Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

KOD ANOMALII: PROTOKÓŁ ROZPADU

PROLOG: Neon, krew i hormony

Deszcz w Neo-Tokio nie przynosił oczyszczenia; był gęsty, ciepły od smogu i pachniał syntetycznymi feromonami rozpylanymi przez miejskie zraszacze. W roku 2076 seksem handlowano na każdym rogu, a System EROS kontrolował poziom pożądania obywateli za pomocą wszczepów dopaminowych. Kto nie wpisywał się w normę, stawał się odpadem.

Detektyw Jin Sato zbiegał właśnie po zardzewiałych schodach ewakuacyjnych w Dolnym Dystrykcie. Pod jego płaszczem pulsowała świeża, głęboka rana szarpana – efekt uboczny ubicia dwóch cyber-cyborgów z syndykatu Kuro, którzy kontrolowali nielegalny rynek sterydów bojowych. Jin był asom (osobą aseksualną), co w tym chorym, zseksualizowanym świecie czyniło go celem numer jeden dla rządu. Jego czyste, pozbawione pożądania neuro-logi były błędem w systemie, który korporacja Synthe-Gen chciała natychmiast wymazać.

Wpadł przez okno do kryjówki. W dusznej, oświetlonej jedynie krwawym neonem przestrzeni czekała już Hana Lin. Genialna hakerka z podziemia, o chłodnym spojrzeniu i ciele, które w tym jednym momencie było jedyną bezpieczną przystanią w płonącym mieście.

ROZDZIAŁ 1: Wojna gangów w cieniu korporacji

– Czysto? – rzuciła Hana, nawet nie odwracając wzroku od ekranów, na których rzędy zielonego kodu walczyły z firewallami Synthe-Gen.

– Kenji nie żyje, ale syndykat Kuro przejął ich transporty broni sonicznej – wycharczał Jin, opierając się o ścianę i rozrywając zakrwawioną koszulę. – Przymykali oko na porwania dzieciaków przez korporację, bo dostawali w zamian technologię wojskową. Jeśli system EROS odpali nową aktualizację za godzinę, te nastolatki w laboratoriach zostaną zamienione w organiczne procesory, a gangi dostaną pełną kontrolę nad ulicami.

Hana wstała od konsoli. Jej ruchy były kocie, zdecydowane. Choć oboje byli asami, ich miłość była potężna, zrodzona z absolutnego zaufania i mentalnej jedności, jakiej ten zepsuty świat nie potrafił pojąć. Jednak Neo-Tokio wymagało idealnego kamuflażu. Systemowe skanery endokrynologiczne w ścianach budynku właśnie zaczęły wyć, wyczuwając brak aktywności hormonalnej w lokalu.

– Skanery nas namierzają, Jin. Musimy zasymulować aktywność. System musi zobaczyć to, czego żąda – szepnęła Hana, podchodząc do niego.

Znała zasady. Aby zmylić sztuczną inteligencję, musieli wywołać w swoich ciałach potężną, fizyczną reakcję – pot, przyspieszony oddech, tętno uderzające o sufit. Choć ich umysły pozostały czyste i wolne od biologicznego pożądania, ich ciała podjęły grę z bezdusznym systemem.

Hana pociągnęła go na materac. Rozdarła resztki jego koszuli, a jej chłodne dłonie dotknęły jego gorącej, spoconej od walki skóry. Jin syknął z bólu i rozkoszy płynącej z czystego, fizycznego dotyku, gdy Hana zsunęła z siebie okrycie, dociskając swoje nagie ciało do jego piersi. Ich oddechy natychmiast się splątały, stając się szybkie, urywane. Ruchy były gwałtowne, niemal zwierzęce – sztuczne stymulatory w ich opaskach na nadgarstkach, połączone z bliskością ich ciał, oszukały sensory. Hana poruszała się na nim z dziką, hipnotyzującą intensywnością, a pot mieszał się z krwią z rany Jina, gdy oboje walczyli z czasem. To nie był seks zrodzony z żądzy, to był brutalny, zmysłowy i pełen pasji akt przetrwania. Ich ciała splatały się w szalonym, erotycznym tańcu, podczas gdy na ekranach nad nimi czerwone wskaźniki skanerów EROS-a powoli zmieniały kolor na zielony, akceptując „prawidłowe” parametry życiowe.

Gdy oboje opadli na prześcieradło, ciężko dysząc, skanery ucichły. Oszukali system, ale cena była wysoka – ich ciała płonęły z wycieńczenia.

ROZDZIAŁ 2: Bardzo wartka akcja: Szturm na Kopułę Centralną

Nie było czasu na odpoczynek. Zaledwie kilkanaście minut po tym, jak zatarli ślady, drzwi wejściowe eksplodowały pod wpływem ładunku wybuchowego. Do środka wpadli żołnierze syndykatu Kuro, uzbrojeni w soniczne karabiny przejęte od Synthe-Gen.

– Ruchy! – wrzasnął Jin, chwytając swój ciężki, kinetyczny pistolet.

Wystrzelił trzykrotnie, zanim pierwszy z napastników zdołał unieść broń. Pierwszy pocisk roztrzaskał cybernetyczną maskę gwardzisty, zalewając podłogę krwią i olejem hydraulicznym. Hana, wciąż półnaga, z narzuconą jedynie skórzaną kurtką, złapała swój plecak z nadajnikiem EMP i skoczyła w stronę okna ewakuacyjnego.

Ruszyli w szaleńczy bieg przez dachy wieżowców, podczas gdy za nimi, w strugach deszczu, sunęły korporacyjne aerocary Omni-Techu. Lasery cięły beton tuż za ich piętami. Jin odwrócił się w biegu, posyłając serię w stronę nadlatującego drona szpiegowskiego. Maszyna eksplodowała kulą ognia, której blask na ułamek sekundy oświetlił zdeterminowaną twarz Hany.

Dotarli do wentylacji Kopuły Centralnej. Czas uciekał – do startu aktualizacji EROS-a zostało siedem minut. Wątek poboczny uratowania nastolatków wisiał na włosku; Jin widział przez kratkę wentylacyjną, jak w laboratorium poniżej mechaniczne ramiona przygotowują już igły z kodem sterylizacyjnym dla uwięzionych dzieciaków.

ROZDZIAŁ 3: Przełamanie kodu i ostateczne starcie

Wpadli do sali głównego rdzenia jak burza. Jin natychmiast zajął pozycję za konsolą, otwierając ogień do nadbiegających androidów strażniczych. Huk wystrzałów mieszał się z mechanicznym piskem rozrywanych procesorów. Krew z rany Jina ponownie otworzyła się, barwiąc białą, sterylną podłogę na szkarłatowo.

– Hana, ładuj wirusa! Nie utrzymam ich długo! – krzyknął Jin, gdy jeden z androidów zmiażdżył kolbą jego lewy bark.

Hana wpięła się bezpośrednio w rdzeń. Jej palce poruszały się z nieludzką prędkością, ignorując fakt, że system obronny zaczął palić jej neuro-złącza. Czuła potworny ból, ale przed oczami miała obraz Jina, jego krew i ich niedawny, desperacki uścisk na materacu. To nie była tylko walka o wolność Neo-Tokio – to była walka o prawo do ich miłości, która nie potrzebowała biologicznych wytycznych.

– Protokół rozpadu... odpalony! – krzyknęła, wciskając ostatni klawisz.

Wirus „A-Spec” zalał serwery Synthe-Gen. W tym samym momencie Jin, resztkami sił, rzucił granat EMP prosto w główny transformator zasilający.

Eksplozja była potężna. Wszystkie neony w promieniu kilku kilometrów zgasły w ułamku sekundy. Skanery hormonalne eksplodowały snopami iskier, a mechaniczne ramiona w laboratorium uwięzionych nastolatków opadły bezwładnie.

EPILOG: Czysty horyzont

Świt nad Neo-Tokio po raz pierwszy od trzydziestu lat był szary, naturalny i cichy. Bez nachalnych, erotycznych hologramów, bez wycia skanerów. Miasto stało się puste, ale w tej pustce była wolność. Wątki poboczne gangu i porwanych dzieciaków zamknęły się wraz z upadkiem systemu – uciekinierzy wrócili do domów, a syndykat Kuro stracił swoje korporacyjne wsparcie.

Jin i Hana leżeli na dachu zrujnowanego wieżowca. Jin miał zabandażowane ramię i bark, a Hana wtulała się w jego zdrowy bok. Ich ciała, wciąż zmęczone po brutalnej nocy i pełnym adrenaliny akcie przetrwania, teraz odpoczywały w absolutnym spokoju.

Nie było już potrzeby udawania, nie było potrzeby wywoływania sztucznego pożądania dla maszyn. Byli tylko oni – dwie wolne dusze, które rzuciły wyzwanie systemowi i wygrały prawo do kochania się dokładnie tak, jak chcieli. W ciszy, bez biologicznego szumu, trzymając się za ręce pod czystym, porannym niebem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania