Kobiety
zawsze przychodziły nocą
w pachnących sukienkach,
ze spojrzeniem, które mogło cię rozebrać
lepiej niż ręce.
przynosiły wino,
i coś jeszcze —
ten rodzaj ciszy, który mówi więcej niż wszystkie twoje książki
i wszystkie moje wiersze razem wzięte.
spałem z nimi,
kłóciłem się z nimi,
płakałem, gdy odchodziły,
a potem śmiałem się
jak idiota,
bo przecież nic nie miało znaczenia —
a wszystko miało.
kobiety,
nie te z reklam ani z kina.
te prawdziwe,
które śmierdzą tytoniem i marzeniami
które cię kopią, kiedy śpisz za długo,
ale potem robią ci jajka
z dokładnie taką ilością soli,
jak trzeba, żebyś znów chciał żyć.
jedna potrafiła milczeć tak,
że chciałem ją poślubić.
inna mówiła tyle,
że kochałem ją jeszcze bardziej.
wszystkie miały coś,
co mogło cię zabić,
ale w dziwny sposób
właśnie dlatego chciałeś umrzeć.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania