Poprzednie częściKlucz do róży - Rozdział 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Klucz do róży - Rozdział 9

Rozdział 9

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień przed pożegnalną imprezą. Poprzednie dni minęły zwyczajnie – jeżeli zwyczajnością określiłabym kolejne próby pozbycia się mnie, plotki, szepty i śledzące mnie wzroki. Tak więc tego dnia wstałyśmy jak co rano, ubrałyśmy się i poszłyśmy na śniadanie. Dziś były gofry z bitą śmietaną i owocami oraz placki. Wszystkie jednogłośnie przyznałyśmy, że dawno nie jadłyśmy tak pysznego jedzenia. Czułyśmy się jak pierwszego dnia, kiedy spokojnie jadłyśmy obiad nie wiedząc jeszcze, jakie niebezpieczeństwo stoi za rogiem. Oddałyśmy talerze jako jedne z ostatnich osób. Na stołówce zostały same dzieci kapryśnie błagające swoje opiekunki o odpuszczenie im jedzenia. Już miałyśmy wychodzić, gdy nagle usłyszałyśmy dobrze znajomy nam głos, który dawno nas nie zawitał.

- Abby! Rozalia! Linda! Katherin! Zaczekajcie chwilkę! – Wołała nas Mama Rose. Właśnie próbowała przekonać Tobby’ego do zjedzenia borówki, lecz teraz biegła w naszą stronę – widocznie z jakąś ważną sprawą. Jakaś część mnie błagała, aby okazało się, że Mama dowiedziała się o planach Williama i Adama i chce, żebyśmy jak najszybciej stąd wyjechali. Jednak, marzyć to piękna rzecz.

- Kochane, zostawiłam Tobby’ego pod opieką mojej koleżanki bo musiałam was wszystkie złapać. Chodźcie ze mną, mam coś dla was – wysapała po czym wyszła ze stołówki wołając nas machnięciem ręki. Nie wiedząc o co chodzi posłusznie poszłyśmy za nią. Zaprowadziła nas do swojego pokoju. Był on bardzo podobny do naszego, tyle że mniejszy i bardziej dorosły.

- Słuchajcie, to że obóz jest co kilka lat stało się dla mnie plusem, ponieważ miałam czas na zrobienie wam niespodzianki. W wolnych chwilach uszyłam dla was kreacje na pożegnalną imprezę. Rozdałam już stroje wszystkim dzieciom, ale was ostatnio nigdzie nie mogłam złapać – przerwała i wyjęła pierwszy strój z szafy. Była to błękitna sukienka do kolan, dopasowana w talii, a rozszerzająca się w dole. W talii została obwiązana białą halką. Ten sam trick zastosowano na ramionach – przyszyte do dekoltu i pleców halki tworzyły ramiączka przypominające magiczną łunę.

- Ta sukienka jest dla Lindy – oznajmiła Mama. Linda oniemiała na widok swojej nowej kreacji. Od razu pobiegła do łazienki, żeby przymierzyć strój. Gdy wyszła same byłyśmy zachwycone. Jej proste blond włosy spływały do pasa po idealnie dopasowanej sukni. Sama kreacja pasowała kolorem do jej oczu i jasnej cery. Chcąc się trochę nacieszyć Linda usiadła z powrotem na swoje miejsce w nowym prezencie.

Mama Rose uśmiechnięta od ucha do ucha wyciągnęła z szafy kolejną suknię. Tym razem był to całkowicie inny krój. Dopasowana i długa kreacja w kolorze kwiatu wiśni z małymi ramiączkami była równie piękna. Również była przepasana w talii halką – tym razem różową. Cała była zrobiona z satyny.

- Tę suknię uszyłam dla Katherin – powiedziała Mama. Katherin nie wyglądała jakby miała się zaraz rozpłakać co już po chwili uczyniła. Podbiegła do Mamy Rose, uściskała ją i pobiegła przebrać się w nową kreację. Gdy wyszła wyglądała równie olśniewająco jak Linda. Orzechowe włosy spływały jej kaskadami loków za ramiona, a suknia idealnie wpasowywała się w jej sylwetkę. Kolor sukni cudownie się prezentował z jej zielonymi oczami i opaloną karnacją. Nie czekając dłużej Mama wyciągnęła kolejną suknię, lecz jak się okazało nie była to suknia a damski garnitur. Oczywiście nie taki zwykły garnitur. Górna część składała się z białej koszuli, czarnego krawatu z czaszką i marynarki tego samego koloru z dłuższym tyłem wyciętym na środku. Jednak na całej marynarce były wyszyte różne znaki i napisy takie jak flagi państw i orientacji, charakterystyczne hasła czy zwykły kciuk w górę. Spodnie – również czarne – również posiadały wyszywanki. Mama Rose nawet nie musiała mówić dla kogo to kreacja, ale chciała zostać przy oficjalnym rozdawaniu.

- A to kreacja dla Abby – powiedziała Mama.

- Wow! Ale świetna! – Wykrzyknęła zachwycona Abby i poszła przebrać się do łazienki. Gdy była gotowa otworzyła gwałtownie drzwi nogą i oparła się o framugę z ponętną miną. Wszystkich nas tak tym rozśmieszyła, że dopiero gdy się wyśmiałyśmy mogłyśmy obejrzeć jak się prezentuje w nowym stroju. Musiałam przyznać, że Abby wyglądała jak przystojny chłopak w jej krótkich czarnych włosach. Strój bardzo pasował do jej ciemnej karnacji, a prawie czarne oczy aż lśniły z zachwytu. Teraz przyszła na ostatnią suknię – moją. Mama wyciągnęła z szafy prawdziwe cudo. Była to czarna suknia z przodu krótsza, a z tyłu wydłużająca się prawie do ziemi. Ramiączka z jednej strony przyszyte do sukienki z drugiej spływały delikatnym materiałem aż po czubki palców u rąk. Przez talię była przepasana czerwona wstążka zawiązana w kokardkę z tyłu. Cała kreacja łącznie z ramiączkami była wyszyta w przepiękny różany wzór. Z zachwytu zaparło mi dech.

Podeszłam powoli do Mamy Rose i spoglądałam z zachwytem to nią to na sukienkę. Delikatnie wzięłam swój prezent w ręce i poszłam się przebrać. Materiał był przyjemny w dotyku, a kiedy ułożyłam na sobie kreację byłam zachwycone. Moje karmelowe, faliste włosy do łokci i jasna skóra wpasowały się w sukienkę wręcz idealnie, a w szarych oczach wzbierały mi się łzy. Opanowałam je i wyszłam z łazienki. Każda z dziewczyn i Mama uważały, że wyglądam cudownie, a ja musiałam im przyznać rację.

Gdy wszystkie nacieszyłyśmy się prezentami po kolei przebrałyśmy się z nich i podziękowałyśmy Mamie. Wracając do pokoju planowałyśmy po powrocie również zrobić jakiś prezent dla Mamy, lecz nasz dobry humor spadł do zera, gdy doszłyśmy do pokoju. Drzwi do niego były uchylone. Każda patrzyła po sobie, która otworzy drzwi. W końcu Abby zdecydowała się to zrobić. Jednak kiedy ujrzałyśmy widok w pokoju żałowałyśmy, że nie zawróciłyśmy do Mamy i zostały tam na zawsze. Po całym pokoju były porozrzucane nasze rzeczy. Nie wiadomo było gdzie kończy się pokój, dwór, a gdzie łazienka. Oprócz licznych zniszczeń na podłodze było pełno błota zmieszanego z czerwoną substancją. Ślady butów prowadziły do łazienki, a im były jej bliżej tym stawały się bardziej czerwone. Wiedziałam, że to chodzi o mnie więc wręczyłam sukienkę Abby, weszłam pierwsza i powoli kierowałam się w stronę otwartych drzwi łazienki. W niej ślady rozchodziły się na wszystkie strony. To był widok jak z horroru.

W umywalce leżała martwa mysz z wyprutymi wnętrznościami. W toalecie znalazłam wróbelka przebitego strzałą na wylot, wokół którego pływały jego odcięte skrzydła. W wannie natomiast leżał szop również z wyprutymi wnętrznościami i wyłupanymi oczami. Obok spoczywał kret, a przynajmniej jego rozczłonkowane części ciała i pazury. Oprócz zwłok zwierząt cała łazienka była zakrwawiona, a na ścianie pod oknem napis, z krwi: „Oto wasza przyszłość”. Dostałam ataku paniki. Nogi się pode mną ugięły i wpadłam prosto w kałuże zwierzęcej krwi. Smród był nie do zniesienia. Zaczęłam się dusić powietrzem i szlochem. Zdesperowana próbowałam wstać z krwi, lecz gdyby nie pomoc Abby pewnie już nigdy bym stamtąd nie wstała. Zabrała mnie na świeże powietrze i pobiegła po Mamę Rose zostawiając mnie z równie przerażonymi Lindą i Katherin. Jednak ja już traciłam przytomność. Ostatnie co słyszałam to nawoływanie przyjaciółek, abym nie zamykała oczu. Później była już tylko scena z łazienki.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania