Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 14

Rozdział 14

31 lipca 2023 roku godzina 00.27

Pokój w zakładzie psychiatrycznym

Uff, w końcu mam trochę spokoju. Odkąd skończyłam pisać kilka godzin temu nie miałam jak tego skończyć. Nawet teraz nie wiem ile jeszcze mam czasu – zanim Cassie niespodziewanie wejdzie do pokoju. Więc zacznę od tego na czym skończyłam.

Oczywiście przyszła jedna z moich trzech trucicielek – Amy. Przyniosła mi jedzenie i dawkę leków – których oczywiście nie połknęłam. Potem poszłam na grupową sesję. Początkowo miałam tylko spotkania z doktor Gazelą (nazwaliśmy ją tak z Adamem na pierwszej sesji. Ta kobieta jest niesamowicie piękna i zgrabna niczym modelka. Nie wiem co robi w takim miejscu), ale po czasie uznali, że jestem „bezpieczna dla otoczenia” i wcisnęli mi sesję grupową w i tak już „pełen grafik”. Łącznie ze mną jest nas tam czwórka – dwie dziewczyny i jeden chłopak.

Biała jak ściana o czarnych jak smoła włosach i oczach, szesnastoletnia Ashley jest tu po swojej siódmej próbie samobójczej. Biedaczysko próbuje na wszystkie sposoby odejść z tego świata, a jakaś niewidzialna istota trzyma ją tu na siłę sprawiając jej ból. W sumie nikt do końca nie wie czemu Ashley tak usilnie próbuje odejść. Bogaci rodzice, piękny dom, podwózki, pieniądze, prezenty, świetne oceny. Może po prostu prawdą jest, że pieniądze szczęścia nie dają?

Następny na liście jest Eric. Zerwała z nim dziewczyna bo zakochała się w jego – o ironio – najlepszym przyjacielu, a nasz dwumetrowy, muskularny Australijczyk z bujnymi brąz włosami załamał się i przedawkował narkotyki. W szpitalu ledwo go odratowali, ale on nadal krzyczał: „Bez Gabriel nie mogę żyć!”. Jego rodzice nie mieli innego wyboru jak go tutaj wysłać – inaczej znów by przedawkował lub zrobił sobie jeszcze coś innego.

Ostatnim z naszego wesołego kółka wsparcia jest Layla – niegdyś Lucas. Jest transpłciową lesbijką więc nie miała łatwo. Mama i siostra wspierają ją i kochają bez względu na płeć czy orientacje, lecz nie jej ojciec. Powiedział jej, że nie jest jego dzieckiem i dopóki „nie przestanie się wygłupiać” nie zazna spokoju – i tak było. Layla nie potrafiła się cieszyć tym, że w końcu może być sobą, ponieważ w domu nieustannie przypominał jej o tym ojciec, a poza nim – społeczność szkolna. Ma tylko jednego przyjaciela – Ryana. To on ją przekonał do coming out’u, ponieważ sam przez niego przechodził przyznając, że jest gejem. Miała w nim wielkie wsparcie, ale to za mało w porównaniu do przeraźliwie okropnych obelg ze strony uczniów, a nawet niektórych nauczycieli. W końcu nie wytrzymała i na lekcji z nauczycielką, której również przeszkadzało to jaka jest, wstała, otworzyła okno i skoczyła. Niegdyś miała cudowne blond lekko falowane włosy spływające gładko po jej białej skórze i lśniące błękitne oczy, teraz połowa jej twarzy jest w bandażach, a połowa włosów – zgolona (lekarze w innym wypadku nie mieliby jak przeprowadzić operacji głowy).

No dobrze, skoro już przedstawiłam wszystkich uczestników naszego „wesołego zebrania” możemy przejść do tego co się na nim działo. W sumie nie jest to ciekawe. Robimy jakieś dziecinne zadania jak „narysujcie co czujecie” lub „W każdej z gwiazdek napiszcie swoje najskrytsze żale, którymi nie mieliście się z kim podzielić”. Oczywiście jak co zajęcia musieliśmy powiedzieć jak się dzisiaj czujemy, czy chcemy się czymś pochwalić, i tak dalej.

Przez resztę dnia nie działo się nic specjalnego. Sesja z doktor Gazelą wypytującą o moje życie zaczynając od wczesnego dzieciństwa kończąc na teraźniejszości. Później godzina odpoczynku czyli po prostu siedzenie w pokoju i nudzenie się – oczywiście ja się nie nudzę bo mam przy sobie Adama. A, jednak było jedne specjalne wydarzenie. Gdy poszłam do łazienki spotkałam tam Ashley klęczącą nad muszlą klozetową. Z początku myślałam, że wymiotuje, ale woda była czysta jak łza, więc idąc jej tokiem myślenia najpewniej chciała się utopić w kiblu. Twórczo, nie powiem. Stwierdziłam, że czemu by nie zaryzykować i zaczęłam rozmowę.

- Hej Ashley. Coś się stało? Wymiotujesz czy próbujesz się utopić w muszli klozetowej? – Cisza. Jak zawsze kiedy zadane jej pytanie jest jej nie na rękę – ok skoro nie chcesz mówić nie mów, ale za to ja z miłą chęcią mogę o tym powiedzieć Amy. –

- Nie! – Krzyknęła tak niespodziewanie, że aż mnie przestraszyła.

- Dobrze. Więc czy może mi powiesz dlaczego chciałaś właśnie popełnić swoją ósmą próbę samobójczą? – Znów długa chwila ciszy. I ten pusty wzrok wlepiony w podłogę. Miałam już wychodzić kiedy w końcu odzyskała głos.

- Nie znasz mnie. Nie wiesz jak to jest być „tym bogatym dzieckiem”. Każdy narzuca na ciebie swoje oczekiwania i wymagania bo pochodzisz z „dobrej rodziny”. Nikt nawet nie spyta czego ja chce i jak się czuję, gdy rodzice zapisują mnie na kolejne zajęcia dodatkowe, których nienawidzę – na chwilę przerwała po czym ciągnęła dalej. – Znaczy, rodzice mówią „Ashley, powiedz nam co się dzieje. Zrobimy wszystko by ci pomóc”. Ale gdy mówię co się dzieje oni się wkurzają bo „chcę zniszczyć ich reputacje i nie liczę się z ich uczuciami” – przerwała bo chyba dopiero dotarło do niej, że wygadała się całkowicie obcej osobie.

- Nie mogę powiedzieć, że rozumiem przez co przechodzisz bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale rozumiem dlaczego tak się czujesz i dlaczego to robisz. Wiesz, skoro najprawdopodobniej jestem pierwszą osobą, której w pełni powiedziałaś o co chodzi zdradzę ci mój sekret. Nie jestem tutaj sama. Jest ze mną mój chłopak, Adam. Nie wiem jak on to robi, ale nikt oprócz mnie go nie widzi. Nawet teraz, widzisz, żeby ktoś stał obok mnie? – Ashley kręciła przecząco głową z oczami wielkimi od szoku i strachu. – No właśnie, a ja widzę. Tutaj obok mnie stoi mój ukochany chłopak Adam, właśnie ci macha.

- Nie mów jej o tabletkach. I tak niepotrzebnie powiedziałaś o tym, że mnie widzisz – powiedział zdenerwowany Adam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę co zrobiłam. Dałam się ponieść chwili i zdradziłam nasz największy sekret. Co ze mnie za idiotka!? Będę go przepraszać do końca życia za to co teraz zrobiłam! Ashley patrzyła to na mnie to na Adama. W końcu przerwałam ciszę.

- Taki żarcik. Przepraszam chciałam trochę rozluźnić atmosferę. Nie jestem schizofreniczką. No dobra, to ja wracam do pokoju. Pa Ashley. I błagam nie próbuj się znowu zabić, wszystko się ułoży. Zasługujesz na szczęśliwe życie. – Wypadłam z łazienki i pędem wróciłam do pokoju. Gdy tylko zatrzasnęłam za sobą drzwi zaczęłam krzyczeć i przepraszać Adama.

- Przepraszam cię ukochany! Nie pomyślałam! Nie chciałam! Dałam się ponieść chwili! Wybacz mi kochanie wybacz! – Adam patrzył na mnie swoimi pięknymi złotymi oczami niczym u najcudowniejszego węża na świecie. Zaczął delikatnie ocierać mi łzy po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił.

- Już spokojnie Roz, nie jestem na ciebie zły. Po prostu zmartwiłem się, że przez to ktoś z dorosłych się dowie i będzie chciał nas rozdzielić. No, już. Przestań płakać. Wszystko jest dobrze. Chodź połóż się i zdrzemnij. Poczujesz się lepiej – pomógł mi dojść do łóżka, okrył kołdrą po czym zapadłam w głęboki sen. No i doszliśmy do teraźniejszości. Ocknęłam się dopiero przed chwilą przez Cassie, która przyszła żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie wale głową w ścianę i się nie wykrwawiam.

Chciałam już teraz zacząć pisać dlaczego tutaj trafiłam, ale chyba dzisiaj nie mam weny. Poza tym, jestem jeszcze zmęczona, a jutro pewnie znów będę musiała użerać się z doktor Gazelą, Betty, Amy, Cassie, i tymi wariatami z sesji grupowej. Dobrze, że mam przy sobie Adama. On jest taki mądry, silny i niezwykły. Ja nie jestem nawet w połowie taka jak on.

R

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania