Kobieta bez twarzy
przysiągłbym, że już cię widziałem
kiedyś. musisz być tą, o której
się marzy
musisz być moją kobietą bez twarzy
spacerowałaś
moim rodzinnym miastem, ulicą Targową
czytałaś Szekspira nad jeziorem Nidzkim
śmiałaś się leżąc do gwiazdek nad głową
przyłapałaś mnie na pisaniu w plenerze
tobie jedynej czytałem mych wierszy
ciebie widziałem w kościelnym szkaplerze
w jambie i w cieniu monetowskiej wierzby
ty mnie posłałaś do gwiazd i z powrotem
z tobą wchodziłem na korony świata
razem leżeliśmy śnięci pokotem
umrzeć w ten sposób to żadna jest strata!
patrzyłem ci w oczy gdy zadartą w górę
głowę chyliłem ku Tycjańskiej Wenus
gdy zabłądzony wśród nocy ponurej
blasku księżyca chciałem dodać niebu
mieliśmy całą noc zawsze dla siebie
teraz ciężej wykonać mi ruch
zanim mnie serce ponagli w potrzebie
znikłaś za róg
Komentarze (10)
w kościelnym szkaplerze? chyba w szkaplerzu raczej...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania