Koc

Twój koc kładzie się miękko na skórze,

Otula bezszelestnie niczym chmury szczyty Tatr.

Czaruje.

Co będzie efektem tej magii, nie wie żadne z nas.

 

Miarowe drgania Twych gorących tętnic

buzują we mnie w tej jesienno-zimowej scenerii.

 

Kim jesteśmy dla siebie wtuleni w tym iglastym niebie?

Czego pragniemy targani swoim milczeniem i potęgą natury?

 

Dym z krakowskiego komina zakłóca sakralność tej sceny.

Krzyczy, że dwadzieścia trzy metry nad ziemią nie ma miłości.

Biały demon gwałtownie zamienia nasze marzenia w gorzki smog.

 

A jednak...

Jeden policzek, tysiąc ruchów serdecznego palca,

I znów przed oczami tylko widok znajomych, dobrych Szczytów.

One przetrwały niejedną apokalipsę

I stanowczo wlewają w dwa strwożone serca pewność,

Że to tu i teraz nie może być tylko złudzeniem.

 

Stary, wyleniały Koc-Czarodziej.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania