Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 7

Rozdział 7

Następnego dnia obudziłam się okropnie niewyspana. Wory pod oczami miałam tak głębokie i ciemne, że ktoś mógłby pomyśleć, że je domalowałam. Za to moje przyjaciółki wstały kwitnące i gotowe na nowe wyzwania. Tylko ja miałam ochotę przeleżeć cały dzień w łóżku. Mogłoby to być wykonalne gdybym zrzuciła winę na alergię, lecz wolałam nie zostawać sama. W grupie będę bezpieczniejsza, z wiadomych powodów.

Walcząc z pragnieniem powrotu do łóżka wstałam, wzięłam ciuchy i powędrowałam do łazienki. Kiedy byłam już uszykowana i pachnąca od nowych kosmetyków poczułam się nieco lepiej. Wyszłam z łazienki i czekając, aż dziewczyny się ubiorą ponownie położyłam się do łóżka. Widziały, że coś mi jest więc nawet nie zagadywały, co pewnie nie potrwa długo. Wiedzą, że kiedy coś mi jest lepiej zostawić mnie w spokoju ze swoimi myślami, ale zawsze wymiękają po kilku minutach i zalewają pytaniami. Tak więc napawałam się ostatnimi minutami spokoju i ciszy, której teraz tak bardzo potrzebowałam. Kiedy tak leżałam w głowie kołatały mi się różne myśli. Czy uda mi się wrócić do sierocińca żywą? Czy nikt przy tym nie ucierpi? Czy dowiem się dokładnego powodu dlaczego moje istnienie jest aż takim utrapieniem? Miałam masę pytań, a na żadne nie znałam odpowiedzi. W końcu z łazienki wyszła Katherin, która ubierała się jako ostatnia. Z niechęcią wstałam więc z łóżka i poszłam za nimi na stołówkę. Zaraz zaczynała się pora śniadaniowa i jestem pewna, że gdy tylko usiądziemy do stolika zaczną się pytania, na które nie wiem jak odpowiedzieć.

Doszłyśmy na stołówkę, która jak zawsze była już wypełniona po brzegi. Podeszłyśmy do okienka i odebrałyśmy nasze porcje. Ledwo usiadłam na krześle, a już się zaczęło.

- Dobra Roz gadaj co się dzieje? – rozkazała wzburzona Abby po czym dodała. – I nawet nie wciskaj mi kitu, że nic się nie dzieje bo nie jestem ślepa – Z rezygnacją pomyślałam chwilę co powiedzieć. Nie chciałam im mówić prawdy, żeby ich nie martwić, ale nie przychodziło mi żądne inne kłamstwo, a jakbym powiedziała to co ogrodnikowi zbiłyby wszystkich chłopaków z obozu. Tak więc wytrzymałam jeden dzień okłamując je. To i tak rekord.

- Eh, nie chciałam wam tego mówić, ale nie chcę was dłużej okłamywać. I tak tego żałuje. Powiem wam o wszystkim, ale nie tutaj. Nawet nie wiem czy w pokoju będzie bezpiecznie rozmawiać, albo gdziekolwiek tutaj… - przerwałam bo naprawdę nie wiedziałam gdzie byłoby najbezpieczniej. Dziewczyny były przerażone i nie wiedziały czego się spodziewać – co było łatwo wywnioskować z ich wyrazów twarzy.

- Dobrze, widzę, że to coś poważnego więc mam pomysł. Pójdziemy do pokoju i napiszesz nam o co chodzi na kartce. Kiedy już będziemy wszystko wiedziały podrzemy kartkę i wrzucimy do jeziora – wyjaśniła Linda. Przyznam, że była to chyba najlepsza opcja więc przytaknęłam i wzięłam się za jedzenie śniadania. Zawsze z naszego stolika dochodziły najgłośniejsze rozmowy, jednak dziś trwała grobowa cisza. Każda chciała wiedzieć co się stało. Już po chwili nasze talerze były puste. Zaniosłyśmy je do okienka i szybko wróciłyśmy do pokoju. Wzięłam cienką kartkę i długopis, po czym zaczęłam pisać. Napisałam o wszystkim od momentu odłączenia się od nich do spotkania na kolacji.

Po dobrych pięciu minutach dałam im kartkę i obserwowałam zmieniające się emocje na ich twarzach. Gdy wszystkie przeczytały moją wiadomość czuły tę samą emocje – strach pomieszany z gniewem. Przez dłuższą chwilę patrzyły na mnie otępiałym wzrokiem po czym rzuciły mi się na szyję. Poczułam łzy wzbierające się w oczach i odwzajemniłam uścisk. Po kilku minutach siedziałyśmy na ziemi szlochając i wtulając się w siebie. Każdego dni dziękowałam losowi, że mogłam spotkać tak cudowne osoby jak moje przyjaciółki. Zawsze, gdy któraś miała problem, każda cierpiała z nią. W końcu się uspokoiłyśmy i wyczerpane wtuliłyśmy się w siebie i zasnęłyśmy.

*

Bardzo cieszyłam się, że udział w zabawach nie jest obowiązkowy. W innym wypadku dostałybyśmy jakąś karę bo obudziłyśmy się dopiero na kolację. Wszystkie nie spodziewałyśmy się, że tyle będziemy spały. Mimo tylu godzin nasze oczy nadal wyglądały jak prosto po płaczu. Jednak teraz nie to było naszym największym zmartwieniem. Usiadłyśmy na dywanie i myślałyśmy, jak wybrnąć z tak okropnej sytuacji. Jednak przerwało nam głośne burczenie w brzuchach. Postanowiłyśmy więc, że najpierw zjemy, a potem pomyślimy. W końcu noc jest długa. Tak więc ogarnęłyśmy się lekko i odprawiłyśmy nasz codzienny rytuał odbierania jedzenia. Każda z nas znów jadła w ciszy pochłonięta myślami. Dopiero, gdy wróciłyśmy do pokoju zaczęła się debata. Każda rzucała pierwsze pomysły jakie jej przyszły do głowy, lecz żaden nie był odpowiedni.

- A może zostawmy to po prostu tak jak jest? – Zaproponowała Katherin, na co wszystkie spojrzałyśmy na nią nieco zbite z tropu. – No bo wiecie – dokończyła – Jeśli będziemy wymyślać jakieś nagłe ataki alergii i przymusowy wyjazd z obozu od razu mogą się zorientować, że coś wiemy. Ale jeśli będziemy zgrywać głupie i niczego nieświadome, a tak naprawdę zaplanujemy jakiś plan idealny na zasadzkę sami zgłupieją.

Przyznam, że plan Katherin brzmiał abstrakcyjnie, lecz jednocześnie najlepiej ze wszystkich. Przez tą całą sytuację czułam się jak głupia. Zawsze to ja byłam głową naszej paczki i zawsze ja wymyślałam plany. Teraz jednak byłam całkowicie rozbita i nie byłam w stanie zaplanować niczego. Cieszyłam się jednak, że chociaż jedna osoba nadal myśli racjonalnie.

- Wiecie co dziewczyny. Ten pomysł brzmi abstrakcyjnie, ale może się udać – stwierdziłam. – W końcu najlepszym sposobem na pokonanie prześladowcy jest zbicie go z tropu. – Wszystkie siedziałyśmy chwilę w ciszy po czym zgodziłyśmy się, że jak na razie jest to najlepszy plan. Dopiero teraz zorientowałyśmy się, że jest już druga w nocy. Zaczęłyśmy więc po kolei szykować się do snu, a w między czasie obmyślać idealny plan zasadzki.

Wiedziałam, że nasz wróg jest silny i ma przewagę, ale liczyłam, że jakimś cudem będziemy jak te bohaterki z książki, które radzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu i zawsze wygrywają kończąc historię happy endem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania