Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Klucz do róży - Rozdział 12
Rozdział 12
Właśnie czekałam w poczekalni na swoją rozmowę z terapeutką Judi. Rozmowy z nią pomagały mi uporać się z wydarzeniami z obozu. Chociaż gdyby nie Lucas – chłopak, który mnie uratował – nie wiem czy byłabym tutaj teraz. Biegł tyle kilometrów, aż do pierwszego miasteczka. Zabrał mnie do szpitala i opowiedział o wszystkim. W dużej mierze to dzięki niemu przerażające tajemnice skrywane przez Williama i Adama ujrzały światło dzienne
Dwadzieścia lat temu Lilianna przyjechała na obóz marzeń razem z sierocińcem robiącym za jej dom i rodzinę. Na obozie poznała chłopca, Rick’a. Spędzali ze sobą dużo czasu. Spotykali się co roku na obozach, a ich przyjaźń zaczęła przeradzać się w coś innego, bliższego. Jednak każda różą ma kolce.
Rick był synem założyciela obozu. Surowego założyciela obozu, który nie chciał, aby jego syn związał się z sierotą. Dlatego gdy dowiedział się o ciąży Lilianny zaplanował podstęp. Da donosić dziewczynie dziecko, a w nocy po narodzinach zabije i dziecko i matkę. Jednak Lilianna przejrzała plan Williama i zaplanowała awaryjną ucieczkę z ukochanym. W noc narodzin dziecka ukryje się w rogu pokoju i poczeka do ustalonej godziny. Jeśli do tego czasu William się nie zjawi pójdzie powiadomić o tym ukochanego i położy się spać. Lecz jeśli będzie coś planował ucieknie z dzieckiem w ustalone przez nią i Rick’a miejsce. Ten miał tam na nią czekać i w razie potrzeby uciekną jak najdalej od Williama i całego obozu.
Niestety, pech chciał, że Rick miał młodszego brata, Adama. Adam od zawsze był zazdrosny o starszego brata. Pragnął uwagi ojca, którą ten przelewał tylko na pierwszego syna. W końcu pragnienie przeszło w obsesję. Adam poświęcił życie wynalazkom ułatwiającym mu drogę do celu. Jego pierwszym dziełem, było urządzenie przypominające zegarek kieszonkowy. Jednak było to coś zupełnie innego. Urządzenie to pozwalało cofnąć się w czasie. To o ile się cofnęło zależało od proporcji różnych składników zawartych w zegarku.
Tak więc kiedy Adam został przyłapany na podsłuchiwaniu planów Lilianny i Rick’a używał zegarka. Kolejnym krokiem w jego chorym planie było uprowadzenie starszego brata, zamknięcie go w kapsule i przeprowadzanie eksperymentów.
W między czasie Lilianna uciekła z dzieckiem w umówione przez nią i ukochanego miejsce. Niestety nie było go – z wiadomych powodów. Wiedziała, że William zaraz się zorientuje, że w łóżku leżą poduszki, a nie ona i dziecko. Przebiegła tyle ile mogła i złapała auto jadące w przeciwną stronę do obozu. Dojechała w ten sposób do miasteczka lecz wiedziała, że to już jej koniec. Nie miała schronienia, była wyczerpana po ucieczce i porodzie, a dziecko zaczynało coraz bardziej marudzić. W końcu posunęła się do ostateczności.
Przebiegając obok sierocińca okryła dziecko kocem w różany wzór od Rick’a i położyła na nim liścik z krótką informacją i przypiętą lilią. Sama zawróciła i usiadła na jakimś poboczu. Po kilku minutach zjawił się William, który zabił Liliannę i ukrył ciało. Dziecka nawet nie szukał bo był przekonany, że Lilianna liczyła na jego łaskę i ukryła dziecko gdzieś w krzakach, a ono po prostu umrze z głodu.
Tymczasem Adam nie wiedział jeszcze co zrobi z Rick’iem, lecz szybko wpadł na pomysł. Rick kochał róże, a Lilianna lilie. Dlatego też miał problem, który kwiat wybrać. Postawił jednak na róże i zamienił w nią Rick’a. Po długich eksperymentach stworzył różowy dym wydzielający się z płatków Rick’a, a dokładniej Róży 001. Nie wiedział jednak na ile starczy mu oryginał i czy nie straci swoich narkotyzujących i usypiających umiejętności.
Tak więc zebrał dym z płatków Rick’a i wypuścił go na pożegnalną imprezę. Kiedy wszyscy byli otumanieni wyłudził od nich pieniądze i porwał pierwsze pięćdziesiąt prototypów na potomków Rick’a. Niestety, nie wiedzieć czemu żądne dziecko nie było na tyle wytrzymałe ani kompatybilne z Różą 001, że umierało po jednym zebraniu dymu. Adam jednak nie zmienił celów, bo przecież kto będzie szukał sierot.
Tak więc postanowili z ojcem stworzyć co kilkuletni obóz, z którego wyciągali pieniądze i ofiary.
Tak więc to jest cała prawda. Moja matka zostawiła mnie pod sierocińcem ratując mi życie przed moim dziadkiem, a młodszy brat zamienił mojego ojca w różę wydzielającą odurzające opary dla zysku i zwrócenia na siebie uwagi ojca.
Dlatego właśnie potrzebowałam terapeuty. Z takim czymś po prostu nie da się poradzić samemu.
- Witam Rozalio, zapraszam – z zamyślenia wyrwała mnie terapeutka Judi zapraszająca mnie do gabinetu. Usiadłam w wygodnym czarnym fotelu i czekałam, aż Judi zrobi to samo. Gdy w końcu usiadła mogłyśmy zacząć sesję.
- Wie Pani co? Wczoraj miałam sen. Ten sam co zawsze. Sen jak trafiłam do sierocińca. Lecz był trochę inny niż poprzednio – przerwałam żeby napić się wody. Skupiona Judi słuchała każdego słowa opowieści. – Kiedy złapałam osobę w ciemnym płaszczu i odwróciłam tak, aby zobaczyć jej twarz, ujrzałam ją. Naprawdę ujrzałam twarz swojej matki, Lilianny. Była jednocześnie smutna, szczęśliwa i zmieszana. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę, gdy spłynęła jej łza po policzku i wszystko się rozmyło, a ja się obudziłam – wyjaśniłam. Judi nadal patrzyła na mnie w ciszy jakby czekała na ciąg dalszy.
- Rozalio, obudź się – powiedziała spokojnie.
- Co? – Zapytałam zbita z tropu.
- Rozalio obudź się – powtórzyła.
- Nie wiem o co Pani chodzi. Przecież nie śpię – odparłam.
- Rozalio obudź się! – Zaczęła krzyczeć Judi. Przerażona nie wiedziałam o co chodzi, czułam się jak w jakiejś innej rzeczywistości. Judi cały czas powtarzała to samo, a w gabinecie rozszalało się tornado. Krzyczałam i błagałam o pomoc, lecz Judi nie słyszała. Stała niczym nie wzruszona i nadal powtarzała to samo
- Rozalio obudź się! – powtórzyła i – obudziłam się. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam stojącą nade mną mamę.
- No w końcu! Już myślałam, że cię nie dobudzę! – wykrzyknęła mama.
- Przepraszam mamo, ale miałam taki pokręcony sen – odpowiedziałam zaspana.
- Oho, zapowiada się ciekawie. Rick! Chodź na śniadanie! Posłuchasz pokręconego snu Rozalii! – Zawołała mama wychodząc z pokoju.
- Już Lilianno! – odkrzyknął tata. Naprawdę cieszyłam się, że to wszystko było tylko snem. Ten cały sierociniec i to wszystko.
- „Dziewczyny nie uwierzą jak im opowiem o śnie” – stwierdziłam wstając z łóżka. Zrzuciłam z siebie kołdrę i zarzuciłam kapcie, gdy poczułam, że mam coś w kieszeni piżamy. Kieszeń była głęboka więc chwilę zajęło mi odszukanie przedmiotu, lecz w końcu go znalazłam. Jednak gdy spojrzałam co to za przedmiot zamarłam w bezruchu. Na mojej otwartej dłoni leżało zegarko-podobne urządzenie służące do cofania się w czasie. Ale jak to? Przecież to był tylko sen, prawda?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania