Kobiety

zawsze przychodziły nocą

w pachnących sukienkach,

ze spojrzeniem, które mogło cię rozebrać

lepiej niż ręce.

przynosiły wino,

i coś jeszcze —

ten rodzaj ciszy, który mówi więcej niż wszystkie twoje książki

i wszystkie moje wiersze razem wzięte.

spałem z nimi,

kłóciłem się z nimi,

płakałem, gdy odchodziły,

a potem śmiałem się

jak idiota,

bo przecież nic nie miało znaczenia —

a wszystko miało.

kobiety,

nie te z reklam ani z kina.

te prawdziwe,

które śmierdzą tytoniem i marzeniami

które cię kopią, kiedy śpisz za długo,

ale potem robią ci jajka

z dokładnie taką ilością soli,

jak trzeba, żebyś znów chciał żyć.

jedna potrafiła milczeć tak,

że chciałem ją poślubić.

inna mówiła tyle,

że kochałem ją jeszcze bardziej.

wszystkie miały coś,

co mogło cię zabić,

ale w dziwny sposób

właśnie dlatego chciałeś umrzeć.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania