto w oczy. Zaczął krzyczeć i się miotać, lecz ja byłam już w połowie drogi do furtki. Tak jak mówił Stan furtka była za zakrętem od róży z kluczem, a klucz był w dolnej róży. Najszybciej jak potrafiłam włożyłam klucz w furtkę i przekręciłam. Słysząc szczęk puszczającego zamka poczułam lekką ulgę. Weszłam do ogrodu i – zamarłam.

Ten ogród, znałam go, śniłam o nim. To dokładnie ten sam ogród, który przyśnił mi się przed wyjazdem na obóz. Z zamyślenia wyrwał mnie świeży powiew wiatru niosący ze sobą słodkawo mdłą woń. Tak, teraz pamiętałam. To ją poczułam tuż przed tym, kiedy zasnęłam. Później obudziłam się pod furgonetką – chyba najgłupsza kryjówka na uprowadzoną osobę jaka mogła być. Woń dochodziła z chatki. Nie zastanawiając się długo podeszłam do drzwi i weszłam do środka. Wystrój również niczym się nie różnił – wyglądał jak z mojego snu.

Na stoliku kawowym nadal stała tajemnicza szkatułka. Pomyślałam, że może klucz od furtki otworzy również zamek szkatułki. Niepewnie włożyłam klucz w zamek i usłyszałam szczęk puszczającego zamka. Zniecierpliwiona otworzyłam ją i ujrzałam coś czego kompletnie się nie spodziewałam. W środku były listy i zdjęcia. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to szaro-białe zdjęcie dwojga młodych ludzi. Przystojny mężczyzna o ciemnych włosach i jasnych oczach wpatrujący się w blondwłosą, piękną dziewczynę o ciemnych oczach. Ona również patrzyła na niego z wielkim uczuciem. Chciałam przejrzeć listy, lecz usłyszałam szelest liści i dostrzegłam mężczyznę z bliznami. Nie czekając rzucił się w moją stronę i wpadł do domku. Był wściekły. Udało mi się uciec z domku wraz z kluczem i szkatułką, lecz – znowu – o coś zahaczyłam i upadłam tuż przed furtką. Pomału otworzyłam oczy i dostrzegłam dziwny przedmiot. Wyglądał jak zegarek kieszonkowy, lecz nim nie był. Nie miałam lepszego pomysłu więc złapałam go, wstałam i wbiegłam prosto w mur z róż. Oczekiwałam, że wyjdę po drugiej stronie cała podrapana w zniszczonej sukni, lecz tak się nie stało. Obudziłam się – w domu Mamy Rose!

- Witaj Rozalio. Jak się teraz czujesz? – Zapytała spokojnie Mama. Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czy to mi się śni? Czy ja jeszcze żyję? Czy ja właśnie cofnęłam się w czasie!? Adrenalina nadal mnie nie opuszczała więc postanowiłam to wykorzystać.

- Lepiej Mamo. Jestem tylko jeszcze trochę zdezorientowana. Pomogłabyś mi się uszykować na pożegnalną imprezę? Wiem, że pewnie wolisz, żebym odpoczywała, ale leżąc jeszcze bardziej będę myśleć… O tym wszystkim – dokończyłam, a Mama zareagowała tak samo jak poprzednio. Dalej było już inaczej. Mama pomogła mi się ubrać i razem poszłyśmy poprosić kucharki o porcję wczorajszego obiadu dla mnie. Gdy zjadłam poszłam spotkać się z przyjaciółkami.

- O jejku Roz! Jak się czujesz!? Tak strasznie się o ciebie martwiłyśmy! – Wykrzyknęła Linda zamykając mnie w uścisku.

- Już wszystko dobrze, przepraszam, że tak was wszystkich nastraszyłam. Już wszystko dobrze – zapewniłam. Po chwili do Lindy dołączyła Abby i Katherin. Wszystkie ściskałyśmy się na środku pokoju – nowego bo poprzedni nie był do użytku z wiadomych powodów. Na przemian śmiałyśmy się i płakałyśmy jak jakieś wariatki. Kiedy w końcu się uspokoiłyśmy każda po kolei zabrała się za szykowanie. Ja dzięki Mamie byłam już gotowa więc pomagałam dziewczyną, żeby były jeszcze bardziej olśniewające. Po dobrych Czterech godzinach byłyśmy gotowe. Wszyscy zaczęli już iść w stronę imprezy, a my – wcielać nasz plan w życie.

Było wcześniej niż poprzednio, więc nie powinnam trafić na organizatora i mężczyzny z bliznami. Dziewczyny poszły na imprezę życząc mi powodzenia, a ja poszłam tą samą drogą co poprzednio. W miejscu gdzie znalazłam klucz kucnęłam i szturchałam wszystkie dolne róże. Szybko natrafiłam na tę z kluczem. Następnie powtórzyłam wszystko, aż do otwarcia szkatułki. Wiedząc, że mam więcej czasu niż poprzednio zdążyłam przeczytać kilka listów. Były to korespondencje pomiędzy Lilianną, a Rick’iem. Czytając je coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z okrutnej prawdy, którą musiałam zaakceptować. William i Adam okazali się jeszcze bardziej niebezpieczni niż myślałam.

Moją uwagę przykuł pewien szczegół w liście Rick’a do Lilianny. Pisał o tajnym pokoju pod domkiem, a żeby się do niego dostać trzeba otworzyć różę. Na początku nie zrozumiałam o co chodzi, lecz po chwili – olśniło mnie. Czym prędzej wróciłam do róży, z której wypadł klucz i zajrzałam wewnątrz jej płatków. Nie myliłam się. Ta róża nie była prawdziwa, tylko sztuczna, a w jej samym środku znajdowała się dziurka od klucza. Wsadziłam w nią klucz i przekręciłam, lecz nie usłyszałam żadnego szczęku zamka. Dla pewności wróciłam do ogrodu. Dusząca woń była jeszcze intensywniejsza, a z domu ulatniał się różowy dym.

- Czyli klucz zadziałał – pomyślałam i wbiegłam z powrotem do domku. Na środku pokoju pojawiło się zejście w dół. Z lekką obawą zeszłam i – zamarłam. Nie spodziewałam się tego co zobaczyłam. Przerażona nowymi odkryciami wbiegłam po schodach z powrotem do domku i pędem rzuciłam się w stronę furtki. Na ziemi znów znalazłam zegarko-podobne urządzenie. W locie złapałam je i schowałam do szkatułki razem z kluczem. Niestety na zakręcie znów spotkałam mężczyznę z bliznami. Byłam kompletnie spanikowana i otumaniona przez różowy dym. W tamtej chwili widziałam tylko jedną drogę ucieczki – przez róże.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania