Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 16

Podświadomość

Rozdział 16

Czułam się jak w bańce, w której nic nie było. Frunęłam gdzieś w dal. Słyszałam szum wody, szelest liści na wietrze, skwierczenie ognia w palenisku. Słyszałam również ludzi. Śmiech szczęścia, płacz smutku, krzyk przerażenia i złości. Jednocześnie byłam wszędzie i nigdzie, ale odpowiadało mi to. Był tu jednocześnie chaos, ale i też spokój. Lecz, wszystko co dobre szybko się kończy. Bańka pękła, a ja zaczęłam spadać w dół. Machałam nieporadnie rękoma i nogami, a zbyt szybko wlatujące w usta powietrze mnie dławiło. Gdy myślałam już, że dłużej tego nie zniosę wpadłam prosto w wygodny fotel z gabinetu doktor Gazeli. Ku mojemu zdziwieniu byłam w pokoju doktor Gazeli, a naprzeciw mnie siedziała ona sama. Wpatrywała się we mnie tymi cudownymi mądrymi oczami trzymając w rękach swój notes i długopis.

- No dobrze Rozalio. Zaczniemy dziś od czegoś innego. Opowiedz mi od kiedy zaczęłaś mylić rzeczywistość ze snem? – Chociaż nie chciałam jej nic mówić niestety nie miałam nic do gadania bo ta gadatliwa wersja mnie już zaczynała wszystko śpiewać niczym na spowiedzi.

- Zaczęło się to jakiś miesiąc temu. Miałam strasznie dziwny sen. Żyłam w sierocińcu i pomogłam naszej opiekunce złapać małego łobuza, który niszczył jej kwiaty. Często sprawiał problemy więc przysłano dla niego osobistą opiekunkę. – Nie mogłam tego słuchać. Miałam ochotę krzyczeć, wydrapać tej gadule usta i wyrwać język, ale nie mogłam nic zrobić. Byłam tylko jakąś częścią mnie uwięzioną we własnym ciele. Mogłam jedynie słuchać i obserwować, jak sama opowiadam doktor Gazeli wszystkie te rzeczy, którymi nie chciałam się dzielić z nikim. Miałam ochotę krzyczeć i rozwalać całą tą nicość wokół, ale nawet tego nie byłam w stanie zrobić. Nie chciałam pogodzić się z tym co właśnie się dzieje. Z szału wyrwał mnie spokojny głos doktor.

- Czyli wszystko się zaczęło od tego snu?

- Tak. Wstałam i odkryłam, że w kieszeni mam to zegarko-podobne urządzenie ze snu. Stwierdziłam jednak, że pogadam o tym z przyjaciółkami więc schowałam go do plecaka i zaczęłam szykować do szkoły. Jednak już podczas ubierania się zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Na przykład, gdy spojrzałam w lustro w pierwszym momencie ujrzałam w nim tą straszną opiekunkę tego niegrzecznego chłopca. Zignorowałam to jednak bo myślałam, że po prostu jestem zaspana i wyszłam z domu na spotkanie przyjaciółkom. Jak co dzień szłyśmy do szkoły, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. W końcu opowiedziałam im mój sen. Zareagowały tak jak i ja bym zareagowała na ich miejscu.

- Roz, co ty brałaś przed snem? – Zapytała Abby

- Nie trzeba czegoś brać, żeby mieć taki sen Abby. To po prostu zwyczajny sen. Przed weekendem rozmawialiśmy w szkole o dzieciach z domów dziecka. Podświadomie o tym myślałaś i proszę, masz gotowy przepis na sen. – Stwierdziła Katherin, na co Abby tylko przytaknęła kiwnięciem głowy.

- Katherin ma rację. A tą diaboliczną opiekunką tego chłopca to na pewno ta była opiekunka domu dziecka z artykułu. Pamiętacie? Ta, która dostała zakaz wykonywania zawodu i sześć lat więzienia za długotrwałe znęcanie się nad dziećmi fizycznie i psychicznie – dodała Linda.

- Pewnie macie rację, ale było coś dziwnego w tym śnie. Był tak realny. I jeszcze, to – wyjęłam z kieszeni bluzy wcześniej schowane zegarko-podobne urządzenie i pokazałam je dziewczyną na otwartej dłoni. One jednak tylko patrzyły zdumione to na mnie to na moją dłoń. W końcu zaczęły zerkać po sobie.

- Też byłam zdziwiona jak to zobaczyłam. To jest to zegarko-podobne urządzenie ze snu do cofania się w czasie. Znalazłam je rano w kieszeni piżamy. Nie mówiłam o nim rodzicom, bo nie chciałam ich martwić. Wiem, że to może być rekwizyt z jakiegoś filmu o kosmitach, ale dlaczego w takim razie było to w moim śnie i w mojej kieszeni skoro w ogóle tego nie kojarzę? – Dziewczyny nadal patrzyły to na mnie to na siebie nawzajem. W końcu odezwała się Katherin.

- Rozalia, ale o czym ty mówisz? Przecież pokazujesz nam pustą dłoń. Żartujesz sobie z nas tak?

- C-co… - nie wierzyłam w to co słyszę. Spojrzałam dla upewnienia się na swoją dłoń, ale urządzenie nadal na niej leżało. Jak mogły go nie widzieć. Może to one sobie ze mnie żartowały? Tylko dlaczego wyglądają na autentycznie zaskoczone? – Jak to, nie widzicie go? Przecież leży na mojej wyciągniętej dłoni.

- Na pewno dobrze się czujesz? Nie masz gorączki? – Zapytała ostrożnie Abby. Żałowałam, że w ogóle cokolwiek im pokazywałam. Stwierdziłam więc, że zrobię z tego naprawdę wiarygodny żart. Wybuchłam gromkim śmiechem i złapałam się za brzuch dyskretnie chowając urządzenie do kieszeni.

- O ja cię, ale dałyście się nabrać! Wyglądałyście na kompletnie zszokowane, a ja walczyłam, żeby się nie zaśmiać! – Wzięłam łyk szklanki wody na stoliku przede mną i mówiłam dalej.

- Z początku same chyba nie wiedziały czy rzeczywiście żartowałam, ale ostatecznie razem doszłyśmy do szkoły płacząc ze śmiechu. Niestety nie miałyśmy zbyt dużo czasu na dalsze rozmowy o moim „żarcie” bo dotarłyśmy do szkoły razem z dzwonkiem, a że każda z nas chodziła na inny profil, musiałyśmy czekać do następnej przerwy.

Doktor Gazela nieustannie zapisywała coś w swoim notatniku przyprawiając mnie tym o nagłe napady agresji. Oczywiście nie mojego ciała lecz mnie w środku niego. Ciało siedziało spokojnie jakby z każdym wypowiedzianym słowem czuło coraz to większą ulgę. Gdy skończyła zapisywać spojrzała na mnie oczekując kontynuacji, co oczywiście moje ciało zrobiło z miłą chęcią.

- No więc, poszłam do swojej klasy na lekcję polskiego. Wszystko wydawało się być normalnie, dopóki nie zobaczyłam za nauczycielką Adama, tego ze snu. Chodził za nią krok w krok uśmiechając się beztrosko, a nikt włącznie z nauczycielką go nie dostrzegał. Tylko ja siedziałam oniemiała patrząc na tą niezwykłą scenę. W końcu Pani zobaczyła, że wpatrują się w coś za nią i zapytała co się stało. Jednak kiedy zapytałam, czy naprawdę nikt nie widzi, że jakiś chłopak chodzi za Panią, nie uwierzyli mi. Klasa wyśmiała, a nauczycielka skarciła i kazała przestać mi głupio żartować i skupić się na lekcji. Nie była to jedyna taka sytuacja. Powtarzały się na każdym kroku przez tydzień, aż w końcu do szkoły zostali wezwani rodzice na rozmowę z wychowawcą. Wypytywał ich, czy ostatnio zdarzyło się coś traumatyzującego w moim życiu i czy widzą zmianę w moim zachowaniu. – Przerwałam na chwilę, żeby znów napić się szklanki wody, której jak dopiero teraz zauważyłam mogłabym przysiądź, że wcześniej nie było.

- Rodzice byli zdziwieni, że również w szkole „wygaduję takie dziwne rzeczy”. Wyjaśnili, że w moim życiu nie stało się nic co mogłoby wpłynąć na moje zachowanie, a przynajmniej nic o czym wiedzą. Potwierdzili jednak, że oni również zauważyli, że często patrzę się gdzieś w dal jakby ktoś tam stał, albo zabieram coś ze stołu czy podłogi jakby coś tam leżało. Ale tam nic nie ma. Oczywiście nie starałam się tłumaczyć kiedy po powrocie do domu pytali o powód. Co miałam im powiedzieć? Że widzę dziwne urządzenia, zwierzęce szczątki i okropnych ludzi z mojego równie okropnego snu? Od razu wysłali by mnie do wariatkowa. W drugim tygodniu było lepiej. Nauczyłam się nie zwracać na siebie uwagi i w miarę możliwości ignorować to co widziałam. Jednak nie było to korzystne dla mojej przyjaźni z Abby, Katherin i Lindą. Martwiły się o mnie co w pełni rozumiałam, ale nie mogłam im powiedzieć prawdy. Nawet im. Wiedziałam, że gdyby się jej dowiedziały mogłyby powiedzieć, że mi wierzą. Jednak w rzeczywistości by tak nie było. Patrzyłyby na mnie tymi wylewającymi się współczuciem oczami i mało dyskretnie dopytywały, czy na pewno czuję się dobrze lub czy coś się stało albo ktoś mnie skrzywdził. Albo co gorsza powiedziałyby o tym nauczycielom lub rodzicom. Tak więc odsunęłam się od nich co oczywiście nie pomogło mojej i tak podupadłej psychice. – Doktor Gazela niespodziewanie kaszlnęła czym przerwała mój wylew słów. Zapisała coś szybko w notatniku i dała znak ręką, że mogę kontynuować.

- Zapomniałam wcześniej wspomnieć, że mam chłopaka. Adama. Niestety w dzień kiedy to wszystko się zaczęło wyjechał na dwa tygodnie w góry z kolegami, więc był ze mną dopiero od trzeciego tygodnia, który zakończyłam wizytą w zakładzie psychiatrycznym na czas nieokreślony – na chwilę przerwałam bo dostrzegłam w oczach doktor Gazeli pewien błysk. Jakby nagle jakaś jedna zagubiona część jej układanki okazała się być tuż pod nosem i pomału zaczynała wszystko ze sobą łączyć.

- Już pierwszego dnia powrotu Adama poszłam pod jego klasę jeszcze przed lekcjami. Wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Szeptali coś do siebie i śmiali się. Pewnie słyszeli już plotki o „wariatce z humana”. Na szczęście do Adama jeszcze to nie doszło bo przywitał mnie tak samo ciepło jak zawsze. Niestety nie mogłam mu opowiedzieć o wszystkim co się stało przez ostatnie dwa tygodnie, bo podeszli jego koledzy i robili wszystko, aby przerwać nam rozmowę. W końcu Adam stwierdził, żebym przyszła do niego do domu po lekcjach i wtedy powiedziała to co chciałam. Tak też zrobiłam. Spodziewałam się, że po poznaniu prawdy o tym dlaczego wszyscy mają mnie za wariatkę i schizofreniczkę natychmiast mnie rzuci. Lecz on tego nie zrobił. Przytulił mnie do siebie i pierwszy raz od dwóch tygodni poczułam się tak bezpieczna i zrozumiana, że pozwoliłam sobie nawet zapłakać. Nie wiem nawet ile tak siedzieliśmy. Płakałam w jego umięśnione ramię, a on gładził mnie po głowie swoją opiekuńczą dłonią szeptając, że dla niego mogę być nawet morderczynią, a on nadal nie przestanie mnie kochać. Niestety koszmar się nie skończył, a wręcz pogłębił. Zaczęłam zasypiać w najmniej oczekiwanych momentach. Na lekcji, w autobusie, na ławce w galerii. Najgorsze jednak nie było samo zasypianie, a przebudzenie. – Znów na chwilę urwałam, aby wziąć łyk wody. Teraz jednak szklanka dygotała niespokojnie w moich zdenerwowanych dłoniach.

- Kiedy wracałam do rzeczywistości, nie wiedziałam, że do niej wracam. Na przykład raz na lekcji zasnęłam i śniłam, że uciekam po całej szkole przed strasznym mordercą. Kiedy nauczyciel zobaczył, że śpię podszedł i zaczął mnie budzić i udało mu się. Tyle że ja nadal myślałam, że to sen, a nauczyciel to morderca, przed którym uciekałam. Zaczęłam bezradnie szlochać i szukać jakiejś broni. Pan był kompletnie zdezorientowany i dopiero kiedy chlusnął mi w twarz wodą do kwiatków otrzeźwiałam i zrozumiałam co się dzieje. Niestety koszmar się nie kończył na jednej takiej akcji dziennie. Było ich kilka do kilkunastu, a wszystko zataczało koło. Na koniec dnia szłam do Adama, żeby wypłakać się mu jak to mam już tego wszystkiego dość, a rano szłam do szkoły, galerii czy sklepu spożywczego i koszmar zaczynał się na nowo. Aż do czasu tego zdarzenia – przerwałam bo dopiero teraz poczułam jak bardzo mój oddech przyśpieszył. Po kilku wdechach i wydechach byłam w stanie kontynuować, co na pewno ucieszyło doktor Gazelę, która tylko czekała na potwierdzenie jej teorii.

- Było to w sobotę, trzeciego tygodnia. Adam zaproponował, że pójdziemy razem do galerii, a w razie co gdybym dostała „ataku” on mnie uspokoi. Niechętnie, ale się zgodziłam. Spędziliśmy razem cudowny czas i już cieszyłam się, że moje dziwne zachowania zniknęły na dobre. Jednak było to tylko złudzenie. Usiedliśmy na ławce w galerii, aby sprawdzić o której przyjedzie nasz autobus. Nim się obejrzałam moje powieki zamknęły się i przyniosły za sobą kolejny koszmar. Tym razem śniło mi się, coś co doprowadziło mnie do istnej furii. Ukazała mi się scena, w której jakaś kobieta, której twarzy nie mogłam dostrzec szepcze Adamowi jakieś oszczerstwa na mój temat, a on w nie wierzy. Stałam z boku i patrzyłam na tą scenę czując jak krew przyśpiesza mi w żyłach. Nie mogłam dłużej na to patrzeć. Sięgnęłam do torebki po mój niezwykle ostry scyzoryk do samoobrony. Wolnym krokiem podeszłam do kobiety, która chciała zabrać mi mój jedyny powód, dla którego jeszcze żyję i wbiłam jej scyzoryk w środek klatki piersiowej. Krew była wszędzie. Na naszych ubraniach, podłodze, ławce, kwiatkach wokół. No właśnie. Ławka. Przecież we śnie staliśmy. Patrzyłam na nich z oddali. Nie było żadnych ławek. Heh, no właśnie. Gdy było już za późno zorientowałam się, że już nie śpię, a kobieta którą zaatakowałam naprawdę leży na ziemi i stopniowo traci coraz więcej krwi. Adam próbował zatamować krwawienie i krzyczał coś do mnie, ale ja nie mogłam już tego usłyszeć. Ostatnie co pamiętam, to widok jego przerażonej twarzy. Później wszystko zrobiło się czarne, a ja poczułam jak z hukiem upadam na posadzkę galerii. – myślałam, ze doktor Gazela doda sobie to wszystko i wyjdzie jej co było dalej, ale najwyraźniej musiałam jej to sama powiedzieć.

- No i to tyle. Obudziłam się w pokoju zakładu psychiatrycznego i resztę już Pani zna.

- Nieprawda – oznajmiła spokojnie doktor.

- Naprawdę, to już wszystko.

- Nieprawda. Jest jeszcze coś. Coś przez co przyśnił ci się pierwszy sen, widziałaś coś, czego nie było i przez co ostatecznie trafiłaś tutaj. Coś co prawdopodobnie twój umysł mógł wyprzeć, ponieważ był to dla niego tak wielki szok i trauma, że sam nie mógł przyjąć tego do świadomości. Zastanów się Rozalio. – Tak też zrobiłam. Szukałam pamięcią w każdym zdarzeniu, które miało miejsce przed „dniem zagłady” jak to nazwałam. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy. Nic z wyjątkiem jednego. Nagle poczułam, jakby jakieś głęboko ukryte i zamknięte za pancernymi drzwiami wspomnienia zaczęły się wylewać niczym wrząca lawa. Złapałam się za głowę, która pękała z bólu. Wyłam, wiłam się, krzyczałam i szlochałam, lecz doktor Gazela siedziała nadal w swoim wygodnym fotelu i raz po raz szeptała „przypomnij sobie”. I tak też zrobiłam. Przypomniałam sobie przez kogo to wszystko. Przez kogo musiałam tyle wycierpieć i znieść niezliczoną liczbę upokorzeń. Tak, w końcu pamiętam. To wszystko przez…

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania