Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 15

Rozdział 15

15 sierpnia 2023 roku godzina 13.05

Pokój w zakładzie psychiatrycznym

Dość długo nie pisałam. Wiem, ale nie bez powodu. Działo się naprawdę dużo i opowiedzenie tego zajmie mi pewnie dwa lub nawet trzy takie wpisy. No ale zacznijmy od początku.

Kolejny dzień, kolejne akcje w moim tymczasowym domu. Z rana miałam sesję z doktor Gazelą. Dziś rozmawiałyśmy o tym przez co tutaj trafiłam.

- No dobrze Rozalio, czy masz może jakieś nowe przemyślenia na temat tego, co wydarzyło się przed twoim przyjazdem tutaj? –

- Oczywiście, że mam. – Zrobiłam krótką przerwę, żeby chwile pocierpiała w tym oczekiwaniu. – Uważam, że mój czyn był karygodny i haniebny. Powinnam dźgnąć ją tak mocno, aby wypadła za pobliską barierkę i potwierdziła upadkiem swój zgon. Tak niestabilne psychicznie osoby nie zasługują na życie. Osoby, które próbują ukraść nastolatkom chłopaka, bo sobie coś ubzdurały. – Wyjaśniłam z uśmiechem satysfakcji. No co? Przecież nie skłamałam. Mam nowe przemyślenia co do tej sytuacji. Ale doktor Gazeli chyba to nie odpowiadało, bo założyła tylko kosmyk swoich delikatnych, kasztanowych włosów za ucho i zapisała coś szybko w notesie. Ha! Założę się, że jest to coś w stylu: „Pacjentka upadła na głowę. Życzy innym ludziom śmierci. Nie ma żadnych nowych przemyśleń co do popełnionego czynu. Typ pacjenta: ciężki”.

- No dobrze przejdźmy dalej. Jak ci idzie na sesjach grupowych? Nawiązałaś może jakąś relację z którymś z uczestników?

- Wczoraj rozmawiałam chwilę z Ashley. Spotkałam ją w toalecie i rozmawiałyśmy jak tu jest nudno. Nawet książek nam nie dajecie, żebyśmy nie podcięli sobie żył kartką. – Doktor Gazela znów zapisała coś w notatniku. Przez resztę spotkania w sumie było to samo co zazwyczaj – psychologiczne gadki i chwyty, abym uwierzyła w jej słowa. Jest tak przekonująca, że gdyby nie Adam szepczący mi do ucha, żebym jej nie wierzyła – chyba bym uległa.

Ale akcja zaczęła się dopiero na spotkaniu grupowym. Wszyscy zebraliśmy się w sali. Wszyscy oprócz Eric’a. Czekaliśmy na niego dziesięć minut po czym prowadząca spotkanie – Panna Kenderlick – wyszła z sali prosząc, abyśmy grzecznie na nią zaczekali. Wróciła po około kolejnych dziesięciu minutach – przez które siedzieliśmy w ciszy pochłonięci własnymi myślami – i oznajmiła, że dzisiejsze grupowe spotkanie zostało odwołane, ponieważ zostało nam tylko dziesięć minut, a nikt jej wcześniej nie poinformował, że Eric dziś w nocy dostał wysokiej gorączki i nie będzie w stanie przyjść.

Tak więc wróciliśmy do swoich pokoi, ale oczywiście jak to ja nie wierzyłam w tą bajeczkę o wysokiej gorączce. Chodziło o coś większego. Powiedziałam Pannie Kenderlick, że idę do łazienki, ale tak naprawdę schowałam się za ścianą przy składziku, w którym przesiadują wszystkie pielęgniarki na nowe ploteczki przy kawie i ciastku.

- Przepraszam Panią, myślałam, że Eric jak zawsze bezpiecznie dotarł na sesję.

- Tak to właśnie jest jak zatrudniają młode i niedoświadczone – mruknęła Panna Kenderlick. – No nic. Teraz tylko trzeba go znaleźć. Ośrodek jest ogromny, a Eric jest już po pierwszej próbie samobójczej. Kto wie czy właśnie nie próbuje po raz drugi. Sprawdzałaś wszystkie kamery?

- Tak, a wszystkie wolne pielęgniarki szukają w miejscach, gdzie kamery nie sięgają. Sama zaraz do nich dołączę – rozdygotany głos młodej pielęgniarki mówił sam po sobie, że sytuacja była poważna.

- Dobrze, więc idź już. Musimy go znaleźć. Módl się, aby znalazł się sam. I to żywy i w jednym kawałku – gdy Panna Kenderlick kończyła mówić usłyszałam cichy szloch młodej pielęgniarki, a potem kroki w stronę drzwi. Szybko pobiegłam w stronę toalety i zamknęłam się w jednej z kabin.

Ale akcja! W końcu się coś dzieje! Niestety nie miałam zbyt dużo czasu na euforie i przemyślenia, bo gdy się odwróciłam zobaczyłam Ashley skuloną w kącie kabiny. Była przerażona i zalana łzami. Nawet ja, która dawno nie czuła normalnych, ludzkich odruchów, poczułam niepokój i potrzebę pomocy drugiemu człowiekowi.

- Co się stało Ashley?

- O-on… - zdołała wyjąkać.

- On? Ale kto?

- E-Eric… On… Jest w kabinie obok… On… Tyle krwi… On chyba nie żyje… - wychlipała Ashley. - Na początku to do mnie nie dotarło. Jakby Ashley mówiła do mnie w jakimś nowym języku, którego dopiero się uczę i muszę go kilka razy powtórzyć w głowie, aby w pełni zrozumieć znaczenie słów. Gdy w końcu się otrząsnęłam spojrzałam na szparę z kabiny obok. Dostrzegłam ogromną, czerwoną plamę na kafelkach. Poczułam jakbym dostała od kogoś w twarz. Był to Adam. Krzyczał, abym się otrząsnęła i zawiadomiła pomoc. Momentalnie poczułam jak adrenalina wypełnia każdą cząstkę mnie. Wypadłam z kabiny i czym prędzej złapałam za klamkę tej, w której był Eric. Zamknięte. No oczywiście, a czego ja się spodziewałam? Rozejrzałam się nerwowo po pomieszczeniu, ale nie znalazłam nic, czym mogłabym wywarzyć drzwi.

- Ashley! – Krzyknęłam, lecz ona nadal siedziała skulona i szlochała z przerażenia – Ashley ocknij się! – Wrzasnęłam robiąc jej terapię szokową jaką zrobił mi Adam. Podziałała. Nagle ocknęła się jak z transu, a w jej oczach zobaczyłam stopniowo wracające zmysły.

– Słuchaj uważnie Ashley! Idź i poszukaj jakiejś pielęgniarki czy doktora i powiedz, że potrzebna jest pomoc, bo Eric próbował się zabić! Tylko szybko! – jak widać jej również uderzyła adrenalina bo ledwo skończyłam mówić już była w połowie drogi do drzwi.

Ja za ten czas wspięłam się na muszlę klozetową i podciągnęłam na tyle aby przejść górą do kabiny obok. Wskakując w ostatniej chwili złapałam równowagę, aby się nie wywalić. Widok jaki zastałam przerastał moje wszelkie oczekiwania. Już na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić, że Eric nie zrobił tego sam. Nikt nie byłby w stanie sam odrąbać sobie wszystkich części ciała i poukładać je na muszli tak, aby jak najpóźniej ciało zostało znalezione. Poczułam jak kwas podchodzi mi do gardła. Powstrzymałam się jednak bo nie było na to czasu. Otworzyłam kabinę i wyszłam, aby zobaczyć czy Ashley poradziła sobie z zadaniem. Nikogo nie było. Już miałam sama iść po pomoc, gdy usłyszałam zbliżające się kroki. Szybko przymknęłam drzwi, aby Ashley przez przypadek nie zobaczyła tego okropnego widoku. W końcu do łazienki wpadł jakiś nieznany mi doktor, a tuż za nim Ashley.

- Co z nim?

- Niestety... Ashley, proszę, wyjdź. Nie chcesz na to patrzeć – z początku widziałam, że się wacha, lecz ostatecznie wyszła. Dopiero wtedy otworzyłam drzwi. Doktorowi również ten widok zmroził krew w żyłach. Stał tak chwilę patrząc oniemiały na rozczłonkowane ciało Erick’a, gdy w końcu zapytał.

- Czy on miał tutaj jakichś wrogów?

- Nie wiem. Nie rozmawialiśmy. Wiem jedynie, że sporo rozmawiał z Layla’ą, jedną z dziewczyn z sesji.

- Dobrze. Dziękuję, że tak szybko zareagowałaś i chciałaś pomóc. Taki widok to na pewno dla ciebie ogromny szok. Idź ze swoją przyjaciółką do pokoju wypoczynkowego. Ja się wszystkim zajmę. Zrobiłam więc tak jak kazał. Ashley czekała pod drzwiami łazienki. Chodziła w kółko obgryzając i tak już w opłakanym stanie paznokcie. Gdy mnie zobaczyła zatrzymała się i stałyśmy tak przez chwilę w ciszy. W końcu ona ją przerwała.

- Czy on… No wiesz. Na pewno?

- Niestety tak. Wiesz. Raczej nie da się przeżyć po odrąbaniu rąk… i nóg. – Powiedziałam powoli. Znów zobaczyłam jak w oczach Ashley pojawia się to bezwzględne przerażenie, które nie wiadomo z jakich powodów pochłaniało również mnie.

- Chodź, doktor kazał nam iść do pokoju wypoczynkowego. – Gdy już do niego dotarłyśmy czekała tam na nas Amy z dwoma kubkami gorącej czekolady.

- Chodźcie dziewczynki. Napijcie się czekolady. – Posłuchałyśmy więc i upiłyśmy kilka sporych łyków. Była przepyszna. Dopiero teraz czując ten ciepły i dawno zapomniany smak przypomniało mi się jak bardzo za nim tęskniłam. Ta cała sytuacja, z tą kobietą w galerii, z Adamem. To nie powinno się wydarzyć. Dlaczego to zrobiłam? Moje życie mogło się toczyć dalej, a ja doprowadziłam je dokąd? Do zakładu psychiatrycznego? I co niby tutaj takiego osiągnęłam? Spłukuję leki, które na pewno by mi pomogły bo słucham jakiejś dziwnej kopii Adama, która znika równie niespodziewanie jak się pojawia i ratuję rozczłonkowane trupy? Nie tak wyobrażałam sobie nastoletnie życie.

W tamtym momencie poczułam, jakby ta cała sytuacja mnie otrzeźwiła. Na tyle, że przypomniałam sobie, z jakiego powodu stopniowo zaczęłam sobie rujnować życie i trafiłam w takie miejsce. Prawie pełen kubek czekolady wypadł mi z dygoczącej ręki. Oddech przyspieszył, a w uszach słyszałam tylko szum przyśpieszającej krwi. Chłapałam łapczywie powietrze, ale to nie działało. Widziałam, że przerażona Ashley próbuje mi pomóc. Urocza. Znów narażałam ją na strach. Czułam, jak tracę kontrolę nad ciałem. Przejmowały ją drgawki. Moją mękę przerwało niespodziewanie kojące ukłucie w przedramię. Krótko po nim oddech się uspokoił, drgawki minęły, a ja zapadłam w głęboki sen.

R

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania