Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Klucz do róży - Rozdział 8
Rozdział 8
Następny tydzień obozu był… interesujący. Stwierdziłyśmy, że lepiej będzie brać udział w różnych konkurencjach. W ten sposób mogłyśmy przypadkiem podsłuchać rozmowy organizatorów co okazało się bardzo pomocne. Każda z nas chodziła na inne zajęcia – jeśli kilka odbywało się w tym samym czasie – i już pierwszego dnia dowiedziałyśmy się, że Rick to zaginiony syn właściciela obozu, Williama Garden’a, a Adam to jego drugi młodszy syn. I niech ktoś powie, że plotkarze to samo zło!
Organizatorzy mają bardzo długie języki i plotkują praktycznie bez przerwy. Pierwszego dnia – po złączeniu wszystkich informacji jakie miałyśmy – dowiedziałyśmy się, że Rick to starszy syn założyciela Williama, a młodszy syn Adam to ten mniej doceniony zawsze szukający okazji do zwrócenia na siebie uwagi ojca. Chodzą również plotki, że to Adam porwał Rick’a z zazdrości i albo go zabił, albo nadal gdzieś więzi – może nawet na terenie obozu…
Drugiego dnia doszły nas słuchy o jakimś tajemniczym różowym dymie zwanym dziwnym wytworem Adama.
Przez kolejne dni dowiedziałyśmy się, że Rick miał dziewczynę, której William i Adam nienawidzili. Również była z sierocińca i nie chcieli, aby Rick wiązał się z sierotą. Usłyszałyśmy również, że obóz odbywał się kiedyś co roku, lecz po zniknięciu Ricka William postanowił, że obóz będzie się odbywał co pięć, sześć lub nawet siedem lat.
Oprócz zdobytych informacji zdobyłam również przekonanie, że każdy z organizatorów bacznie mnie obserwuje. Ciężko było, lecz drugiego tygodnia w końcu udało się podsłuchać plotki również na mój temat. Każdy określał mnie jako cel. Mówili, że podobno William obmyśla już plan wraz z Adamem jak pozbyć się celu. Niestety nie wiedziałyśmy jeszcze jaki ma plan, lecz wiedziałyśmy, że jestem niechcianym dzieckiem tej niechcianej.
Przez te dwa tygodnie nie dowiedziałyśmy się niczego więcej od organizatorów, lecz dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy od ogrodnika – jak się okazało nazywa się Stan. Tak jak obiecałam codziennie przychodziłam do niego chociaż na chwilę i pomagałam w ogrodzie. Przyznam, że zżyliśmy się przez ten czas, a on zaufał mi na tyle by opowiedzieć co zaobserwował w obozie.
- Słuchaj no panienko – zaczął – nigdy nikomu tego nie mówiłem bo tu pracują same długie jęzory latające z każdą pierdołą do szefa. Ale ja wiem co tu się święci. Krótko po zniknięciu Rick’a, starszego syna szefa pielęgnowałem różany labirynt. Jednak w środku można odnaleźć furtkę prowadzącą do prywatnego ogródku Rick’a. No więc gdy pewnego razu chciałem tam wejść i zadbać o ogród, kiedy jak spod ziemi wyłonił się szef. Tak się na mnie wydarł, że o kochana. Dostałem zakaz wchodzenia do labiryntu. Rozumiesz? Ja, ogrodnik dbający o wszystkie rośliny w tym ogrodzie dostałem zakaz dbania o rośliny. Ha, o ironio – wyrzucił z siebie Stan i dodał. – Ale panienko mówię ci, tam coś się kryje, a szef strzeże tego jak oka w głowie.
Rozmawiając ze Stanem tylko przytakiwałam, lecz tak naprawdę sprawiło to, że moja wycieczka do wnętrza labiryntu była konieczna. Dopytałam jeszcze ogrodnika, czy wie gdzie jest klucz do furtki.
- Z tego co pamiętam jest ukryty w róży za zakrętem prowadzącym do furtki. Chyba gdzieś w dolnej, ale to było dawno więc nie do końca pamiętam – wyjaśnił. Po powrocie do pokoju opowiedziałam dziewczynom o wszystkim, czego dowiedziałam się od Stana. Wszystkie byłyśmy podekscytowane nową informacją i wpadłyśmy na pomysł. Podczas pożegnalnej imprezy dziewczyny jak gdyby nigdy nic pójdą na imprezę, a ja zakradnę się do labiryntu i sprawdzę co jest w ogrodzie. Może tam znajdę jakiś dowód, dzięki któremu zdemaskuje Williama i Adama. Dla pewności następnego dnia, gdy przyszłam do ogrodnika podpytałam go, czy wie coś o zabezpieczeniach labiryntu.
- Wiesz panienko, ja ogólnie nie jestem wścibski i nie lubię plotek, ale raz akurat przechodziłem obok i usłyszałam, że labirynt nie jest strzeżony. Wystarczy wyłapać odpowiedni moment i hyc! Wiem to bo sam tak często robię… No co!? To ja wyhodowałem ten labirynt i mam do niego prawo! – wyjaśnił Stan popijający już trzecią herbatkę z prądem. Dzięki niemu byłam już pewna. W noc imprezy zakradnę się do labiryntu, odszukam klucz do ogrodu i za wszelką cenę dowiem się co tak naprawdę tam jest i czy odnajdę tam dowody na ich plany zbrodni. Najcięższe jednak będzie ominąć nie opuszczające mnie wzroki organizatorów i ich brudnych zagrywek. Na pierwszy rzut oka nie było to nic wielkiego, ale wydało mi się dosyć podejrzane, że podczas konkurencji pływackich co chwila moje nogi plątały się w liny – w które nikt inny nie wpadał, ani ich nie widział. Albo podczas wyścigu na tysiąc metrów co chwila czułam, jak przeszkody nagle pojawiają mi się pod nogami, przez co upadałam – o ironio – jako jedyna. Takich sytuacji było wiele i mogłabym je wymieniać bez końca. Faktem było, że organizatorzy liczyli na to, że uda im się mnie wyeliminować w najgłupsze sposoby tłumacząc to nieszczęśliwym przypadkiem.
Jednak nie byłam już tak przerażona i zdezorientowana jak na początku. Teraz byłam gotowa na ich kolejny krok i choć oni nie zdawali sobie z tego sprawy robiłam to co potrafię najlepiej – niezauważona szłam w ich cieniu czujna i gotowa na każdy cios.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania