Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 4

Rozdział 4

Następnego dnia Mama Kira bacznie mnie obserwowała. Było to ledwo dostrzegalne, jednak niemożliwym jest nie wyczuć tak żarliwego spojrzenia. Bała się, że zdradzę jej sekret. Co oznaczało, że jej słowa o zaufaniu do mnie i o tym jak to Mama Rose miała rację były puste. Pewnie przespała się z tym i zrozumiała, że tak naprawdę wygadała swoją największą tajemnicę jakiejś szesnastolatce z sierocińca. Rozumiałam jej obawy, ale przyznam, że lekko mnie to uraziło. Zwłaszcza, że wczoraj zachowywała się, jakby naprawdę uważała mnie za osobę godną jej sekretu. Niestety, okazało się, że Mama Kira jednak nie jest takim dobrym szpiegiem.

- Ej, Roz. Nie wiem, czy mi się zdaje, ale Mama Kira chyba cię obserwuje. Cały dzień – zaczęła nieśmiało przy obiedzie Linda. Zawsze była dobra w dostrzeganiu takich rzeczy. Jakby pomyśleć to Linda była najbardziej tajemnicza z nas wszystkich. Nikt oprócz Mamy Rose i jej samej nie wiedział jak tu trafiła. Była przemiła, lecz wiem, że tak naprawdę w środku coś ukrywa. Ale nie naciskam, jeżeli będzie chciała się wygadać to się wygada, a jeśli nie to też będzie dobrze.

Chwile zastanawiałam się, czy powiedzieć dziewczynom o jej tajemnicy i zastrzec, żeby nikomu jej nie wygadały. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć Mama Kira była już przy naszym stoliku.

-Rozalio kochanie. Mogłabym cię prosić na słówko? Nie wiem o co chodzi, ale Tobby bardzo chce z tobą porozmawiać – poprosiła. Spojrzałam na jej stolik, ale rzeczywiście – nie było przy nim Tobby’ego.

- Oczywiście – odparłam i poszłam za Mamą Kirą. Zaniepokoił mnie fakt, że zamiast w stronę jej pokoju zaprowadziła mnie przed sierociniec. Gdy wyszłyśmy upewniła się, że nikt nas nie widzi ani nie słyszy. Jej dotychczasowy uroczy uśmiech w jednej chwili zmienił się w mrożący krew w żyłach spokój. Spokój zapowiadający ciszę przed burzą.

- Posłuchaj mnie uważnie, Rozalio. Zaufałam ci. Znasz mój największy sekret i obiecałaś, że nikomu go nie zdradzisz. A ty co robisz? Przyjaciółeczka mówi ci, że cię obserwuje i od razu chcesz jej wszystko wypaplać? I to jeszcze w obecności innych dzieciaków! – mówiła Mama Kira. Coraz bardziej podnosiła głos, a jej niczym niezmącona maska cichego spokoju właśnie zamieniła się w burzę. I to z piorunami.

- Mamo Kiro, ale ja naprawdę nie wiem o co Mamie chodzi. Nie chciałam jej nic wygadać, mówiłam Mamie, że potrafię dochować tajemnicy. Tylko…

-Co tylko!? – wykrzyczała Mama Kira. Była okropnie wzburzona. W tej chwili straciła panowanie nad sobą. Złapała moje przedramię tak mocno, że byłam pewna siniaka w tym miejscu jak tego, że ziemia jest okrągła.

- Zastanawiałam się jakie będzie najlepsze kłamstwo. Linda nie jest taka głupia i widzi kiedy kłamię. Jeżeli powiedziałabym, że nie dostrzegłam Mamy wzroku śledzącego mnie dzisiaj cały dzień od razu by to wyczuła – wyjaśniłam najspokojniej jak tylko potrafiłam. Zadziałało. Mama stopniowo luzowała swój uścisk, aż w końcu całkiem mnie puściła. Jej twarz również wracała do normy – maski niezmąconego spokoju. Stała chwilę w ciszy wpatrując się we mnie, a ja czułam coraz większy strach i docierała do mnie powoli straszna prawda.

- Dobrze. Uznajmy, że ci wierzę. Jednak wiedz, że nie spuszczę cię z oczu. Będę musiała być po prostu bardziej ostrożna, ale uwierz mi, jeśli dowiem się, że wygadałaś się komukolwiek, gorzko tego pożałujesz – przerwała na chwilę, poprawiła suknie i założyła kolejną maskę – tym razem słodkiego niczym miód uśmiechu – i dodała. – Uwierz, nie warto ze mną zadzierać. Wielu próbowało i teraz tego żałują. No, a teraz chodźmy na obiad. Przyjaciółkom powiesz, że Tobby chciał cię poprosić o radę co do pielęgnowania róż. Jeśli spytają gdzie teraz jest powiedz, że je obiad w swoim pokoju, ponieważ źle się poczuł – skończyła po czym weszła do budynku.

Gdy nie słyszałam już jej kroków upadłam na posadzkę ciężko dysząc. Z moich dłoni ciekła krew. Zawsze kiedy mocno się zdenerwuję zaciskam pięści. Niestety nie kontroluję tego i wbijam paznokcie tak mocno, że doprowadzam do krwawiących ran. Dzieje się to tak często, że mam na dłoniach blizny i stale używam bandaży. Kiedy uspokoiłam oddech wstałam i poszłam do małej apteki po bandaż, gazy i wodę utlenioną. Gdy rany były już opatrzone wróciłam do stołówki i powiedziałam Lindzie dokładnie to co kazała Mama Kira. Normalnie postawiłabym się, ale z nią jest inaczej. Jest w niej coś takiego co sprawia, że zaczynasz czuć niewyobrażalny strach. Zapominasz o wszystkim i skupiasz się na tym, aby jej czymś nie podpaść. Po tej jednej rozmowie byłam pewna, że Mama Kira nie jest normalna. Musiałam znaleźć na nią jakieś dowody, zrobić nawet jakąś sytuacje. Normalnie powiedziałbym o wszystkim Mamie Rose, ale ona może to usłyszeć. Byłam zdana tylko na siebie.

Po obiedzie i zmyciu naczyń od razu poszłam do pokoju. Skłamałam, że boli mnie głowa i chcę się zdrzemnąć, ale tak naprawdę leżałam i rozmyślałam jakby tu ujawnić Mamę Kirę.

Przeanalizowałam wszystkie wydarzenia związane z nią i dopiero teraz do mnie dotarło, że cała ta łzawa historia o Tobby’m mogła być tylko jej wymysłem. Zastanawiała mnie również wczorajsza sytuacja w łazience. Tobby jest problematyczny, ale nie skaleczyłby nikogo kawałkiem szkła i to tak głęboko, nie miałby nawet tyle siły. Nagle mnie olśniło. Skąd do diabła w łazience wzięło się szkło? Kiedy Mama Kira poszła z Tobby’m do pokoju nie zauważyłam w środku nic rozbitego. Czyżby to nie Tobby zaatakował Mamę tylko ona sama upozorowała to wszystko? Co jeżeli od razu upatrzyła sobie mnie na cel i zaplanowała to wszystko? Wiedziała, że idę się szykować do snu jako ostatnia z dziewczyn bo obok łazienki wisi tablica z rozpiską kto idzie po kim – stworzono ją z powodu wielokrotnych kłótni. Miała sporo czasu na skombinowanie szkła. Poczekała, aż wyjdę i zainteresuję się szlochem. Logiczne, że każdy ośmiolatek płakałby na tak makabryczny widok jak wystające szkło z krwawiącej rany. Był przerażony, a ona to wszystko wykorzystała. Tylko po co? Do czego jestem jej potrzebna? Przecież nawet mnie nie zna, przyjechała do nas zaledwie wczoraj.

Przez ten natłok myśli naprawdę rozbolała mnie głowa. Nie wiedziałam już co jest prawdą, a co moim wymysłem. Stwierdziłam, że sen dobrze mi zrobi, a w nocy zastanowię się nad rozwiązaniem problemu.

*

Wstałam dopiero w środku nocy. Zdziwiłam się, że nikt mnie nie obudził na kolację, ale wszystkie dziewczyny spokojnie spały więc stwierdziłam, że może nie mogły mnie dobudzić albo nie chciały. Wstałam z łóżka i poszłam skorzystać z toalety. Wracając do pokoju usłyszałam szloch. Znałam ten szloch, aż za dobrze. Nagle ktoś z ciemności rzucił czymś we mnie. Poczułam ból w przedramieniu i dostrzegłam, że jest w nie wbite szkło. Szloch Tobby’ego roznosił się w całym domu. Choć zatykałam uszy on i tak dostawał się do mojej głowy. Nagle z sufitu padł słup światła oświetlający jedną osobę. Mamę Kirę. Wpatrywała się we mnie swoimi zimnymi niczym lód szafirowymi oczami. W dłoniach trzymała pęki szkła. Uśmiechnęła się złowieszczo, a słup światła zgasł. Miałam wrażenie, że ciemność mnie pochłania, wręcz dusi. Desperacko zaczęłam się kręcić w kółko szukając ściany czy czegoś co mogłoby mnie uratować. Niestety na próżno. Odłamki szkła już we mnie leciały. Wyłaniały się z ciemności niczym nocne mary, a ból jaki zadawały przy wchodzeniu w ciało był nie do wytrzymania. Krzyczałam, dusiłam się, krztusiłam, lecz to wszystko było na nic.

Nagle obudziłam się zlana potem. Spojrzałam na zegarek. Okazało się, że spałam zaledwie godzinę, a to wszystko było tylko snem. Siedziałam przez kilka minut oszołomiona po czym wstałam i ruszyłam w kierunku ogródka za domem. Musiałam ukoić nerwy, a nic bardziej nie działa jak ogród za domem. Gdy dotarłam na miejsce okazało się, że ktoś mnie wyprzedził. Mama Rose schylała się właśnie odratowując zniszczone przez Tobby’ego róże. Wiem, że miałam nikomu nic nie mówić, ale Mama była teraz sama, a taka okazja mogła się już nie powtórzyć. Wzięłam dwa głębokie wdechy i poszłam w jej stronę.

- Mamo Rose – zaczęłam powoli. – Chciałabym ci o czymś powiedzieć – mama spojrzała na mnie z lekkim niepokojem lecz machnęła ręką na znak, żebym kontynuowała.

- Bo wiesz, chodzi o Mamę Kirę…

*

Gdy skończyłam opowiadać Mama Rose patrzyła na mnie lekko otępiałym wzrokiem. Nie wiedziałam co to oznacza, ale nigdy jej takiej nie widziałam, więc raczej nic dobrego.

- Och, skarbie. Posłuchaj. Wiem, że pewnie jesteś w szoku po tym co się wydarzyło z Kirą, ale niestety na razie nie mogę z tym nic zrobić. Musiałybyśmy przekonać również Tobby’ego do powiedzenia jak było naprawdę, a i tak nie wiem, czy nie potrzebowałybyśmy więcej świadków. Nie zrozum mnie źle, wierzę ci, mnie samej od początku ta cała Kira się nie spodobała. Lecz naprawdę jak na razie mam związane ręce – wytłumaczyła ze smutkiem, a po chwili zastanowienia dodała. – Wiesz co Rozalio, mam pomysł. Mogę napisać do szefowej i powiedzieć jej co mi przekazałaś. Poproszę ją, aby napisała do Kiry z informacją o przeniesieniu bo jest bardziej potrzebna gdzieś indziej. Korzystając z jej nieobecności popytam dzieci co uważają o Kirze. W pierwszej kolejności będzie Tobby. Jeżeli inne dzieci powiedzą mi o jakichś niepokojących incydentach zawiadomię o tym szefową, a jeśli mi nie uwierzy osobiście zaproszę ją na rozmowę z dziećmi – wyjaśniła.

Brzmiało to wykonalnie, lecz po bliskim spotkaniu z Mamą Kirą miałam obawy, czy do tego czasu to mnie nie przeniosą do poprawczaka za jej kolejną intrygę. Jednak mimo obaw przystałam na propozycję.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania