Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 17

Zapiski Rozalii

Rozdział 17

16 sierpnia 2023 roku godzina 1.23

Pokój szpitalny w zakładzie psychiatrycznym

Dość dawno nic tutaj nie pisałam. Cóż miałam swoje powody. Obiecuję jednak, że będzie to ciekawy wpis.

No więc straciłam przytomność i nie odzyskiwałam jej przez siedem dni. Lekarze stwierdzili, że może to być reakcja organizmu na stres. Po części mieli rację. Nie wiedzieli jednak, co było powodem stresu. Oczywiście śmierć Erick’a również zrobiła swoje, lecz to nie przez nią zemdlałam. Gdy zaczęłam rozmyślać o tym od jak dawna jestem w tym miejscu, zrobiłam szybką analizę wspomnień w poszukiwaniu odpowiedzi na jedno ważne pytanie. Co doprowadziło mnie do takiego stanu? O dziwo dość szybko udało mi się znaleźć odpowiedź, która tak długo czekała w ukryciu za pancernymi drzwiami. Wystarczyło tylko trochę o niej pomyśleć. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że wszystkie te okropne rzeczy które mnie spotkały stały się przez… To. Ale zacznijmy od początku.

Obudziłam się ósmego sierpnia. Z początku nie pamiętałam co się działo wcześniej i gdzie jestem. Widziałam tylko setki rurek poprzyczepianych do mnie i wlewających mi w żyły jakieś ciecze. Chciałam kogoś zawołać, ale w ustach miałam tak sucho, że nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa. Los się jednak do mnie uśmiechnął bo pielęgniarka weszła do mojego pokoju gdy siłowałam się z wyrwaniem rurek z siebie.

- Doktorze! Obudziła się! – Krzyknęła i wybiegła z pokoju. Przestałam na chwilę moją walkę i czekałam, aż ktoś do mnie przyjdzie i domyśli się, że potrzebuje wody. Nie musiałam długo czekać, chwilę później w drzwiach pokoju stanął doktor. Wydawał mi się znajomy, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd go kojarzę.

- Witaj Rozalio. Jak się czujesz? – Co za głupie pytanie! Nie wiem co się ze mną działo, jaki mamy dzień, gdzie jestem, a na dodatek nie mam nawet jak mówić bo zaschło mi w gardle. Dopiero wstałam, a już byłam u kresu wytrzymałości. Ale byłam dumna z siebie, bo zamiast trzepnąć tego głąba otworzyłam usta i na migi wytłumaczyłam mu, że chcę pić. Zrozumiał. Kiedy już wychłeptałam łapczywie – choć powinnam to zrobić powoli i małymi łyczkami - całą szklankę wody, która nigdy chyba nie smakowała tak dobrze i przełknęłam jeszcze kilka razy ślinę.

- Czuję, że nadal chce mi się pić i jestem kompletnie zdezorientowana – przerwałam bo nagle uderzyła mnie gorąca fala wspomnień. Wspomnień sprzed mojej utraty przytomności. To było jak tysiące igieł wbijających mi się w mózg. Jakby z niego wylewała się wrząca lawa. Złapałam się za głowę, zamknęłam oczy i na nowo przeżywałam każdą sekundę tego dnia. Grupowe spotkanie, na którym nie było Erick’a, podsłuchana rozmowa, znalezienie jego ciała w toalecie, a na koniec powód, dla którego tutaj jestem. Kiedy w końcu po dobrych kilku minutach ból przeszedł i pomału się uspokoiłam zauważyłam, że z bólu poleciały mi łzy, a doktor, który wydawał mi się tak znajomy był tym, który przyszedł do Erick’a.

- Widzę, że wróciły ci wspomnienia. Pamiętasz wszystko co się stało?

- T-Tak… Niestety…

- Wiem, że to nie jest dla ciebie łatwe, ani przyjemne. Byłaś nieprzytomna przez tydzień. Wiem, że ciężko ci w to teraz uwierzyć, ale pomożemy ci wrócić do normalności.

- Pf, normalność. Nie pamiętam już jak to jest żyć normalnie. Każdy widzi we mnie tylko świra, który zaatakował niewinną osobę. – Nastała chwila ciszy. Doktor Rain - jak mówiła jego plakietka na kitlu lekarskim – patrzył na mnie, jakby zobaczył ducha.

- Przyznajesz, że ta kobieta była niewinna? – Zatkało mnie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że naprawdę to przyznałam. Nagle w rogu pokoju, w całkowitym cieniu zobaczyłam Adama. Jego oczy świeciły się krwistą czerwienią. Wyglądał jakby był rządny krwi. Wiedziałam, że jeśli zrobię to co zamierzałam mogę się mu narazić, ale miałam już dość. Coś we mnie pękło i kiedy tylko myślę jak się zachowywałam czuje jakby to był ktoś inny, nie ja.

- Doktorze… Wiem, że może mnie Pan uznać za wariatkę, znaczy no, jesteśmy w szpitalu psychiatrycznym, ale do sedna. Odkąd tu trafiłam, widzę mojego chłopaka, Adama. Cały czas chodzi za mną i rozmawia. Mówił mi, żebym nie łykała tabletek, które mi podawano do jedzenia, tylko chowała je w policzku a potem spłukiwała w toalecie. Zresztą, jeszcze przed przyjazdem tutaj byłam od niego… Uzależnione, a przed moją utratą przytomności przypomniałam sobie… Coś ważnego. – Przerwałam, żeby doktor Rain mógł sobie to na spokojnie przetrawić. Powiedziałam to wszystko na jednym tchu, bo bałam się, że jak przerwę to zrezygnuję i już nikt mi nie pomoże. Nagle zobaczyłam, że Adam pomału się zbliża w moją stronę.

- W-Wiem, że może to zabrzmieć dziwnie, ale on tu jest. Teraz. W tym pokoju. Tam w rogu. Patrzy na mnie takim przerażającym wzrokiem i zbliża się pomału w moją stronę. Czy mógłby mi Pan jakoś pomóc? Błagam, ja już nie daję rady. Tak długo tego nie mówiłam, ale nie poradzę sobie sama. Niech da mi Pan jakieś leki, które mi pomogą. Błagam! – Płakałam i krzyczałam ze strachu i bezsilności bo Adam nie zatrzymywał się. Na szczęście doktor Rain zrozumiał, że jest to poważna sytuacja i zachował zimną krew.

- Dobrze Rozalio, teraz posłuchaj mnie uważnie. Wiem, że wydaje ci się, że on jest tu naprawdę, lecz nikogo tu nie ma. Wiem co ci się dzieje i wszystko ci wytłumaczę, ale najpierw zrób to co ci powiem. Weź dziesięć głębokich wdechów i wydechów. Jeśli pierwsze dziesięć nie wystarczy zrób kolejne i kolejne, aż pomoże. Robiąc to wyobraź sobie, jak Adam znika. Rozpływa się w powietrzy niczym dym i już go nie ma. Ja za ten czas pójdę po lekarstwa, które ci pomogą. Oczywiście nie od razu, ale jeśli będziesz je stosować regularnie, wszystko będzie dobrze. – Kiedy wyszedł poczułam się jeszcze bardziej bezbronna niż przedtem. Trzęsłam się i szybko oddychałam, a Adam nadal szedł do mnie spoglądając na mnie tym mrożącym krew w żyłach wzrokiem. Nie mając lepszego pomysłu posłuchałam rad doktora. Po pierwszych dziesięciu oddechach Adam stanął. Po następnych jego oczy wróciły do złotego koloru, a z twarzy zniknął złowieszczy cień. W końcu po ostatnich dziesięciu oddechach – zniknął.

Gdybym teraz stała upadłabym na ziemię. Płakałam, ale nie ze strachu czy bólu, lecz z radości. Na chwilę poczułam, jakbym zrobiła pierwszy krok w powrót do lepszej przyszłości. W końcu doktor wrócił z dwoma dużymi, białymi tabletkami i szklanką wody.

- Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Połknij, to ci pomoże – kiedyś zawahałabym się, ale teraz wcisnęłam szybko obie tabletki do gardła i popiłam wodą. Czułam ogromną wdzięczność i zaufanie do tego człowieka.

- Wdechy i wydechy pomogły?

- Tak. Dziękuję Panu bardzo. Nie wiem jak mogę dziękować. Nigdy nie zdołam się Panu odwdzięczyć.

- Wystarczy, że wrócisz do normalnego życia. Uznam to za spłacenie długu.

R

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania