Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 3

Rozdział 3

Mama Rose dotrzymała swojej obietnicy i jeszcze tego samego dnia napisała do siedziby głównej sierocińca z prośbą o pomoc. Trzy dni później zawitała do nas piękna, młoda Mama Kira. Wyglądała na spokojną, miłą i potulną, dlatego też nie wróżyłyśmy jej z przyjaciółkami długiego pobytu.

- Och, Tobby zobacz kto do ciebie przyjechał. Twoja osobista Mama. Chodźcie dzieci, przywitajcie się ładnie z Mamą Kirą. Od dzisiaj będzie z nami mieszkać i pomagać w opiece nad Tobby’m – oznajmiła Mama Rose prowadząc Tobby’ego do jego – jak później się okazało – Anioła z rogami

- Witam Mamo Kiro. Bardzo dziękuję za tak szybkie przybycie. Oto Tobby. To nim ma się Pani opiekować – wyjaśniła Mama Rose.

- Och, odpuśćmy sobie formalności między nami. Mów mi Kira, a ja tobie Rose – zaproponowała. – Hm, czyli to ty jesteś tym łobuzem. Dobrze, zrobimy z ciebie wychowanego przystojniaka, Tobby. – Dokończyła Mama Kira. Miała przy tym tak przyjazny uśmiech i głos, że przerażona mina Tobby’ego kompletnie nie pasowała do sytuacji. Mamę Kirę jednak mało ruszało zdanie prosiaka.

*

Godzinę później Mama Kira urządziła się w swoim nowym pokoju. Dzieliła go z Mamą Rose i Tobby’m, ponieważ nasz sierociniec nie był duży. Aktualnie jest więcej domów dziecka niż Mam, dlatego też zazwyczaj te mniejsze placówki dostawały tylko jedną Mamę. To, że przydzielono nam Mamę Kirę utwierdzało tylko fakt, że Tobby przesadził.

Zajmowałam się kwiatami wokół domu, gdy Mama Kira wyszła z Tobby’m na dwór i usiadła na jednej z ławek. Dzieci zaciekawione nową osobą momentalnie oblepiły ją i zasypały pytaniami, na które ta odpowiadała cierpliwie i ze spokojem. Kiedy wszystkie dzieci usiadły wokół niej wyglądała niczym Bogini ucząca swych wyznawców. Jej długie, złote włosy połyskiwały w blasku słońca. Porcelanowa skóra wydawała się tak gładka i delikatna, jakby choć lekki dotyk mógł ją uszkodzić. Koralowa suknia ze skórzanym gorsetem idealnie przylegała do jej zgrabnej sylwetki. Spoglądała na dzieci swymi szafirowymi oczami cierpliwie odpowiadając na każde nurtujące ich pytanie.

Mogło by się wydawać, że ta sielanka będzie trwać wiecznie, lecz przerwał ją nasz mały prosiak. Wykorzystał nieuwagę Sophie i wyjął jej z kieszeni czekoladowego batonika. Niestety przed czujnym wzrokiem Mamy Kiry nic się nie ukryje. Złapała Tobby’ego za tłusty nadgarstek zanim zdążył dosięgnąć batonika. Ten spojrzał przerażony na Mamę Kirę. Spoglądała na niego swymi szafirowymi oczami. Odbijał się w nich chłód tak wielki, iż wydawać by się mogło, że zamrozi nim Tobby’ego.

- Tobby, naprawdę nie chciałam, żeby do tego doszło, lecz muszę wprowadzić swoje plany w życie. Od dzisiaj zaczynamy trening. Stopniowo będziemy zwiększać ilość i długość ćwiczeń. Oprócz treningu fizycznego wprowadzimy również zajęcia z etykiety. Och, czemu robisz tak smutną minkę? To dla twojego dobra, Tobby. Uwierz, bywały gorsze przypadki od ciebie, a jakoś każdy wyrósł na porządnego człowieka. Zaczniemy od nauki etykiety – Oznajmiła po czym zabrała Tobby’ego do pokoju. Mały wyrywał się, szlochał i błagał o ratunek, lecz i to go nie uratowało. Po kilku minutach przyszła do nas Mama Rose. Najwidoczniej nie chciała przeszkadzać prosiakowi i Mamie Kirze w zajęciach. Po około godzinie z powrotem wyszli na dwór. Tobby szedł ze zwieszoną głową.

- Zajęcia z etykiety chyba nie przypadły Tobby’emu do gustu – stwierdziła Abby patrząc ze śmiechem, jak Mama Kira prowadzi go za dom. – Chodźmy zobaczyć co teraz będą robić – zaproponowała i nie czekając na odpowiedź poszła za nimi. Po chwili my również powędrowałyśmy za nią.

Z naszej czwórki Abby chyba najbardziej nienawidziła prosiaka. Tak na marginesie to ona nadała mu to przezwisko. Dwa lata temu doszczętnie zniszczył jej lalkę – jedyną pamiątkę po zmarłych rodzicach. Abby była wtedy tak wściekła, że zdemolowała całe łóżko Tobby’ego, większość jego rzeczy – włącznie z twarzą prosiaka – i poprzysięgła zemstę. Kilka dni temu oznajmiła, że ma już plan, ale jeszcze nie zacznie wprowadzać go w życie. Znając pomysłowość Abby – Mama Kira dla Tobby’ego jest cudowna.

Schowałyśmy się za domem i zerkałyśmy na trening Tobby’ego. Mały robił pajacyki, brzuszki, przysiady i różnego rodzaju rozciąganie. Proste ćwiczenie, ale nie dla niego. Prosiak szlochał i błagał Mamę Kirę o odpoczynek.

- Mamusiu! Mamusiu! Proszę! Jestem taki zmęczony i głodny! Chcę odpocząć i zjeść! Proszę cię Mamo! Już nie będę niegrzeczny! – Szlochał. Mamę jednak mało obchodził jego szloch. Usiadła na ławce przy domu i w spokoju wyszywała wzór na chusteczce. Nie przeszkadzało jej to jednak w pilnowaniu, aby Tobby wykonał wszystkie ćwiczenia porządnie. Gdy ten zrobił choć jednego pajacyka od niechcenia, za karę musiał zrobić pięć dodatkowych. Obserwując jego nieudolną walkę z Mamą Kirą płakałyśmy ze śmiechu. W końcu jednak nadszedł czas obiadu więc wszyscy poszli na stołówkę. Wszyscy oprócz Tobby’ego, który musiał zrobić jeszcze dziesięć porządnych brzuszków.

Kwadrans później do jadalni wszedł Tobby. Cały czerwony i spocony jakby przebiegł maraton. Podszedł do bufetu w towarzystwie Mamy Kiry, która nałożyła mu odpowiednie jedzenie pod względem ilości i jakości. Powiedziała coś Betty po czym sama nałożyła sobie jedzenie i usiadła przy stoliku Mamy Rose. Widząc to znów popłakałyśmy się ze śmiechu, a Katherin zakrztusiła się sałatką. Często jej się to zdarzało. Jest bardzo niezdarna. Zawsze to się potknie, to gdzieś uderzy, czy coś rozleje. To właśnie przez niezdarność trafiła do sierocińca. Pochodzi z bogatej rodziny, w której każdy musi być idealny. Kiedy takim się nie jest – pozbywają się go. Bolało ją to, ale nie okazywała tych uczuć na zewnątrz i wciąż dążyła do spełnienia marzenia. Była również ogromną romantyczką i marzyła, aby spotkać tego jedynego. Popukałam Katherin po plecach aby wykrztusiła sałatkę. Udało się – jak zawsze.

- Dziękuję Roz – powiedziała nieśmiało Katherin.

- Zawsze do usług – odparłam.

*

Wracałam z kąpieli do pokoju. Po drodze usłyszałam ostatnio dobrze znajomy mi szloch. Dostrzegłam uchylone drzwi od łazienki męskiej, więc zrobiłam to co potrafiłam najlepiej – zakradłam się.

-Tobby, dobrze wiesz, że robię to wszystko dla twojego dobra. Nie możesz mnie ranić za każdym razem, gdy przydarzy ci się taka okazja – tłumaczyła spokojnie Mama Kira. Zajrzałam lekko do środka i dostrzegłam wbite szkło w przedramię Mamy. Rana była głęboka i mocno krwawiła, lecz ona jakby nawet nie zwróciła na nią uwagi. – Tobby, jestem po twojej stronie. Nie chcę zrobić ci krzywdy, to wszystko jest dla twojego dobra. Pamiętaj, Mama zawsze będzie przy tobie. Ile razy byś mnie nie zranił, będę przy tobie. Ile razy byś ode mnie nie uciekał, będę przy tobie – wyjaśniła Mama Kira. Tobby nie był jednak w stanie odpowiedzieć bo jeszcze bardziej się rozpłakał i wtulił w Mamę. Po dobrym kwadransie zaprowadziła go do pokoju. Poszłam po cichu za nią i poczekałam, aż wyjdzie. Długo nie musiałam czekać, lecz na mój widok podskoczyła ze zdziwienia.

- Och, co tutaj robisz? – Spytała.

- Niechcący usłyszałam waszą rozmowę w łazience. Chciałam opatrzeć Mamy ranę. Samej ciężko będzie to zrobić – odparłam. Mama chwilę się zastanawiała po czym kiwnęła głową na znak zgody.

W drodze do małej apteki Mama nie odezwała się słowem. Dopiero w środku zaczęła mówić.

-Normalnie poprosiłabym Rose o pomoc, jednak ona już śpi, a ja nie chcę jej budzić. Ma dużo na głowie – przerwała, a ja słuchałam jej jedynie lekko przytakując. Po chwili jednak kontynuowała. – Rose zdążyła mi już o tobie opowiedzieć. Mówiła, że jesteś bardzo dorosła jak na swój wiek, więc mam nadzieję, że nie powiesz nikomu tego, z czego teraz ci się zwierzę – przerwała czekając na moją reakcję. Ja tylko ze spokojem kiwnęłam głową i czekałam, aż zacznie mówić.

– Dobrze więc. Tobby to mój syn, biologiczny syn – ucichła, żeby zobaczyć moją reakcję, lecz ja nadal spokojnie opatrywałam jej ramię. – Byłam młoda i głupia. Chodziłam na imprezy i zadawałam się z szemranym towarzystwem. W końcu spotkałam chłopaka, Jamesa. Był cudowny, od razu się w sobie zakochaliśmy. Po miesiącu zaszłam w ciążę. Wtedy pokazał swoje prawdziwe oblicze. Okazał się chorym psychicznie draniem. Gdy wyszłam na zakupy i zostawiłam z nim Tobby’ego on oddał go tutaj – przerwała tłumiąc szloch. – Po powrocie oznajmił mi to i zaczął bić. To było piekło. Przez dwa dni byłam bez jedzenia i picia, a koszmar zaczynał się na nowo za każdym razem gdy choć wydałam z siebie lekki dźwięk. Gdyby mój tata nie przyszedł wtedy do mnie z wizytą, pewnie byśmy teraz nie rozmawiały. Szukałam Tobby’ego wszędzie, ale nikt nie chciał mi nic powiedzieć. James naopowiadał o mnie samych głupstw. Dlatego zmieniłam imię i zaczęłam się uczyć, aby kiedyś zostać dobrą Mamą sierocińca, dostać dane o dzieciach i odnaleźć Tobby’ego, a tak dokładniej Timmie’ego, bo tak go nazwałam. Szefowa tego sierocińca musiała zmienić mu imię. Zbytnio się nie postarała, ale jestem pewna, że to on. Mój Timmie miał specyficzne znamię pod pachą, a dzisiaj podczas kąpieli takie samo zobaczyłam u Tobby’ego – skończyła bo chyba dopiero teraz spostrzegła, że płacze. Pospiesznie wytarła łzy, a ja ostatni raz obwiązałam jej przedramię bandażem.

- Możesz być spokojna. Potrafię dochować tajemnicy. Twój sekret jest u mnie bezpieczny – odparłam zawiązując bandaż na supeł. Mama Kira uśmiechnęła się do mnie z ulgą.

-Dziękuję, Rozalio. Rose miała rację, jesteś niezwykła – wstała i podeszła do drzwi, a gdy miała już wychodzić dodała. – Ah, jeszcze jedno. Tak naprawdę mam na imię Rachel. Musiałam zmienić imię, żeby sierociniec nie rozpoznał we mnie tej wariatki sprzed kilku lat. – Dokończyła po czym wyszła powierzając mi ogromne brzemię swojej tajemnicy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania